Oceany "oszalały", "gotują się", "świecą na czerwono" - w ubiegłym roku trudno było uniknąć takich nagłówków w mediach. I nie bez powodu. Temperatura oceanów biła rekordy, a w tym roku wcale nie jest lepiej. Na przykład północny Atlantyk na koniec maja miał taką temperaturę, jaką przeciętnie ma w połowie lipca. To oceany biorą na siebie większość globalnego ocieplenia, jednak taka skala zaskoczyła naukowców. Zaczęli szukać odpowiedzi i przyglądać się temu, co robimy - a dokładniej co przestaliśmy robić - na oceanach.
Szczególną uwagę przyciągnęła potężna zmiana dotycząca statków i wykorzystywanego przez nie paliwa, a konkretnie zawartej w nim siarki. Kiedy spojrzymy na wykresy pokazujące emisję związków siarki z transportu morskiego, w oczy rzuca się jedna rzecz: gwałtowny spadek w roku 2020. To efekt wejścia w życie nowych, globalnych standardów, które wymagają, by paliwo do statków zawierało o wiele mniej siarki. Udało nam się ograniczyć jedno z zanieczyszczeń, ale pojawił się nowy (choć nie niespodziewany) problem: to spotęgowało globalny wzrost temperatury.
Naukowcy wzięli się za sprawdzenie, jaki jest związek między spadkiem zanieczyszczeń nad oceanami a wzrostem temperatury. Są już pierwsze wnioski: czystsze powietrze rzeczywiście nieco podgrzało planetę. Ale wbrew pozorom nie jest to zupełne zaskoczenie, chociaż stanowi dla nas problem.
Zanieczyszczenie atmosfery gazami cieplarnianymi - przede wszystkim dwutlenkiem węgla i metanem - podgrzewa Ziemię, powoduje groźną zmianę klimatu w skali całej planety. To wiemy. Skąd w takim razie informacje o tym, że pozbycie się szkodliwych związków z paliwa jeszcze przyspiesza ocieplenie? Otóż jeśli chodzi o rozgrzewanie atmosfery, zanieczyszczenia zanieczyszczeniom nierówne.
Dwutlenek węgla, metan i inne tak zwane gazy cieplarniane zatrzymują energię w naszej atmosferze i to prowadzi do wzrostu temperatury. Jednak niektóre inne substancje - na przykład aerozole (cząstki stałe zawieszone w gazie) związków siarki mają odwrotne działanie. Odbijają część energii słonecznej i mają chłodzący efekt dla atmosfery i oceanów.
Takie związki emitowało właśnie paliwo morskie. Benzyna używana w samochodach jest z nich w dużym stopniu oczyszczona, bo są szkodliwe dla ludzi - i nie chcieliśmy ich wdychać. Ale na morzach i oceanach się tym jeszcze do niedawna nie przejmowano (chociaż miało to wpływ i na środowisko, i na ludzi, szczególne gdy statki włączały silniki w portach).
Ubocznym efektem było jednak łagodzenie lub "maskowanie" części wzrostu temperatury, za którą odpowiadają gazy cieplarniane. Na zdjęciu satelitarnym poniżej wyraźnie widać ślady statków na oceanie - jasne "sztuczne" chmury, powstałe wokół aerozoli, które obijają część energii słonecznej.
W 2020 roku w życie weszły nowe standardy czystości paliwa, wprowadzone przez Międzynarodową Organizację Morską. Limity podziałały: ilość związków siarki emitowanych przez statki spadła z roku na rok o 77 proc. To mniej szkodliwych zanieczyszczeń, ale też mniej aerozoli, które obijają część energii i w ten sposób hamują wzrost temperatury, spowodowany gazami cieplarnianymi.
Od połowy XIX wieku CO2 i inne gazy cieplarniane "dodały" do średniej temperatury Ziemi około 1,5 stopnia Celsjusza, jednak w tym samym czasie obecność aerozoli (głównie związków siarki ze spalania ropy i węgla) miała odwrotny efekt i równoważyła część ocieplenia. W ostatniej dekadzie aerozole blokowały (lub "maskowały") około pół stopnia ocieplenia - wynika z danych naukowych. Jednak w przeciwieństwie do dwutlenku węgla, związki siarki nie utrzymują się w atmosferze przez stulecia, tylko szybko znikają. Dlatego gdy ograniczamy spalanie węgla czy używamy czystszych paliw, ich poziom spada.
Pod koniec maja w piśmie naukowym "Nature Communications" ukazał się artykuł, którego autorzy starają się oszacować wpływ nowych regulacji dot. paliwa dla statków na globalną temperaturę. Wynika z niego, że pozbycie się związków siarki gwałtownie zwiększyło ilość energii słonecznej, która dociera do oceanów - i może to częściowo wyjaśniać nagłe i gwałtowne ocieplenie ostatnich lat. Według badaczy przez resztę trwającej dekady będziemy obserwować tego skutki w niezwykłej anomalii temperatury oceanów.
To pierwsze głośne badanie dotyczące tego problemu i wiadomo, że pojawią się kolejne. Część naukowców ma wątpliwości co do jego wyników i uważa, że może ono do pewnego stopnia przeszacowywać wpływ ograniczenia związków siarki na ocieplenie, które obserwujemy w ostatnich kilku latach. To nie znaczy, że problemu nie ma - szczególnie że transport morski to tylko jedno ze źródeł aerozoli. Związki siatki są uwalniane też po spalaniu węgla i ogromnymi ich źródłami są przemysł i energetyka. Mamy więc do czynienia z paradoksem: musimy odchodzić od węgla, żeby zatrzymać globalne ocieplenie, jednak czystsze powietrze "dołoży" do wzrostu temperatury w krótkim terminie.
Co możemy z tym zrobić? Jednym z proponowanych rozwiązań jest skupienie się na ścięciu emisji metanu. To gaz cieplarniany, który pozostaje w atmosferze tylko 12 lat, ale powoduje o wiele silniejszy efekt cieplarniany (zatrzymuje więcej energii) niż dwutlenek węgla. Jeśli udałoby nam się szybko ograniczyć te emisje, to w krótkim terminie może zrównoważyć skutki pozbycia się aerozoli i ograniczyć szok ocieplenia.
Pojawiają się też pomysły wykorzystania chłodzącego potencjału aerozoli. Geoinżynieria, czyli celowe i świadome próby sterowania klimatem, mogłaby polegać na przykład na sztucznym "wybielaniu chmur" nad oceanami czy emisji aerozoli, które odbiją część promieniowania słonecznego. Jednak na razie to tylko teoretyczne rozwiązania, a ich krytycy zwracają uwagę na liczne zagrożenia.
Po pierwsze, emisja aerozoli na ogromną skalę może mieć inne negatywne konsekwencje, na przykład zaburzać wzorce pogodowe i prowadzić do suszy lub ulew. Po drugie, aerozole tylko maskują ocieplenie powodowane przez gazy cieplarniane, i gdyby z jakiegoś powodu przestały być emitowane w ramach geoinżynierii, czekałby nas szok klimatyczny. Wreszcie trudno odpowiedzieć na pytania, kto i jak miałby kontrolować te procesy - bo ktokolwiek by to robił, miałby niesamowitą władzę nad miliardami ludzi. O wiele bezpieczniejszą opcją wydaje się odejście od paliw kopalnych, by raz na zawsze zatrzymać ocieplenie klimatu.