Nic nie trwa wiecznie. Rząd już wie, kiedy nasza gospodarka zwolni

Maria Korcz
W ostatnich latach Europa z podziwem przyglądała się wynikom polskiej gospodarki. Wzrost w ponad trzyprocentowym tempie kiedyś się jednak skończy. Analizę w tej sprawie opublikował właśnie rząd.
DLOLO
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

Spadek bezrobocia, wzrost płac, nieco mniejszy przyrost PKB - tak rząd widzi naszą gospodarczą przyszłość na najbliższe lata. A co potem?

Rząd zakłada, że nasze pensje dalej będą rosnąć. Inflacja może pokrzyżować mu plany

Zacznijmy od najbliższych kilkunastu miesięcy. Ta niedaleka przyszłość maluje się nam raczej w kolorowych barwach. Polską koniunkturę napędzać mają duże nakłady na inwestycje (przede wszystkim te w zbrojenia) i środki pozyskane z Krajowego Plany Odbudowy.

Jest jednak jeszcze jeden czynnik, w którym rządzący upatrują szansy na wzrost. To nasza, konsumentów, gotowość do wydatków. A tę ma napędzać całkiem dobra sytuacja na rynku pracy, rosnące szybciej niż inflacja pensje i utrzymywane w ryzach bezrobocie. 

Według opublikowanego w tym tygodniu "Projektu wieloletnich założeń makroekonomicznych na lata 2026-2030" w 2026 r. przeciętna pensja w Polsce wzrośnie o 6 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Z kolei realne wynagrodzenie, czyli wzrost zarobków, który uwzględnia też wzrost cen i obrazuje to, jak zmienia się siła nabywcza wynagrodzeń, ma wynieść 3,6 proc. 

Wróżenie z fusów czy realna prognoza? Plany gospodarcze nie zawsze idą po naszej myśli

Już dziś wiemy jednak, że wobec tych liczb należy zachować sceptycyzm. Według opublikowanych właśnie danych GUS poziom inflacji zaczyna nieco wymykać się spod kontroli. Ceny w kwietniu rok do roku wzrosły o 3,2 proc. To zaskoczyło ekonomistów, którzy nie spodziewali się, że efekty wojny w Iranie tak szybko odbiją się na naszej gospodarce. 

A to oznacza też, że realny wzrost naszych pensji może być niższy, niż przewiduje rząd. W większym stopniu będą go bowiem "pożerać" rosnące ceny. 

Zakładając jednak, że nie dotkną nas kolejne ekstraordynaryjne sytuacje - wojny, przerwy w łańcuchach dostaw i anomalie pogodowe - spójrzmy na to, jak rząd widzi stan naszych pensji w kolejnych latach.

Zobacz wideo

I, co ciekawe, nawet w scenariuszu, który pomija wojny i konflikty, na 2027 rok prognozowane jest spowolnienie wzrostu naszych pensji. Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w przyszłym roku wzrosnąć ma o 5,6 proc. w ujęciu nominalnym i o 3,0 proc. w ujęciu realnym (z uwzględnieniem inflacji).

To oznacza, że należy spodziewać się spowolnienia wzrostu pensji.

Te nieco mniej optymistyczne zapowiedzi można wiązać z inną prognozą: w 2027 roku autorzy analizy spodziewają się także spowolnienia wzrostu gospodarczego. O ile na ten rok szacują jego poziom na 3,6 proc., o tyle w perspektywie kilkunastu miesięcy ma on spaść o 0,4 p. proc. do poziomu 3,1 proc. 

Mimo spodziewanego spowolnienia stabilne pozostają zapowiedzi sytuacji na rynku pracy. Stopa bezrobocia rejestrowanego wynieść ma 5,6 proc. zarówno na koniec 2026, jak i 2027 roku. To oznacza, że rząd spodziewa się, że będzie ono maleć. Dziś bowiem sięga ok. 6 proc. 

Rok 2028, 2029, 2030. Wolniejszy wzrost gospodarczy, niższa dynamika pensji

O dynamicznym wzroście polskiej gospodarki rozpisują się od kilku miesięcy media w całej Europie. W maju 2025 roku polski rozwój stał się nawet tematem jednego z numerów brytyjskiego "The Economist", który na okładce umieścił hasło: "The remarkable rise of Poland", czyli "Niezwykły rozwój Polski". 

I faktycznie, dziś nasze PKB rośnie nawet dwa razy szybciej od brytyjskiego. Specyfika tak mierzonego rozwoju polega jednak na tym, że i on w pewnym momencie zaczyna zwalniać. Takie spowolnienie czeka nas, według rządowej prognozy, po roku 2028. Tempo wzrostu PKB spaść ma wtedy do poziomu 2,9 proc. Rok później ma być to już 2,6 proc., a w 2030 roku - 2,2 proc. 

Przyjdzie czas zaciskania pasa

Powód? Konieczność zapanowania nad budżetem państwa i ograniczenie jego wydatków. Tylko w tym roku planowany deficyt budżetowy ma wynieść 271,7 mld zł.

Kiedy więc rząd będzie zaciskać pasa, wolniej będą rosnąć też pensje. Ich realny wzrost ma po 2028 roku zwolnić do poziomu 3 proc. Nieco niższa będzie jednak wówczas inflacja, która ma oscylować od 2,2 proc. do 2,4 proc. 

Najważniejsze wnioski? O ile trudno przewidzieć, jak rozwijać będą się toczone dziś konflikty, jak nowe technologie będą zmieniać gospodarkę i czy światem nie wstrząsną nowe geopolityczne zawirowania, to z powyższej rządowej analizy płynie wyraźny wniosek: nadchodzi czas spowolnienia. 

Maria Korcz
Więcej o: