W tym roku rząd ściągnie o 800 mln PLN mniej podatków niż zakładał. Tak przynajmniej w tej chwili ocenia sytuację i pisze o tym w założeniach do projektu budżetu na rok 2017, o czym poinformowała PAP.
800 mln PLN to w skali całego budżetu niewiele, ale jednak jest to dość interesująca porażka. Interesująca, bo główne źródła podatkowe trzymają się nieźle. Rosną wpływy z VAT – rząd zakłada, że będą nieco powyżej planu. Wyraźnie powyżej planu powinny być dochody z PIT, bo coraz lepsza jest sytuacja na rynku pracy (wyższe płace to także wyższe podatki dochodowe osób fizycznych).
Sytuację psują daniny wprowadzone dopiero w tym roku. Podatek bankowy zamiast 5,5 miliardów PLN przyniesie tylko 3,4 mld PLN. Podatek od sprzedaży detalicznej miał spore opóźnienie - wchodzi w życie dopiero w tym tygodniu. Siłą rzeczy przyniesie budżetowi mniej niż oczekiwano – zaledwie 473 milionów PLN. Łącznie wpływy z dwóch nowych podatków rozminą się z wcześniejszymi planami rządu aż o 3,6 miliardów PLN.
Potencjał obydwu podatków na rok 2017 oceniono już znacznie skromniej. Z bankowego ma być 3,9 mld PLN, a ze sklepowego 1,6 mld PLN – razem 5,5 miliardów czyli o 2 miliardy mniej niż początkowo planowano w 2016.
Mimo tych przygód w tegorocznym budżecie dochodów i tak ma być więcej niż zaplanowano i to aż o 4 miliardy złotych. Ale to już nie będzie zasługa podatków, tylko Narodowego Banku Polskiego, który przekazał do budżetu zysk znacznie większy od zaplanowanego. Zamiast 3,2 mld PLN NBP zrobił ministrowi finansów przelew na kwotę aż 7,9 mld PLN.
W 2017 NBP znów będzie miał pole do ewentualnych zaskoczeń, bo w założeniach do budżetu zapisano, że jego zysk w przyszłym roku wyniesie tylko 628 milionów złotych. To bardzo ostrożny zapis, a osiągnięcie przez NBP zysku większego z pewnością nie jest wykluczone.