Rosjanie wyprali nawet 80 mld dolarów. Operacja Laundromat również z udziałem polskiego posła?

Robert Kędzierski
Według śledczych z Mołdawii i Łotwy w latach 2011-2014 kilkadziesiąt największych banków wzięło udział gigantycznej akcji prania brudnych pieniędzy Rosjan. Chodzi o kwotę od 20 do nawet 80 mld dol. W sprawie jest polski wątek.

732 banki z 96 krajów i co najmniej 500 osób brało udział w jednej z największych akcji prania brudnych pieniędzy należących do rosyjskich elit. Jak informują śledczy z Łotwy i Mołdawii, którzy od kilku lat analizują zebrane dowody, w globalnej operacji "przepuszczono" od 22 do nawet 80 mld dolarów

Czytaj też: Rosjanie przez 20 lat będą martwić się o gospodarkę? 

W gąszczu 70 tys. transakcji, które miały uwiarygodnić pochodzenie pieniędzy, przewija się polski wątek. Opisuje go Wyborcza. Rzuca światło na mechanizm działania sprawców. Pieniądze trafiały z różnego rodzaju firm-krzaków do rozsianych po całym świecie fundacji i innych instytucji. Beneficjent przelewu wystawiał w zamian fakturę np. za usługi konsultingowe. Po potrąceniu "prowizji" pieniądze były przesyłane dalej. Jednym z uczestników takiego łańcuszka miał być poseł Samoobrony, który  od roku przebywa w areszcie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz rosyjskiego wywiadu.

The Guardian podaje przykład innego mechanizmu. Dwie firmy zawierały fikcyjną umowę pożyczki. Brak spłaty uprawniał do "ściągnięcia" długu i wykonania przelewu. 

Łańcuch przelewów i powiązań pomiędzy egzotycznymi firmami takimi jak  Valemont Properties Ltd. czy Seabon  miał utrudnić ustalenie faktycznego przepływu gotówki i istnienia zobowiązań. 

 

Sprawę udało się rozwikłać dzięki zatrzymaniom w Mołdawii. 15 przedstawicieli sądownictwa i 10 wysoko postawionych pracowników banków już oskarżono. Na ławie zasiądą obok nich fikcyjni dyrektorzy faktycznie nieistniejących spółek. W większości nieświadomych udziału w praniu pieniędzy. 

Na sprawę światło rzucają też inne okoliczności. W 2014 roku śledczych z Mołdawii, którzy pracowali nad sprawą, odwiedziło ponoć dwóch agentów FSB, którzy mieli zabrać akta. Nie wiadomo czy w ramach śledztwa prowadzonego przez Rosję, czy po to, by ustalić ile wiedzą służby Mołdawii. Po incydencie mołdawscy dyplomaci mieli być traktowani w Rosji "w sposób obraźliwy".

Zobacz także WIDEO: Kręgliccy: Mieliśmy wielkiego farta. Pod koniec lat 90. restauracja zwracała się nawet w trzy miesiące [NEXT TIME]