Czy to możliwe, by jednocześnie wzrastała ilość uprawnionych do pobierania emerytury i malały potrzeby ZUS związane z wypłatami? Wszystko wskazuje na to, że właśnie z taką sytuacją mamy miejsce.
Z jednej strony Zakład Ubezpieczeń Społecznych przeżywa prawdziwe oblężenie osób, które chciałyby skorzystać z obowiązującego od 1 października prawa do wcześniejszej emerytury. Od piątku do środy wpłynęło aż 75 tys. tego typu wniosków. W porównaniu z zeszłym rokiem wzrost jest 19-krotny.
Gertruda Uścińska, prezes ZUS w rozmowie z PAP wyjaśnia, że zakład będzie potrzebował coraz mniej pieniędzy z budżetu państwa potrzebnych na wypłaty emerytur. Odpowiedzialnym za ten stan rzeczy ma być wzrost zatrudnienia. Wpływy ze składek pokrywają 80 proc. kwoty potrzebnej na emerytury. Są wyższe o blisko 8 proc. niż przed rokiem. A zatem dotacja z tytułu uposażeń ma być mniejsza.
Wpływ na zwiększenie środków w kasie ZUS może mieć zarówno walka z umowami śmieciowymi jak i podniesienie stawki godzinowej. Im wyższe nominalne wynagrodzenie, tym większy wpływ z tytułu składki na emeryturę odprowadzany do państwowej kasy.
Czytaj też: Pracownicy ZUS dostają podwyżki. Kolejne.
Dane Ministerstwa Pracy, wedle którego stopa bezrobocia pozostała na poziomie 7,1 proc.
Lepsza sytuacja ZUS może jednak ulec pogorszeniu. I właśnie taki scenariusz przewidują eksperci. Starzejące się społeczeństwo i rosnące koszty ZUS związane z obniżoną emeryturą mogą w skrajnym przypadku doprowadzić nawet do bankructwa systemu ubezpieczeń, który nie wytrzyma obciążeń.