Europejskie perełki mają dość turystów. Chcą ograniczyć ich najazd

W Europie rośnie irytacja falami turystów, zakłócających życie miejscowych. W efekcie zarządzający turystyką testują różne rozwiązania, które uspokoją mieszkańców i nie spowodują utraty wpływów.

W sierpniu ubiegłego roku barcelońscy anarchiści z grupy Arram zatrzymali przy stadionie FC Barcelona autokar z turystami, przebili opony i napisali na nim hasło „Turystyka zabija okolicę”. W niektórych hiszpańskich miastach pojawiły się na murach napisy „Turyści wracajcie do domów”. W Wenecji mieszkańcy protestowali przeciwko statkom wycieczkowym oraz spowodowanym przez turystów podnoszeniu czynszów w mieście.

O możliwych rozwiązaniach problemu dyskutowano w tym tygodniu na targach turystycznych ITB w Berlinie. Pojawiły się pomysły, by zaostrzyć kryteria rezerwacji nieruchomości w serwisie Airbnb czy wprowadzić rozwiązania cyfrowe, które pozwolą na lepsze zarządzanie przepływem turystów w najbardziej popularnych miejscach.

W 2017 r. na całym świecie podróżowało 1,3 miliarda turystów, z czego połowa w Europie. Ponad dwie trzecie podróżnych odwiedziła zaledwie 20 krajów.

WenecjaWenecja Fot. Krzysztof Koch / AG

Miasta wprowadzają limity

Restrykcje już stały się faktem. Hiszpańscy urzędnicy wprowadzili system sprzedaży biletów przez internet do orientalnego pałacu Alhambra, ograniczając ich liczbę do 2,7 mln rocznie. Podobne rozwiązanie ma być wprowadzone w Cinque Terre, jednej z atrakcji północnej Italii.

W Miami mieszkańcy dostają powiadomienia sms-owe, jeżeli pojawia się ryzyko zbyt dużej liczby turystów w mieście. Limity dla turystów wprowadziły Wenecja, Amsterdam i Dubrownik. W Amsterdamie zakazano używania rowerów piwnych, autokarów czy instalowania nowych sklepów turystycznych w historycznym centrum miasta. Barcelona walczy z nielegalnymi, nielicencjonowanymi apartamentami do wynajęcia. Grecka wyspa Santorini ograniczyła liczbę pasażerów statków do 8000 dziennie.

Niedziele handlowe 2018 - w te dni sklepy będą zamknięte