Spotify już na giełdzie. Są pierwsze wnioski. Inwestorzy ostrożni, ale zadowoleni

Robert Kędzierski
Dobę po debiucie Spotify na nowojorskiej giełdzie można już wysnuć ciekawe wnioski. Szwedzki gigant ma przynajmniej dwa powody do zadowolenia.

We wtorek Spotify, największa muzyczna chmura na świecie, zaliczyła swój debiut na nowojorskiej giełdzie. Od początku było wiadomo, że odbędzie się on na nieco innych zasadach niż debiut Facebooka czy Dropboxa. Spółka wypuściła bowiem na rynek już istniejące akcje. 

Spory wzrost na starcie, potem nieco gorzej

Pierwsze reakcje inwestorów uznać można za całkiem optymistyczne. Początkowo za Spotify płacono 165,90 dol., czyli o 25,7 proc. więcej niż na otwarciu (132 dol.). Tuż przed zamknięciem wycena spadła do 150 dol., a więc 13 proc. więcej od początkowej wyceny. Choć w środę akcje dalej tanieją (stan na środę 21:36 polskiego czasu to kurs 142 dol.), to i tak debiut jest uznawany za udany.

Optymistyczne oceny ekspertów

Debiut giełdowy zazwyczaj jest jedną wielką niewiadomą. Nie wiadomo jak inwestorzy zareagują tuż po rozpoczęciu notowań, czy ich reakcje nie zmienią się gwałtownie. Jeden z ekspertów finansowych, na którego powołuje się Financial Times, "scenariusz katastroficzny nie wchodzi w grę". 

Czytaj też: Wynalazek świetny, ale jak na razie nie działa. 

Inwestorzy lubią ten biznes

Giełda zdaje się wierzyć, że Spotify, jak i cała branża muzyczna, z którą chmura jest nierozerwalnie związana, mają mocną pozycję. Amerykański rynek muzyczny urósł w rok o 17 proc. W 23 proc. dzięki streamingowi. Dlatego wycena Spotify na poziomie 23 mld dol,  którą firma osiągnęła po debiucie, należy uznać jako wyraz wiary w sukces branży. 

Spotify kiedyś może być jak Netflix

Eksperci zwracają jednak uwagę na to, że na rynku są firmy, które w lepszym stopniu odzwierciedlają to, czym powinna być firma zajmująca się nowymi technologiami. Chodzi przede wszystkim o Netflix, który udostępnia streaming filmów i seriali. Zasadnicza różnica? Netflix jest również wielkim kreatorem treści - produkuje setki tytułów. Dlatego też wartość obu spółek jest diametralnie inna - filmowa chmura wyceniana jest na ok. 100 mld. dol., muzyczna to mniej więcej jedna czwarta tej sumy.

Spółki łączy wysokość abonamentu wynosząca ok. 10 dol. Różni ilość klientów płacących za dostęp - za muzykę płaci 70 mln osób (drugie tyle słucha za darmo), za filmy 117 mln. Różne też są przychody i zyski - Netflix zarobił 0,6 mld dol przy przychodzie wynoszącym 11,7 mld. Szwedzi zgarnęli z rynku 3,3 mld dol., stracili 0,4 mld dol. I to właśnie brak rentowności może być największym problemem dla Szwedów. Giełdowi inwestorzy dadzą firmie kredyt zaufania, jednak prędzej czy później spółka będzie musiała pokazać zyski, albo debiut na giełdzie okaże się złą decyzją. 

***

Cotygodniowe podsumowanie roku 12/2018. Podcast ekonomiczno - polityczny Rafała Hirscha