Aż 25 tys. zł dopłaty do auta elektrycznego. Hojna deklaracja ministra z rządu Morawieckiego

Robert Kędzierski
Ministerstwo Energii chce, by środki z tzw. "opłaty emisyjnej" były w części przeznaczane na dopłaty do aut elektrycznych. Deklaracje szefa resortu są zaskakujące nawet dla jego współpracowników.

Krzysztof Tchórzewski, minister energii, chce wprowadzenia dużych dopłat do samochodów elektrycznych. Środki na nie miałyby pochodzić z tzw. opłaty emisyjnej, nad którą toczą się właśnie prace w Sejmie. Dopłata 8 groszy netto do litra paliwa miałaby pozwolić na uzyskanie środków na dopłaty do kilkudziesięciu tysięcy aut. 

Duża kwota dopłaty

Według ministra Tchórzewskiego w 2019 roku dopłata mogłaby wynieść nawet 25 tys. zł. na pojazd - informuje portal Wysokie Napięcie. To dużo - ceny elektrycznych pojazdów w Polsce zaczynają się od ok. 55 tys. zł. Mówimy tu jednak o modelu dwuosobowym. Za elektrycznego Smarta czy Volkswagena trzeba zapłacić ponad 100 tys. zł, elektryczny Nissan Leaf kosztuje ok. 130 tys. Droższe auta to koszt od 150 tys. 

Z wyliczeń Wysokiego napięcia wynika, że środki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, do którego trafiać mają pieniądze z opłaty środowiskowej, mogłaby pozwolić na dopłaty do zakupu 20-40 tys. aut rocznie.

Nie jest jednak do końca jasne, czy dopłaty faktycznie zostaną wprowadzone. Wysokie Napięcie twierdzi, że deklaracja ministra Tchórzewskiego zaskoczyła nawet jego współpracowników w resorcie, którzy "nie byli wczoraj w stanie skomentować tej zapowiedzi". 

Nie więcej niż 200 tys. aut?

Gdyby zapowiedzi ministra się spełniły kwota 20-25 tys. zł na pojazd pozwoliłaby do roku 2025 dopłacić do nie więcej niż 200 tys. samochodów elektrycznych.  

Warto też zauważyć, że wysokość dopłaty zaproponowana przez szefa resortu energii jest jedną z najwyższych w Europie. Równowartość 25 tys. zł. dostaje się jedynie przy kupnie elektryka we Francji. Niemcy dotują zakup kwotą 17 tys. 

Z doświadczeń innych europejskich krajów można wywnioskować, że bez dopłat ze strony rządu o dynamiczny wzrost sprzedaży pojazdów elektrycznych będzie raczej trudno. Jak podaje agencja Bloomberg, w Szwecji po wprowadzeniu dopłat wzrost sprzedaży osiągnął aż 80 proc. w skali roku. Z kolei, wycofanie się z dopłat, jak miało to miejsce w Danii, spowodowało spadek sprzedaży aut elektrycznych aż o 60 proc. 

30 tys. pojazdów rocznie to rekord

Liderem sprzedaży aut elektrycznych w Europie jest Norwegia - wylicza portal SamochodyElektyryczne.org. W 2017 r. elektryki nabyło 33,8 tys. osób. Rok wcześniej było to 24,2 tys. We Francji pojazdy tego typu znalazły 31 tys. nabywców, rok wcześniej było to 27 tys. W Niemczech wzrost jest wyraźniejszy - w 2017 roku poziom sprzedaży aut z napędem elektrycznym osiągnął 28 tys. szt., a rok wcześniej jedynie 13 tys. Wzrost odnotowała też Holandia - w ubiegłym roku sprzedano tam 8400 pojazdów, rok wcześniej 4000. W Wielkiej Brytanii wzrost jest wyraźnie mniejszy - 14,6 tys. pojazdów w roku 2017 i 11,1 tys. w roku 2016. 

W reszcie Europy sprzedaje się po 2-8 tys. aut. Jeśli natomiast chodzi o liczbę zarejestrowanych elektryków, to według raportu KPMG i PZPM, w ubiegłym roku było to 1 068 sztuk (585 hybryd i 439 aut całkowicie elektrycznych). Biorąc pod uwagę poziom zamożności Polaków trudno więc wyobrazić sobie, by na elektryki znalazło się u nas aż 20 czy 40 tys. chętnych. 

Czytaj też: Koniec ery bankomatów w Polsce? Coś się wyraźnie zmieniło

***

Cotygodniowe podsumowanie roku 12/2018. Podcast ekonomiczno - polityczny Rafała Hirscha