Przetwórcy: Niskie ceny owoców to wina rolników, bo za dużo ich naprodukowali

Tegoroczny sezon dla plantatorów owoców miękkich jest tragiczny. Stawki na skupach nie pokrywają kosztów produkcji i zbioru. Najbardziej opłacalne rozwiązanie to pozostawienie owoców na drzewach i krzakach.

- Klęska urodzaju - mówi sadownik spod Grójca (woj. mazowieckie). - W zeszłym roku przez przymrozki owoców było mało, w tym jest wysyp. Na skupie za kilogram wiśni sprzedawanej na przetwory na początku płacili 1,1 zł za kg. Potem z dnia na dzień taniała o 10 gr na kg, a kiedy doszła do ceny 80 gr za kg, to powiedzieli, że na razie nie będą skupować, bo przetwórnie mają pełne chłodnie - podsumowuje plantator.

Sadownicy i plantatorzy owoców miękkich w całej Polsce mają związane ręce. Ich towaru nie da się przechowywać miesiącami jak choćby jabłek. Muszą zostać przetworzone jak najszybciej od zerwania, inaczej zaczynają się psuć.

Ci, którzy swoich plonów w tym roku nie zebrali, bo było to nieopłacalne bądź nie mieli gdzie ich sprzedać, stracili niejednokrotnie główne źródło utrzymania.

Jak podaje "Rzeczpospolita", przetwórcy, którzy są obwiniani za całą sytuację, (oferowanie niskich kwot, nieskupowanie towaru) odpowiedzialność przerzucają na sadowników. Ich zdaniem wyprodukowali więcej owoców, niż potrzebuje rynek i oczekują, że ktoś je od nich kupi za dobre pieniądze.Tymczasem zagraniczne rynki przyjęły zgoła inny scenariusz i jak zwykle chcą kupować jak najtaniej. Nawet gdyby znalazło się zapotrzebowanie na owoce miękkie z Polski, to nie za kwoty, o których myślą krajowi producenci.

Mały może mniej

Problemem polskich plantatorów ma być przede wszystkim rozproszenie. Małe, kilkuhektarowe, niezrzeszone w grupach producenckich gospodarstwa zdane są głównie na siebie. Ale też z nikim nie uzgadniają, czy posadzą maliny, porzeczki, a może wiśnie. W efekcie dochodzi do sytuacji, w której, jak mówią przetwórcy, na rynku pojawia się nadmiar jednej grupy towarów, podczas gdy w innych nie ma takiego problemu. 

Cytowany przez "Rzeczpospolitą" Dariusz Szymański, prezes Spółdzielczej Grupy Producentów Owoców Nasz Sad, przedstawia punkt widzenia producentów owoców – Wystarczy ustalić abstrakcyjną cenę, bez negocjacji z nami. My nie możemy zagrozić wywiezieniem owoców gdzie indziej, bo owoców miękkich, wiśni, porzeczek, nie można przechowywać – mówi.

Lato mija, a rozwiązań nie ma 

Po protestach rolników premier Mateusz Morawiecki ruszył w Polskę i podczas spotkania z mieszkańcami Głogowa opowiedział o rządowych planach wsparcia rolnictwa. 

Zapowiedział m.in., że w tych przypadkach, gdzie wystąpiła klęska urodzaju, rząd chce zaproponować specjalne mechanizmy w postaci utworzenia krajowej grupy spożywczej. Narodowy Holding Spożywczy ma być alternatywą dla firm przejętych w ramach prywatyzacji na początku okresu transformacji.

Uczestnicy rynku rolnego są podzieleni co do pomysłów na uregulowanie polskiego rolnictwa. Przetwórcy chcą umów kontraktacyjnych, które wyznaczają cenę z wyprzedzeniem kilku miesięcy. Rolnicy musieliby ją przyjąć, zanim cokolwiek urośnie na drzewach i krzakach.

Rolnikom z kolei na rękę jest wolny rynek, bo kiedy sezon nie jest tak tragiczny, jak w tym roku, mogą wybrać komu i za ile sprzedadzą swoje plony.

Eksperci z kolei uważają, że mali plantatorzy powinni się jednoczyć i tworzyć grupy producencko-przetwórcze. To da im uniezależnienie od dużych przetwórni, zmniejszy liczbę pośredników i pozwoli utrzymywać wyższe ceny.

+++

Morawski: "Teraz rozwijamy się w tempie 5 proc., ale to jest nie do utrzymania. Choćby dlatego, że w Polsce zabraknie pracowników"