W Niemczech dramatycznie brakuje pracowników. Rząd chce otworzyć się na imigrantów spoza UE

Przybysze z Polski i innych krajów na wschodzie UE dawno przestali wystarczać. Rząd Niemiec rozważa więc otwarcie się na siłę roboczą spoza Unii. Ten krok może stać się też pewnym wyzwaniem dla nas.

Bezrobocie w Niemczech jest na poziomie najniższym od zjednoczenia, czyli od 1990 roku. W lipcu wynosiło 5,2 proc. Ale w południowej, przemysłowej części kraju, to znacznie mniej, nawet 1-2 proc.

Niemieckie rekordy rynku pracy - nie tylko pozytywne

Tylko jeden kraj w Unii Europejskiej ma niższe bezrobocie - i są to Czechy. Według unijnej metodologii, Czesi w czerwcu (to jak na razie ostatnie dostępne dane) mieli stopę bezrobocia na poziomie 2,4 proc., Niemcy - 3,4 proc. (Polska znalazła się na czwartym miejscu z 3,7 proc.).

Czytaj też: Polska w czołówce UE. Tylko trzy kraje mają niższe bezrobocie niż my

Niemcy biją jeszcze jeden rekord i nie ma on pozytywnego wydźwięku. Zgodnie z oficjalnymi danymi, w największej gospodarce Europy nieobsadzonych pozostaje ponad 1,2 mln miejsc pracy.

Jak pisze "Financial Times", problemem nie jest znalezienie wysoko opłacanych pracowników z wyższym wykształceniem. Największe kłopoty mają branże szukające wykwalifikowanych robotników, a to na przykład przemysł i transport.  

Przedstawiciel Niemieckiego Instytutu Ekonomicznego (jedna z głównych niezależnych tego typu organizacji w kraju) szacuje na łamach "FT", że całkowity koszt dla gospodarki to 30 mld euro rocznie. A ta liczba ma jeszcze wzrosnąć, bo na emerytury zaczyna przechodzić pokolenie wyżu demograficznego.

Rząd Niemiec chce zmian w prawie imigracyjnym

Napływ ponad miliona migrantów w latach 2015-2016 nie zasypał dziury na rynku pracy - w dużej części byli to ludzie z Syrii, Iraku i Afganistanu, nieznający języka i nie posiadający żadnych kwalifikacji (albo nie będący w stanie ich udowodnić).

Gabinet Angeli Merkel pracuje nad zmianami w prawie imigracyjnym, które mają ułatwić zatrudnienie wykwalifikowanych pracowników spoza UE. Propozycje jak na razie mówią o zlikwidowaniu wymogu, by firmy w pierwszej kolejności szukały brakujących pracowników wśród obywateli Niemiec. Wśród innych jest też założenie, że absolwenci i pracownicy z wykształceniem zawodowym będą mogli przyjechać do Niemiec na pewien okres i szukać pracy (pod warunkiem spełnienia wymogów językowych i kwalifikacji) - w tym czasie nie będą mieć możliwości korzystania z przywilejów socjalnych. Rząd ma też planować kampanie reklamowe w wybranych krajach.

Antyimigracyjna gorączka w Niemczech

Niemieckie władze przekonują, że plany te nie oznaczają zachęty do na masowego napływu niewykwalifikowanych imigrantów i uchodźców ludzi i że chodzi przede wszystkim o wsparcie gospodarki. Ale w państwie, w którym trzecią największą partią po ostatnich wyborach stała się skrajnie prawicowa, antyimigracyjna AfD, wprowadzenie takich zmian napotyka na opór. AfD te plany otwarcie krytykuje.

Nie pomogą zapewne wydarzenia z ostatnich dni. W mieście Chemnitz doszło do rozruchów po tym, jak na festynie w wyniku bójki od ugodzenia nożem zginął 35-letni obywatel Niemiec. Policja zatrzymała w tej sprawie Irakijczyka i Syryjczyka. W mieście rosną nastroje antyimigracyjne, do kolejnych demonstracji nawołują grupy neonazistów.

Jak plany rządu Angeli Merkel wpłyną na Polskę?

Niemcy mają tak naprawdę bardzo podobny problem, jak Polska. Także i u nas brakuje pracowników, poważny problem mają między innymi firmy produkcyjne i budowlane. Sytuację częściowo ratują Ukraińcy. Ale pojawiają się obawy, że zaczną przenosić się do Niemiec, jak tylko ten kraju otworzy swój rynek pracy. Według niedawnego badania Work Service, taki krok może rozważyć ponad połowa - 59 proc. - pracujących w Polsce Ukraińców.

Czy wizja exodusu Ukraińców do Niemiec jest realna? Marta Petka-Zagajewska z banku PKO BP podkreśla, że jak na razie, mimo zniesienia obowiązku wizowego dla podróżujących do UE Ukraińców, nie widać ich odpływu z naszego kraju, choć badać to możemy tylko na podstawie tzw. miękkich miar, bo twardych, bieżących danych nie ma.

- Warto pamiętać, że równolegle ułatwienia w długoterminowym zatrudnieniu w wybranych branżach wprowadzane są w Polsce. O tym, że stopniowo zmienia się charakter migracji na krajowym rynku (z krótkoterminowej na dłuższą) świadczy także m.in. gwałtowny przyrost liczby ubezpieczonych w ZUS cudzoziemców - mówi ekonomistka. Jej zdaniem można zakładać, że tacy imigranci, którzy pracują legalnie i dodatkowo będą mogli sprowadzić do Polski rodzinę, będą rzadziej zastanawiać się nad wyjazdem na Zachód.

Czytaj też: Branży budowlanej grozi powtórka z 2012 roku i masowe bankructwa. Potrzeba odważnych decyzji rządu

Nie jest tak, że ryzyka zupełnie nie ma. - Zmiany w prawie niemieckim pokazują jednak pewien trend, w którym ze względu na niekorzystne zmiany demograficzne Polska będzie zmuszona do konkurowania o pracowników z zagranicy na międzynarodowym rynku. Co się stanie jeśli tę walkę przegra? Szacujemy, że napływ imigrantów na polski rynek pracy opóźnił efekty starzenia się polskiego społeczeństwa o około 5 lat i jest jednym z głównych czynników, który utrzymuje w ryzach presję płacową. Ich odpływ skutkowałby wyraźną intensyfikacją ograniczeń podażowych w gospodarce (brak rąk do pracy jest hamulcem dla wzrostu gospodarczego) prowadząc do wzmocnienia presji płacowej i wzrostu kosztów pracy, któremu część z firm nie byłaby w stanie sprostać - podkreśla Marta Petka-Zagajewska.

Zobacz także: Firmy nie nadążają za zmianami na rynku pracy. Jedna trzecia nie podejmuje żadnych działań, żeby pozyskać pracowników

Opinię ekonomistki PKO BP podziela ekspert zajmujący się kwestią zatrudniania Ukraińców w Polsce.

- Z raportu "Barometru Imigracji Zarobkowej - II półrocze 2018", który miał swoją premierę dosłownie kilka dni temu, wynika, że dla Ukraińców krajem pierwszego wyboru jest Polska. Na pytania, w jakim kraju chcieliby pracować, aż 29 proc. wskazało na nasz kraj. Niemcy są na drugim miejscu - u naszych zachodnich sąsiadów chciałoby pracować 26 proc. Ukraińców - mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Jego zdaniem można przypuszczać, że zmiany w niemieckim prawie nie zmodyfikują w dużym stopniu planów Ukraińców, a Polska ma nad Niemcami pewną przewagę.  - Trzeba pamiętać, że z Ukraińców z nami łączy także bliskość społeczno-kulturowa, wielu z nich ma tu już znajomych lub rodzinę, a podróżować w rodzinne strony mogą łatwo i tanio. Warto też dodać, że nauka języka polskiego nie stanowi problemu dla Ukraińców - średnio już po miesiącu są w stanie mówić po polsku i rozumieć, co mówią do nich Polacy - podkreśla Krzysztof Inglot. 

Morawski: "Teraz rozwijamy się w tempie 5 proc., ale to jest nie do utrzymania. Choćby dlatego, że w Polsce zabraknie pracowników"