Ceny chleba w górę o 20 procent. A może być jeszcze gorzej

Ceny zwykłego chleba są niemal 20 proc. wyższe niż rok temu. I możliwe, że jeszcze pójdą w górę. Rolnikom najbardziej przeszkadza susza. Ale żywność drożeje również, bo rosną ceny prąd, gazu i paliw. Coraz więcej trzeba też płacić pracownikom.

Janusz Piechociński, były minister rolnictwa, zwrócił uwagę na Twitterze, że za zwykły bochenek chleba w Polsce trzeba już zapłacić 3,44 zł. Rok temu kosztował mniej niż 3 zł.

To efekt głównie suszy, która boleśnie dotknęła w tym roku niemal całe europejskie rolnictwo. Straty, które wywołała w polskim rolnictwie wstępnie szacuje się na miliard złotych. Według prognoz analityków PKO BP przez suszę zbiory zbóż w Polsce w tym roku są niższe o 14 proc. niż rok temu.

Ceny pieczywa idą więc w górę, bo wcześniej – z powodu suszy - silnie już podrożało zboże. Z opublikowanych w ubiegłym tygodniu danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w sierpniu, w porównaniu z poprzednim miesiącem, ceny pszenicy w skupie były wyższe o 8,5 proc. niż w lipcu, a żyto i jęczmień podrożało odpowiednio, aż o 11,8 i 10,1 proc.

W porównaniu do cen z ubiegłego roku, skok cen skupu zboża jest jeszcze wyraźniejszy. Pszenżyto jest droższe np. o 20,1 proc., pszenica o 18,1 proc, żyto o 17,9 proc. a jęczmień o 13,9 proc. niż w sierpniu ubiegłego roku.

Susza doprowadziła również do wyraźnego wzrostu cen ziemniaków – są droższe o 14,8 proc. niż rok temu.

Nie skończy się na bochenku chleba 

Drożejące zboża, z których wyrabia się mąkę niezbędną do wypieku pieczywa, wpłynęły najszybciej na wzrost cen chleba. Ale na tym się skończy.

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności w programie "Bilans" w TVN24 BiS mówił niedawno, że są produkty, których cena może mocniej wzrosnąć z powodu suszy. Wśród nich jest mleko i mięso. - Mięso może zdrożeć nawet o 30 procent – prognozował Gantner dodając, że wzrost cen żywności konsumenci odczują dopiero w okolicach października i listopada.

Dlaczego tak? Ponieważ drożejące zboża oznaczają, że rosną ceny paszy dla zwierząt. A to podnosi koszty produkcji zarówno mleka, jak i mięsa.

Wypowiedź Gantnera współgra też z ostrzeżeniami Związku Zawodowego Rolników RP "Solidarni". Pod koniec sierpnia domagali się oni od premiera i ministra rolnictwa ogłoszenia w kraju z powodu suszy klęski żywiołowej. Ich zdaniem "liczba ofiar tej klęski jest dużo większa niż liczba zgłoszonych przypadków gospodarstw dotkniętych suszą, ponieważ wielu rolników nie składa wniosków szkodowych, nie wierząc w ich skuteczność".

Dlatego też – jak uważają - mięso może wkrótce podrożeć o 30-40 proc., a za bochenek chleba zapłacimy nawet 10 zł.

Nawet jeżeli „Solidarni” trochę przesadzają, to i tak nadchodzące wzrosty cen żywności nałożą się na te, które już mocno odczuwamy w portfelach. Z najnowszych danych GUS wynika, że w sierpniu nabiał (mleko, sery i jaja) był droższy o 5,5 proc., w tym jaja aż o 23,8 proc. niż rok temu. Masło podrożało natomiast w ciągu 12 miesięcy o 9,9 proc., warzywa o 8,6 proc., a mięso drobiowe o 5,2 proc.

Czytaj więcej: Belgijscy rolnicy ostrzegają: Frytki będą w tym roku krótsze

Susza to nie jedyny problem 

Wzrost cen żywności napędza w Polsce nie tylko susza. Mówił o tym ostatnio Stanisław Butka, prezes Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarstwa RP, w rozmowie z tvn24bis.pl.

Jego zdaniem wzrost cen zbóż to tylko jeden element bardziej złożonej układanki, która tłumaczy silne wzrosty cen pieczywa. – Do tego trzeba doliczyć wzrost cen energii elektrycznej, gazu, paliwa. Pracownicy domagają się wyższych wynagrodzeń – wyliczał Butka w rozmowie z tvn24bis.pl.

 - Ta nawałnica, z powodu której muszą wzrosnąć ceny pieczywa, już ruszyła. Nie chodzi tylko o droższą mąkę – podsumował.

Butka ma wiele racji. Wystarczy tylko powiedzieć, że w sierpniu ceny paliw podskoczyły o 15,3 proc. Na wzrost inflacji – w tym drożejącą żywność - wpływa też utrzymująca się wysoka dynamika średniej płacy. Przekracza od kilku miesięcy poziom 7 proc.

Powoli powinniśmy się przyzwyczajać do zwykłego chleba za pięć złotych.

Budimex: Pracowników z Ukrainy wystarczy, jeżeli wszyscy do nas przyjadą. W branży budowlanej brakuje 100 tys. osób