Niezwykły ruch w salonach z luksusowymi autami w Polsce. Duża zmiana w leasingu

Od pierwszego stycznia mniej opłacalne będzie leasingowanie i użytkowanie samochodu w firmach - zwłaszcza drogiego i wykorzystywanego również w celach prywatnych.
Zobacz wideo

U dilerów sprzedających luksusowe samochody ostatnich kilka tygodni było niezwykle pracowite. – Sprzedawaliśmy pod koniec grudnia nawet 20 samochodów dziennie, klienci kupowali niemal wszystko co mieliśmy, przy czym im droższe, tym lepiej – mówi sprzedawca z dużego salonu Mercedesa na północy Polski. 

Czytaj więcej: Silne wzrosty cen mieszkań w 2018 roku. Co będzie w przyszłym roku?

Ten niezwykły, kilkakrotnie wyższy od przeciętnego, ruch w salonach z luksusowymi autami, spowodowała zmiana przepisów dotyczących opodatkowania leasingu i używania samochodów osobowych w firmach. Stosowną ustawę prezydent podpisał w połowie listopada. Nowe, mniej korzystne dla wielu firm, przepisy wchodzą w życie 1 stycznia 2019 roku i część przedsiębiorców chciała, zanim one wejdą w życie, kupić jeszcze samochód w starym roku.

Czytaj więcej: Wchodzą zmiany przepisów dotyczących leasingu. Co zrobią firmy? 

Co się zmieni?

Kluczowe są trzy zmiany. Po pierwsze, przedsiębiorcy, którzy zdecydują się po 1 stycznia 2019 roku na leasing lub wynajem pojazdu osobowego z silnikiem spalinowym lub z napędem hybrydowym droższego niż 150 tys. zł (225 tys. zł w przypadku aut elektrycznych), nie rozliczą go w całości. Kosztem uzyskania przychodu będzie tylko część opłaty wstępnej i każdej raty, która proporcjonalnie do ceny auta nie przekroczy 150 tys. zł (225 tys. zł dla aut elektrycznych).

Po drugie, w przypadku aut osobowych użytkowanych firmowo i prywatnie kosztem będzie 75 proc. wydatków eksploatacyjnych, czyli serwis, naprawy, paliwo itd., a nie 100 proc. jak do tej pory. Wszystkie koszty związane z użytkowaniem auta rozliczymy wyłącznie w wypadku pojazdów użytkowanych tylko firmowo.

Do tego wszystkiego dodano małą marchewkę. Podniesiono limit amortyzacji w przypadku nabycia samochodów osobowych (obecnie 20 tys. euro) do kwoty 150 tys. zł dla aut spalinowych i hybrydowych oraz 225 tys. zł dla elektrycznych.

Czytaj więcej: Od 1 stycznia zacznie obowiązywać nowy europejski standard MSSF 16. Co on zmieni w leasingu? 

Kto straci, kto zyska?

W praktyce na wprowadzonych zmianach stracą wszyscy przedsiębiorcy, którzy wykorzystują w działalności samochody osobowe i używają ich również do celów prywatnych. Od 2019 roku będą mogli zaliczać w koszty uzyskania przychodu tylko 75 proc. wszystkich wydatków eksploatacyjnych, a to oznacza wzrost podstawy do opodatkowania.

Co bardzo ważne, to dotyczy wszystkich obecnych leasingobiorców, a nie tylko tych, którzy dopiero w 2019 roku kupią lub wezmą w leasing lub wynajem samochód.

Stracą też przedsiębiorcy, którzy po 1 stycznia 2019 wezmą w leasing lub wynajem samochód osobowy droższy niż 150 tys. złotych. Kosztem uzyskania przychodu będzie tutaj tylko ta część czynszu inicjalnego i każdej raty, która proporcjonalnie do ceny samochodu nie przekracza 150 tys. zł lub 225 tys. jeżeli jest to auto elektryczne.

Stracą poza tym sprzedający posiadający nie w pełni zamortyzowany samochód osobowy, który w momencie zakupu kosztował więcej niż 150 tys. zł.

Czy jest ktoś kto zyska? Tak. Przedsiębiorcy posiadający oraz chcący kupić lub wziąć na kredyt samochód osobowy droższy niż ok. 86 tys. zł, ale tańszy niż 150 tys. zł (225 tys. w wypadku pojazdu elektrycznego). To dzięki podniesieniu limitu amortyzacji pojazdów osobowych z obecnie obowiązujących 20 tys. euro.

Jak duże będą straty? 

W praktyce nowe przepisy będą np. oznaczały, że jeżeli prezes kupi do firmy np. samochód za 200 tys. zł, którym będzie chciał też jeździć prywatnie i wpłaci do firmy leasingowej na wejściu (czynsz inicjalny) 40 tys. zł, to jego koszt podatkowy wyniesie po Nowym Roku w związku z tym 30 tys. zł, a nie 40 tys. O 10 tys. zwiększy się dochód firmy, co wpłynie na zysk firmy, a więc i wysokość podatku.

Jego firma nie wrzuci też w koszty całej raty leasingowej, a jedynie proporcjonalnie tę jej część, która nie wychodzi ponad limit 150 tys. zł – w praktyce więc co miesiąc dochód do opodatkowania z powodu braku kosztu wzrośnie co najmniej o kilkaset złotych.

Do tego z powodu możliwości rozliczenia tylko 75 proc. kosztów eksploatacji samochodu po Nowym Roku, jeżeli wydamy na paliwo, serwis itd. np. tysiąc złotych, to w koszty będziemy mogli dać tylko 750 zł. Od 250 trzeba będzie zapłacić podatek, co w wypadku 19 proc. stawki podatkowej oznacza stratę niecałych 50 zł. No i tak co miesiąc, zakładając, że cały czas tysiąc złotych będziemy wydawali na eksploatację pojazdu.

Więcej o: