Wiceprezes NBP: Ustawowe uregulowanie zarobków byłoby ingerencją w niezależność banku

Sejmowa Komisja Finansów Publicznych poparła projekt ustawy Prawa i Sprawiedliwości, który ma uregulować i ujawnić płace w Narodowym Banku Polskim. Posłowie odrzucili równocześnie projekty Platformy Obywatelskiej i Kukiz'15.
Zobacz wideo

PiS chce, by zarobki najważniejszych osób w Narodowym Banku Polskim były jawne. Nowelizacja ma również uregulować pensje w NBP - pracownicy, z wyłączeniem zarządu, nie będą mogli zarabiać więcej niż 60 proc. pensji prezesa.

Przewodniczący komisji, Andrzej Szlachta, przekonywał, że te zmiany to odpowiedź na oczekiwania Polaków: - Ten próg górny ma, w intencji wnioskodawców, zapobiec tym kominom [płacowym]. Opinia publiczna szeroko komentowała właśnie te zarobki [dyrektorów] - mówił przewodniczący. 

NBP krytycznie o nowych przepisach

Część proponowanych przez PiS zmian skrytykowali na posiedzeniu komisji przedstawiciele NBP. Wiceprezes banku, Anna Trzecińska mówiła, że jej instytucja popiera jawność zarobków, sprzeciwia się jednak pomysłowi ich ustawowego uregulowania. W jej opinii, byłaby to ingerencja w niezależność banku centralnego. Mogłoby to również doprowadzić do odpływu pracowników z NBP - argumentowała wiceprezes.

Jak mówiła: - W jaki sposób będziemy mogli realizować zadania ustawowe NBP? Kto poniesie odpowiedzialność za te zmiany? Podam przykład - w zeszłym roku do pracy [do nas] zgłosiły się 44 osoby. Ponad połowa odeszła. 

Przedstawiciele NBP przyznali, zapytani przez posłów, że obniżenie zarobków do poziomu 60 proc. pensji prezesa dotyczyłoby "kilkuset" pracowników Narodowego Banku Polskiego. 

Czytaj więcej: Glapiński o aferze z zarobkami w NBP. "Haniebne pastwienie się nad dwoma matkami"

Posłowie: Nam chodzi o transparentność

Posłowie PO częściowo zgodzili się z argumentami przedstawicieli NBP. W ich propozycji była mowa o ujawnieniu zarobków w Narodowym Banku Polskim, ale nie było zapisu o ich uregulowaniu. - Nam chodzi o transparentność, o to, czego oczekują obywatele - mówiła posłanka Marta Golbik. 

Kukiz'15 chciał tymczasem zmiany sposobu wyznaczania wysokości zarobków w Narodowym Banku Polskim. Ostatnie słowo w tej sprawie miałby Sejm.

Wiceprzewodniczący komisji Grzegorz Długi mówił również o wprowadzeniu szczegółowych kryteriów zatrudniania: - Najważniejsze dla nas są kwalifikacje. W ten sposób chcemy zapobiec temu, co media ostatnio podały - dodał. 

Czytaj więcej: Dyrektor u Glapińskiego zarabia więcej niż w EBC? Pensje w Europie są dostępne w sieci

"Gazeta Wyborcza" o zarobkach w NBP

Omawiane w Sejmie projekty to reakcja na artykuł "Gazety Wyborczej" z końca grudnia. Według dziennika, szefowa departamentu komunikacji i promocji Martyna Wojciechowska oraz dyrektor gabinetu prezesa NBP Kamila Sukiennik zarabiają - razem z premiami i bonusami - około 65 tysięcy złotych miesięcznie.

Bank kategorycznie zaprzeczał tym doniesieniom. Instytucja nie chciała ujawnić zarobków wymienionych osób, argumentując to obowiązującym prawem. Podano jedynie średnią zarobków w banku - to nieco ponad 36 tysięcy złotych. 

Drugie czytanie projektu w Sejmie zaplanowano jeszcze dziś. Głosowanie odbędzie się najprawdopodobniej w nocy z środy na czwartek. Marszałek Sejmu będzie musiał jeszcze podjąć decyzję, czy w sprawie zmian konieczne będzie notyfikacja Europejskiego Banku Centralnego - domagała się tego wczoraj opozycja.