Katarzyna Sobiepanek*: Piłeczka jest cały czas po stronie Wielkiej Brytanii. Domyślną datą brexitu jest ciągle 29 marca. Jeśli Wielka Brytania chce do tego czasu podpisać traktat z Unią, to musi, a w zasadzie musiała go ratyfikować – jak się właśnie okazało, tego nie zrobiła. Teoretycznie ma jeszcze 16 dni, ale patrząc na układy polityczne, prawdopodobnie się to nie stanie.
Theresa May zapowiedziała, że zgodnie z obietnicą daną posłom dwa tygodnie temu dziś odbędzie się głosowanie nad tym, czy Wielka Brytania może wyjść z Unii Europejskiej bez porozumienia. Można powiedzieć, że na 99 procent posłowie tę opcję no-deal odrzucą. Wtedy w czwartek premier poprosi parlament o to, żeby się wypowiedział, czy chce przedłużać negocjacje z UE i odłożyć brexit na jakiś czas.
Na podstawie tych decyzji rząd opracuje własne stanowisko, które przedstawi UE, prawdopodobnie w piątek albo już przyszłym tygodniu. 21 marca się zbiera Rada Europejska, która rozważy ten wniosek. W zależności od tego, co się w nim znajdzie, albo przedłuży art. 50, czyli odłoży brexit, albo będzie działać w inny sposób.
Na ten moment tak, ponieważ proces ratyfikacji został przerwany. Więc na teraz można powiedzieć, że ryzyko wyjścia bez umowy wzrosło. Ale wieczorem parlament może je zmniejszyć. Trzeba jednocześnie pamiętać, że cały czas datą brexitu jest 29 marca i dopóki Wielka Brytania nie poprosi UE o przełożenie tego terminu i UE się jednomyślnie na to nie zgodzi, to do 29 marca cały czas prawdopodobieństwo twardego brexitu jest.
Przede wszystkim w maju mamy wybory do Parlamentu Europejskiego. Gdyby Wielka Brytania wyszła z Unii 29 marca, to oczywiście w tych wyborach nie wzięłaby udziału. No a jeśli pojawia się kwestia opóźnienia tego procesu, to pytanie, na jak długo ma to sens. Jean-Claude Juncker mówił w poniedziałek, że można przedłużyć art. 50 do 23 maja, do wyborów - czyli o niespełna dwa miesiące.
Gdyby miało być to więcej, to Wielka Brytania musiałaby wziąć udział w wyborach do europarlamentu. To stwarzałoby bardzo duże problemy i dla samej Wielkiej Brytanii, w której te wybory europejskie byłyby prawdopodobnie bardzo trudne politycznie, i dla Unii. Bo co stałoby się ze składem parlamentu po brexicie? A gdyby Londyn chciał znacznie przedłużyć negocjacje, na przykład o rok, o czym kiedyś się mówiło, to musiałby dać bardzo mocny powód.
Teresa May powiedziała, że jeśli dziś, w środę, parlament odrzuci twardy brexit, a w czwartek zagłosuje ze przedłużeniem art. 50, to rząd brytyjski będzie miał trzy opcje. Jedną będzie wyjście z UE z jakimś innym porozumieniem, drugą wycofanie się z art. 50 czyli cofnięcie procesu brexitu i trzecią kolejne referendum.
To jest bardzo ciekawe, bo jeszcze miesiąc temu obie główne partie były przeciwne temu referendum. Ale dwa tygodnie temu Partia Pracy namówiła, a praktycznie zmusiła swojego lidera do zajęcia takiego stanowiska. U Theresy May z kolei podejście do drugiego plebiscytu bardzo powoli ewoluuje. Na początku mówiła, że jest temu przeciwna, bo pierwsze referendum bardzo mocno podzieliło społeczeństwo brytyjskie. Ale podzieliło też jej Partię Konserwatywną. Trzeba będzie obserwować oświadczenia premier w najbliższych dniach no i oczywiście propozycję, jaką przedstawi UE.
Bardzo trudne pytanie. Jeszcze jakiś czas temu miałabym bardziej zdecydowane zdanie. Na przykład niedawno uważałam, że drugie referendum nie jest w ogóle możliwe. W tej chwili wydaje mi się to trochę bardziej prawdopodobne, bo coś się musi wydarzyć, w jakiś sposób z tego impasu trzeba wyjść. Wydaje mi się też, że prawdopodobne są przyspieszone wybory, dzisiaj nawet zaczęło się o tym mówić.
Ale też Downing Street słynie z tego, że nie ma zamiaru czegoś robić do momentu, kiedy ogłasza właśnie, że to robi. Jest problem z przepływem informacji i klarownością tego, czego właściwie Theresa May chce. Jest wrażenie, że ona buduje sobie strategię na bieżąco do wydarzeń. Drugie wybory są o tyle dobrym rozwiązaniem, że zmusiłyby polityków do zjednoczenia się znowu w ramach partii. Theresa May traci większość w parlamencie. Żeby wyjść z tego impasu, trzeba moim zdaniem zmienić skład Izby Gmin.
Chaos brexitowy trwa od tak długiego czasu, że społeczeństwo może nie tyle się przyzwyczaiło, co pogodziło z tym, że nie wiadomo, w którą stronę idzie rząd. Ale wielu komentatorów podkreśla, że kraj jest w permanentnym kryzysie i ciągle może być jeszcze gorzej. Nikt nie widzi opcji, że może być lepiej. A jeśli popatrzeć na komentarze tak zwanych zwykłych Brytyjczyków, widać irytację, zniecierpliwienie i obawy. Bardzo dużo jest mowy o tym, że mogłoby dojść do twardego brexitu i o wszystkich tego konsekwencjach dla praktycznie każdej sfery życia. Niektórzy w to wierzą bardziej, inni mniej, ale to wpływa na ogólną atmosferę.
*Katarzyna Sobiepanek jest wydawcą i redaktorką portalu UK politics po polsku, który działa od 2013 roku. Analizuje i komentuje wydarzenia dotyczące brytyjskiej polityki zagranicznej, brexitu, relacji z UE i Polską.