Bursztyn na Mierzei Wiślanej. Minister: "Wart raczej miliony, niż dziesiątki milionów złotych"

- Wartość złóż bursztynu na Mierzei Wiślanej jest liczona raczej w milionach niż dziesiątkach milionów złotych - stwierdził minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk. Dokładnie badania jeszcze trwają, ale wygląda na to, że przekopu Mierzei nie uda się sfinansować z bursztynu znajdującego się w tamtym miejscu.
Zobacz wideo

Gróbarczyk podczas rozmowy w Radiu Plus poprosił o jeszcze kilka dni cierpliwości w kwestii ostatecznego rezultatu analizy kosztowej złóż bursztynu w miejscu przekopu Mierzei Wiślanej. Obiecał, że zorganizuje wówczas konferencję prasową.

Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej stwierdził jednak, że według wstępnych szacunków wartość złóż "jest raczej liczona w milionach niż w dziesiątkach milionów złotych". To oznacza, że środków ze sprzedaży bursztynu nie wystarczy na budowę kanału. Jeszcze w 2016 r. pojawiły się plotki, jakoby pokłady bursztynu były na tyle duże, że można byłoby sfinansować cały przekop Mierzei Wiślanej. Ta inwestycja ma kosztować 880 mln zł.

To, że "w pewnych miejscach" przekopu Mierzei Wiślanej jest bursztyn, Gróbarczyk potwierdził w marcu w rozmowie z portalem wnp.pl. Mówił jednak wówczas, że dopiero badania wskażą, czy są to ilości opłacalne do wydobycia.

Przekop w 2022 r.

Jeszcze w kwietniu mamy poznać inwestora, który ma przekopać Mierzeję Wiślaną. Zakończenie przekopu Mierzei Wiślanej planowane jest na 2022 rok.

W połowie grudnia ub.r. rząd zdecydował, że inwestycja będzie finansowana z budżetu państwa. To - przypomnijmy - koszt blisko 900 mln zł. A przynajmniej na razie o takiej kwocie się mówi, jednak niedawno minister Gróbarczyk mówił, że ta suma może ulec zmianie bo "na rynku wszystko podrożało".

Kanał ma mieć długość 1,3 km długości, 5 metrów głębokości. Dzięki niemu do portu w Elblągu będą mogły przybić jednostki o zanurzeniu do czterech metrów, o maksymalnej długości stu metrów. Inwestycja ma ożywić gospodarczo Warmię i Mazury, ma także wzmocnić bezpieczeństwo Polski.

Ta inwestycja nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Nawet jeśli ilość przeładunków w porcie w Elblągu wzrosłaby pięciokrotnie, a stawki portowe dwukrotnie, to ta inwestycja zwróciłaby się po 450 latach

- stwierdził w rozmowie z next.gazeta.pl profesor Włodzimierz Rydzkowski z Katedry Polityki Transportowej Uniwersytetu Gdańskiego.

Czytaj też: Rosja ma plany wobec Mierzei Wiślanej. Wielki kurort może utrudnić budowę kanału

Zobacz wideo