Kredyt w złotych, odsetki jak we frankach. Przed tym scenariuszem drżą banki w Polsce. Jest blisko

Przewalutowanie kredytu "frankowego" na złotowy, ale z zachowaniem dotychczasowego oprocentowania. Zapadają już pierwsze takie wyroki w Polsce, a niebawem Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej może sprawić, że takie rozwiązania będą powszechnie stosowane. Dla banków byłby to potężny cios, kredytobiorcy dopełniliby sprawiedliwości.

Jak wiadomo, część osób posiadających kredyty "frankowe" udowadnia w sądach, że w ich umowach z bankami znalazły się niedozwolone (abuzywne) klauzule indeksacyjne. To te klauzule wskazują, na jakiej podstawie wyliczany jest kurs CHF/PLN używany do przeliczania poziomu zadłużenia i rat kredytobiorców. Frankowicze (czy szerzej - kredytobiorcy walutowi), wspierani choćby przez Rzecznika Finansowego, dowodzą, że te kursy były arbitralnie ustalane przez banki.

Wobec uznania tych zapisów za niedozwolone, pozostaje dla sądów pytanie, jak rozstrzygnąć całą sprawę - czy np. realizować umowę tak, jakby niedozwolonej klauzuli w niej nie było, czy np. w jej miejsce "włożyć" jakąś inną. Orzecznictwo było i jest rozbieżne, ale jeszcze w lipcu tę kwestię może rozstrzygnąć Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeśli orzeknie tak, jak ostatnio zrobić to Sąd Najwyższy i zgodnie ze stanowiskiem przedstawionym w maju przez rzecznika generalnego TSUE - banki będą miały problem. Wyrok TSUE będzie bowiem kluczową wskazówką dla sądów w Polsce, jak rozstrzygać kwestie kredytów "walutowych".

Czytaj też: Banki boją się katastrofy i proszą premiera o pomoc. Kwestia frankowiczów może kosztować 60 mld zł

Przewalutowanie bez litości

Jakie jest stanowisko rzecznika TSUE i Sądu Najwyższego, a być może wkrótce także TSUE? Otóż całkiem logiczne - a mianowicie, że niedozwolone klauzule indeksacyjne należy w umowach kredytowych po prostu ignorować. 

To z kolei prowadziłoby do dwóch wniosków. Po pierwsze, wobec braku klauzuli indeksacyjnej kredyty byłyby po prostu złotowe - tak, jakby nigdy żadnego przeliczania po kursie franka nie było. Wszystkie raty wstecz musiałyby być przeliczone.

Po drugie, taki kredyt złotowy... miałby oprocentowanie jak dla kredytu we frankach, tj. oparte na stopie LIBOR CHF, a nie WIBOR jak to jest w przypadku "standardowych" kredytów w złotych. Wszakże nieważna byłaby tylko klauzula indeksacyjna, a inne zapisy umowy kredytowej - w tym te stanowiące o stopie oprocentowania zobowiązania - pozostawałyby w mocy.

Co to by oznaczało konkretnie na liczbach? Dziś akurat kwestia oprocentowania kredytobiorcom "frankowych" nie doskwiera, bo stawka LIBOR 3M CHF wynosi ok. -0,74 proc., a więc np. przy marży banku 1,5 proc. pełne oprocentowanie zobowiązania wynosi ledwie 0,76 proc.

Dla porównania, WIBOR 3M, na którym bazuje oprocentowanie standardowych kredytów w złotych, dziś wynosi 1,72 proc. W zależności od marży banku, pełne oprocentowanie to zwykle 3-4 proc. 

Gdyby hipotetycznie porównać dwa kredyty w złotych - oba na 300 tys. zł na 25 lat, jeden z oprocentowaniem 0,76 proc. (marża 1,50 proc. + LIBOR 3M CHF, czyli -0,74 proc.), a drugi 3,22 proc. (marża 1,50 proc. + WIBOR 3M, czyli 1,72 proc.), to okaże się, że rata pierwszego jest blisko 360 zł niższa (1098 zł vs. 1457 zł). 

Frankowicze odetchną?

Podobnej kalkulacji dokonało HRE Investments. Przy założeniu kredytu "frankowego" na 300 tys. zł na 30 lat, zaciągniętego w lipcu 2008 r. (przy franku po ok. 2 zł) przy marży 1,20 proc., dziś rata wynosi ok. 1800 zł, a zadłużenie 398 tys. zł.

Przy założeniu, że kredytobiorca otrzymałby w lipcu 2008 r. taki sam kredyt, ale w złotych (przy marży 1 proc.), miałby dziś ratę ok. 1250 zł i zadłużenie do spłaty ok. 228 tys. zł. 

Gdyby z kolei przyjąć, że taki kredyt byłby od początku "standardowo" złotowy, ale z oprocentowaniem jak dla zobowiązania we frankach, dzisiejsza rata byłaby dużo poniżej 1000 zł. Do spłacenia pozostałoby kredytobiorcy niecałe 200 tys. złotych.

.. źródło: HRE Investments

Kwestia przyszłych rat swoją drogą. Ale samo spojrzenie na powyższy wykres pokazuje, że - bazując na tym modelowym kredycie - gdyby bank musiał przeliczyć raty od nowa (czyli de facto "zejść" z ciemnej linii na wykresie do linii beżowej), musiałby oddać mnóstwo pieniędzy. W tym konkretnym przypadku ponad 100 tys. zł.

Banki 60 mld zł "w plecy"?

Zdaniem Związku Banków Polskich, koszty wprowadzenia zmian w umowach kredytowych zgodnie z ewentualnym orzeczeniem TSUE i późniejszą praktyką sądów krajowych mogą sięgać nawet 60 mld zł. To czterokrotnie więcej, niż zysk całego sektora w 2018 r. 

Rzecznik Generalny TSUE eliminuje z umowy nie tylko klauzulę różnicy kursowej, ale także klauzulę indeksacji, a sam kredyt czyni w wielu przypadkach kredytem niemalże darmowym ze względu na aktualnie ujemną wartość stopy LIBOR CHF. Prowadziłaby do naruszenia zasady równości, gdyż kredytobiorcy, którzy zawarli umowy o kredyt w walucie krajowej (oprocentowany według znacznie wyższej stopy WIBOR) zostaliby postawieni w oczywiście niekorzystnej sytuacji. (...) Z logicznego, jak również ekonomicznego punktu widzenia uwzględniającego zasady funkcjonowania rynków finansowych, w przypadku wyłączenia klauzuli indeksacyjnej i kontynuacji umowy kredytu indeksowanego/denominowanego do waluty obcej jako kredytu od samego początku złotowego, podstawą oprocentowania powinna być stawka WIBOR"

- pisali bankowcy do premiera Mateusza Morawieckiego w niedawnym liście (cytat za alebank.pl).

Zobacz wideo