Franky Zapata przeleciał nad La Manche. Historyczny wyczyn Francuza

Robert Kędzierski / lulu
Franky Zapata przeleciał na kanałem La Manche, wykorzystując flyboard - "latającą deskę". To była druga próba przelotu. Poprzednia zakończyła się porażką.

40-letni Franky Zapata, ekscentryczny sportowiec i wynalazca, ponownie spróbował pokonać kanał La Manche. Tym razem się udało. Start Zapaty planowany był na godz. 9.00 w niedzielę, ale śmiałek ruszył już ok. 8.20 (po stronie francuskiej). Wylądował ok. 8.40 (po stronie angielskiej). Do pokonania był dystans 35 kilometrów.

Franky Zapata i jego Flyboard

Zapata odbudował swój flyboard, z którego korzystał podczas próby zakończonej porażką. W odróżnieniu od nieudanego przelotu z 25 lipca tym razem platforma, na której wyląduje Francuz w celu zatankowania dodatkowego paliwa, ma być znacznie większa i bardziej stabilna - wyjaśnił Zapata podczas sobotniej konferencji prasowej. 

>>> Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to Franky Zapata na flyboardzie. Przelot "człowieka-rakiety" naprawdę robi wrażenie - przekonaj się sam i zobacz nagranie. 

Zobacz wideo

To właśnie brak stabilności stanął na przeszkodzie w dokonaniu historycznego wyczynu. Z urządzeniem nie działo się nic złego, jednak sportowiec najzwyczajniej w świecie nie trafił w kołysaną przez fale łódź. Pierwotnie Francuz zakładał, że międzylądowania będą dwa. Na to jednak nie zgodziły się władze, tłumacząc, że ruch na kanale jest zbyt intensywny, by ograniczały go dwie wielkie platformy oczekujące na Francuza. 

Czytaj też: Franky Zapata po nieudanym locie nad kanałem La Manche: Leciałem szybciej, niż się spodziewaliśmy

Pierwsza próba przelotu nad La Manche miała nieprzypadkowy termin, bo w 110. rocznicę pierwszego przelotu dokonanego nad kanałem. 

Zapata korzysta z flyboardu w wersji Air. Został on wyposażony w niezależny napęd z gazowymi turbinami, który ma znacząco zwiększyć możliwości urządzenia. Wcześniejsze wersje flyboarda są trwale połączone z łodzią - do odrzutu wykorzystują wodę.