Wyrok TSUE ws. frankowiczów już w czwartek. O co tu konkretnie chodzi? Tłumaczymy

W czwartek 3 października Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda wyrok ws. kredytu frankowego polskich kredytobiorców. Choć wyrok będzie dotyczył jednej konkretnej sprawy, banki w Polsce obawiają się, że wywoła lawinę.
Zobacz wideo

Wyrok TSUE - o co chodzi?

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej będzie dotyczył sprawy Justyny i Kamila Dziubaków przeciwko Raiffeisen Bankowi (numer sprawy C-260/18). Powodowie zaciągnęli w tym banku 40-letni kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego w listopadzie 2008 r. Okazało się jednak, że klauzula indeksacyjna w ich kredycie mówiąca o tym, skąd bank bierze kurs do przeliczania salda kredytu i poszczególnych rat, ma charakter niedozwolony (abuzywny). Powstało pytanie - i co w związku z tym?

Jako że orzecznictwo sądów w Polsce w podobnych sprawach nie było jednakowe, Sąd Okręgowy w Warszawie w 2018 r. poprosił o opinię TSUE. Poznamy ją w czwartek.

Jaki wyrok może wydać TSUE?

Wątpliwości jest kilka. Po pierwsze - czy sąd w Polsce może zastąpić niedozwoloną klauzulę abuzywną jakiś innym zapisem w umowie kredytowej? W przypadku kredytów frankowych chodziłoby o to, że klauzula indeksacyjna opierałaby się na jakimś "obiektywnym" kursie, np. kursie NBP. Rzecznik generalny TSUE w maju w swojej opinii odrzucił jednak taką możliwość.

Jeśli TSUE przychyli się do tej opinii, będą dwie możliwości. Pierwsza - że cała umowa jest nieważna. Druga - że kredyt powinien być kontynuowany, ale z wyjęciem niedozwolonej klauzuli. Jeśli TSUE potwierdzi majową opinię rzecznika, to oba scenariusze będą możliwe, z tym że de facto decyzja co do tego, co jest bardziej korzystne, będzie należała do kredytobiorców.

Czego boją się banki?

Wyrok TSUE będzie dotyczyć jednej konkretnej sprawy, niemniej będzie też wskazówką dla sądów w Polsce, jak rozpatrywać podobne sprawy dotyczące frankowych kredytów indeksowanych. Banki w Polsce boją się więc, że niekorzystny dla nich wyrok TSUE nie tylko pomoże osobom, które już walczą w sądach ze "swoimi" bankami, lecz także zmotywuje kolejnych kredytobiorców do wystąpienia na drogę sądową.

Ile banki mogą stracić?

Związek Banków Polskich szacuje, że jeśli niekorzystny wyrok TSUE wywoła lawinę, będzie oznaczało dla sektora straty rzędu 60 mld zł, czyli około czterokrotność rocznego zysku. Pojawiają się obawy, że banki te koszty odbiją sobie np. na wyższych cenach usług.

Z drugiej strony, np. agencja ratingowa Fitch ostatnio zwracała uwagę, że szacunki ZBP są obarczone dużą niepewnością, a ewentualne koszty po stronie banków będą rozłożone na lata. Tym bardziej że jeśli faktycznie ruszy lawina spraw frankowych, to sądy mogą się po prostu zakorkować.

W najgorszym scenariuszu wyrok TSUE będzie miał duże reperkusje. Banki będą musiały zawiązać rezerwy, najsłabsze być może będą wymagały dokapitalizowania. Wydaje się jednak, że takie postawienie sprawy jest o tyle jednostronne, że będziemy mieli jednak do czynienia z sądowymi wyrokami - czyli wyrównaniem sprawiedliwości, przyznaniem, że kredytobiorcy byli pokrzywdzeni przez banki niedozwolonymi zapisami w umowach. Umowach, które zwykle były zawierane ponad 10 lat temu. Co najmniej od kilku lat sprawy frankowe są głośnym tematem, ale banki zdecydowanie wolą walczyć z klientami w sądach (z pomocą najlepszych prawników) niż szukać kompromisów. Mając to na uwadze, straszenie dramatycznymi kosztami i konsekwencjami dla całej gospodarki wydaje się dosyć tendencyjne.

Co, jeśli umowa frankowa będzie nieważna?

Teoretycznie skutkiem unieważnienia umowy powinno być rozliczenie się obu stron - banku i kredytobiorcy. Bank oddaje wpłacone raty i inne koszty, klient oddaje to, co bankowi pożyczył.

Tyle że niewykluczone, że banki i prawnicy będą próbowali różnych innych zagrywek. Przykładowo - banki mogą wówczas przekonywać, że klient powinien zapłacić odsetki ustawowe za korzystanie z kapitału. Prawnicy "frankowi" mogą przekonywać, że frankowicz w ogóle nie musi oddawać bankowi pożyczonych pieniędzy, bo roszczenie banku się już przedawniło.

Co jeśli klauzula indeksacyjna zostanie wyjęta z umowy kredytowej?

Gdyby nie doszło do unieważnienia umowy kredytowej, alternatywnym rozwiązaniem byłoby jej czytanie z pominięciem niedozwolonej klauzuli waloryzacyjnej. To z kolei oznaczałoby, że kredyty byłyby po prostu złotowe - tak jakby nigdy żadnego przeliczania po kursie franka nie było. Jednocześnie oprocentowanie nadal byłoby takie, jak dla kredytów frankowych - tj. obecnie dużo atrakcyjniejsze niż dla standardowych kredytów w złotych. 

To sprawiłoby, że nie tylko rata kredytu spadłaby o co najmniej kilkaset złotych, lecz także to, że bank musiałby zwrócić przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych zawyżonych przez lata rat.

Czytaj więcej: Kredyt w złotych, odsetki jak we frankach. Przed tym scenariuszem drżą banki w Polsce. Jest blisko