Koronawirus straszy inwestorów. Paniczna wyprzedaż akcji na warszawskiej giełdzie

"'Rzeź' na parkiecie w Warszawie". Tak czwartkowy komentarz po sesji na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie zatytułował analityk i makler DM BOŚ, Konrad Ryczko. Wszystko dlatego, że na giełdowym parkiecie doszło do potężnej wyprzedaży akcji - WIG20 zniżkował o ponad 4 proc. W mocnych spadkach nie byliśmy jednak odosobnieni, bo poteżna przecena dotknęła też pozostałe rynki w Europie i USA.

Jeśli chodzi o statystyczne szczegóły, to indeks giełdowy dwudziestu największych spółek polskiego rynku  WIG20 spadł dziś o 4,29 proc. wobec poprzedniego zamknięcia i osiągnął poziom 1 850,61 punktów. Jest to najniższa wartość tego wskaźnika od grudnia 2016 r. - od początku obecnego tygodnia WIG20 stracił już ponad 10 proc. (w ciągu ostatnich 20 miesięcy aż ponad 20 proc.). Prezentujący zachowanie wszystkich spółek WIG poszedł w dół o 3,99 proc. - osiągając wartość 51 318,69 punktów. Z kolei wskaźnik akcji spółek mniejszych mWIG40 spadł o ponad 3 proc. 

W sumie na GPW zniżkowały ceny akcji aż 298 spółek, 52 wzrosły, a 98 nie zmieniły się. Obroty na rynku akcji wyniosły 1,022 mld zł, a największe zanotował producent gry Wiedźmin, CD Projekt (spadek o prawie 5 proc.) - 137,63 mln zł. 

WIG20 - ostatnie 12 miesięcy/Fot. stooq.plWIG20 - ostatnie 12 miesięcy/Fot. stooq.pl WIG20 - ostatnie 12 miesięcy/Fot. stooq.pl

Powyższe rynkowe dane wyglądają jeszcze bardziej nieciekawie, jeśli przyjrzymy się poszczególnym spółkom. W przypadku WIG20 żadna z nich nie zakończyła sesji na plusie, a np. kursy akcji państwowych  Polskiej Grupy Energetycznej czy Alior Banku znalazły się na najniższych poziomach w historii. Najmocniej przecenioną spółka z indeksu był również państwowy PKN Orlen - spadek o ponad 8,5 proc. O ponad 8 proc. poszły w dół akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz Grupy Lotos. 

Powód tak mocnej wyprzedaży akcji przez inwestorów jest oczywiście jeden - koronawirus, którego epidemia może negatywnie wpłynąć na wzrost gospodarczy na całym świecie. 

- Dzisiejsze ruchy możemy w dużej mierze określić jako paniczną wyprzedaż akcji, a z drugiej strony dynamiczne szukanie pozycji na tzw. bezpiecznych przystaniach (rentowności amerykańskich obligacji wyznaczyły historyczne minima). W takim środowisku krajowy rynek, zwyczajowo ciągle zaliczany do koszyka EM (rynków wschodzących - red.), jest wyraźnie pod presją. Powodem globalnej wyprzedaży są oczywiście obawy o kwestię „koronawirusa” w Europie i potencjalne lockdown'y mogące dodatkowo obciążyć niemrawy wzrost (gospodarczy - red.). Dodatkowo rynek dość nerwowo podchodzi do danych z Iranu, które ukazują m.in. wyższą śmiertelność wirusa. Klasycznie w tym układzie pojawiają się spekulacje dotyczące wsparcia ze strony banków centralnych, gdzie rynek zaczyna wyceniać obniżkę stóp przez FED (amerykańskiego banku centralnego - red.) - napisał w komentarzu po sesji Konrad Ryczko z DM BOŚ. 

Analitycy podkreślają, że inwestorów bardzo niepokoi rosnąca liczba zachorowań poza granicami Chin i coraz częściej pojawiające się głosy o możliwym przeistoczeniu panującej epidemii w pandemię. 

- Od początku dnia indeks WIG20 schodził na coraz to niższe poziomy, a po godzinie 16 ruch dynamicznie przyspieszył, przez co znalazł się on w pewnej chwili nawet 5 proc. pod kreską. Bardzo dobrze odzwierciedla to panujące na rynku akcji - paniczne nastroje. Dopóki będzie przybywało nowych przypadków zachorowań na świecie, nie wydaje się aby mogło dojść do odbicia - informuje Łukasz Stefanik, analityk rynków finansowych w XTB. 

Względy spokój na rynku walutowym, ale frank najdroższy od 2017 roku 

Stosunkowo spokojnie było dziś za to na rynku walutowym, gdzie złoty lekko się nawet umocnił do dolara amerykańskiego (ok. 1 proc. i franka szwajcarskiego 0,2 proc.). W stosunku do euro nasza waluta pozostała na tym samym poziomie co w środę.

O 20:20 za dolara płacono 3,92 zł, za euro 4,31 zł, a za franka 4,04 zł. Warto jednak dodać, że obecnie ta ostatnia waluta jest do złotego na poziomach najwyższych od początku 2017 roku.  

Koronawirus straszy. Potężne spadki na giełdach w Europie i USA. Ropa też w dół

Warszawska giełda w dużych spadkach nie była w czwartek odosobniona - sesje na głównych europejskich parkietach również zakończyły się znacznymi przecenami. Londyński indeks FTSE 100 spadł o 3,5 procent, paryski CAC 40 o 3,32 procent, a indeks giełdy we Frankfurcie nad Menem o 3,19 procent.

Także w tym przypadku powodem zniżek są obawy przed skutkami koronawirusa dla światowej gospodarki. Kursy akcji spadają również na giełdach amerykańskich - indeksy Dow Jones i S&P500 w Nowym Jorku spadły na na koniec sesji aż o 4,4 procent. Indeks giełdy spółek technologicznych Nasdaq został przeceniony o 4,6 proc. W przypadku pierwszego ze wskaźników był to największy jednosesyjny 25,766 spadek w historii, wyniósł aż 1190 punktów. Przy czym obecna wartość indeksu to 25 766 punktów. 

Do tak dużych spadków przyczyniła się informacja podana przez gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma, który ujawnił, że w związku z podejrzeniem koronawirusa stanowe służby zdrowotne monitorują obecnie ok. 8400 osób.

W związku z prognozowanym pogorszeniem koniunktury gospodarczej tanieje też ropa naftowa. Ta sprzedawana na giełdzie w Londynie była w czwartek ponad 3 proc. tańsza niż dzień wcześniej i kosztowała nieco ponad 51 dol. za baryłkę. Złoto w zasadzie nie zmieniło swojej wartości w stosunku do środy - za uncję płacono 1647 dol.  

Spółki indeksu WIG20 po sesji 27 lutego 2020 r.Spółki indeksu WIG20 po sesji 27 lutego 2020 r. Spółki indeksu WIG20 po sesji 27 lutego 2020 r./Fot. Stooq.pl

Koronawirus, a wzrost gospodarczy w USA

Warto jednaj podkreślić, że mimo giełdowej przeceny, Stany Zjednoczone, czyli największa gospodarka świata, są obecnie w okresie najdłuższego wzrostu gospodarczego w swojej historii. Nie zmieniły tego wojny handlowe Donalda Trumpa czy wcześniej silny spadek cen ropy naftowej. Być może jednak ten wzrost wygasi wirus, który rozpoczął epidemię w Chinach, a teraz rozprzestrzenia się po całym świecie. 

Janet Yellen, była prezeska Rezerwy Federalnej, czyli banku centralnego USA, uważa, że może to doprowadzić do recesji największej gospodarki świata. 

"Widzieliśmy znaczący wpływ [koronawirusa] na Europę, która i tak była osłabiona, i można sobie wyobrazić, że to doprowadzi Stany Zjednoczone do recesji" - cytuje jej słowa z wystąpienia w Michigan portal Bloomberg. "Jeśli [wirus] nie uderzy w znaczący sposób w USA, to taki scenariusz będzie mniej prawdopodobny" - mówiła dalej i podkreślała, że perspektywy gospodarcze USA przed wybuchem epidemii w Chinach wyglądały bardzo dobrze. Według najnowszych danych, w czwartym kwartale minionego roku PKB USA wzrósł o 2,1 proc. w ujęciu kwartalnym.