Piotr Kuczyński: Według mnie, jeśli spojrzy się od strony gospodarki, ta kalkulacja jest jasna. Sytuacja będzie się co prawda szybko pogarszała, ale na początku maja najprawdopodobniej nadal będzie obowiązywała zasada "skupiania się wokół flagi", czyli popieranie rządzących w okresach trudnych dla narodu. Jesienią z tego już nic nie zostanie, a ludzie mogą być rozgoryczeni, zmęczeni i częściowo bez pracy i pieniędzy, jeśli okres pandemii się przedłuży. To zmniejszy szanse na wygraną obecnego prezydenta.
Oczywiście, że rządzący mogą się tego pogorszenia nastrojów bać, ale za rok możemy równie dobrze być w fazie zapominania o kryzysie, jeśli pandemia zakończy się np. w maju. Prezes Kaczyński po prostu wie, że stawianie na wynik wyborów za rok jest ryzykowne. Teraz ma pewniaka.
Według mnie powinniśmy po prostu znacznie zwiększyć zadłużenie i pomóc ludziom i firmom przetrwać trudny okres po to, żeby potem nastąpił jump start gospodarki. Bolesne może być to, że pomoc rządu będzie zbyt mała. Według mnie już teraz jest za mała.
To prawda. Ta partia zawsze miała szczęście i rządziła w doskonałym okresie dla gospodarki. Jednak najlepiej uczyć się na błędach innych, a przecież zawsze była ona w parlamencie i zacięcie krytykowała rządzących. Powinna teraz wykorzystać tamtą własną krytykę w czasie kryzysu.
Wszystko zależy od tego, czy rząd uruchomi potężne środki, które zdobyć może dzięki zadłużeniu. Uważam, że można zwiększyć zadłużenie o np. 3 proc. PKB ponad "tarczę", czyli o ponad 60 mld zł, emitując obligacje detaliczne (pięć lat, wysokie oprocentowanie). Odsetki wróciłyby do gospodarki, a do tego emisje można byłoby ubrać w patriotyczną szatę pt. "Polacy pomagają gospodarce". Obniżyłyby się poza tym ceny mieszkań kupowanych obecnie za gotówkę.
Program 500 plus według mnie nie jest zagrożony. To sztandarowy program PiS. Trzynasta emerytura to klasyczna i bardzo droga kiełbasa wyborcza, ale jest już teraz wypłacana, więc nie da się jej zatrzymać. Za rok zobaczymy, jaki będzie stan finansów państwa. Czternasta emerytura jest już zupełnym absurdem.
Jest czymś pośrodku. Przedsiębiorcy skarżą się, że jest ograniczona do bardzo małych firm, nie jest hojna. Wręcz można powiedzieć, że jest skromna, bo olbrzymia większość to kredyty, gwarancje i odroczenia, a wydanie 170-stronicowej książeczki wyjaśniającej, jak stosować ustawę, pokazuje, że procedura jest stanowczo zbyt skomplikowana.
Dzięki mojemu pomysłowi można by przyjąć rozwiązania brytyjskie (bardzo chwalone przez noblistów): wakacje podatkowe dla firm, 80 proc. dopłaty do pensji, kredyty z zerowym oprocentowaniem (oprocentowanie płaci państwo) itp. Dlaczego rząd tego nie robi? Zapewne boi się krytyki pt. "wydaliście 100 mld złotych na programy socjalne, a teraz zadłużacie kraj". Ten strach jest szkodliwy.
Reguła wydatkowa w czasach tak dużego kryzysu nie powinna być przestrzegana, jeśli nie pozwoli na duże zwiększenie zadłużenia. Progu konstytucyjnego (60 proc. zadłużenia do PKB) za wszelką cenę bym nie ruszał. Po czasach pandemii pojawi się kryzys zadłużenia i wygrane będą kraje stosunkowo mało zadłużone. Polska może bez problemu zwiększyć zadłużenie do 53-54 proc. PKB. Prezes Paweł Borys mówi, że tarcza zwiększy zadłużenie jedynie do 50 proc. PKB.