"Ujemne" oprocentowanie oszczędności w bankach w Polsce. Chcesz odkładać? Zapłać!

Po tym, jak stopy procentowe w Polsce wskutek trzech obniżek zjechały niemal do zera (stopa referencyjna spadła z 1,50 proc. do 0,10 proc.), banki w podobnie drastyczny sposób ścięły oprocentowania depozytów - lokat i kont oszczędnościowych. W niektórych z nich może się wręcz okazać, że klient będzie dopłacał do konta oszczędnościowego.

Bankom obecnie nie opłaca się oferować osobom dysponującym oszczędnościami atrakcyjnych odsetek. A w wielu przypadkach - w zasadzie żadnych odsetek. To pochodna niemal zerowych stóp procentowych w kraju oraz tego, że banki nie mają problemów z płynnością i raczej nie odczuwają potrzeby kuszenia klientów wielkim wynagrodzeniem, aby ci powierzyli im swoje oszczędności. Wręcz przeciwnie - pogarszające się wskutek epidemii i cięcia stóp wyniki finansowe banków sprawiają, że zdecydowanie częściej myśli się w nich o podwyżkach opłat od klientów. Według ostatnich danych GUS w maju usługi finansowe m.in. w bankach podrożały o ponad 40 proc. w porównaniu z kwietniem.

Depozyty, na których można zarobić więcej niż 0,5 proc. w skali roku, to dziś promocja i okazja. Za to mnóstwo jest ofert, których oprocentowanie ma zero nie tylko przed przecinkiem, a i tuż za nim. Przykłady? Choćby lokaty terminowe w Pekao - niezależnie od czasu ich trwania, ich oprocentowanie wynosi symboliczne 0,01 proc. Oznacza ono, że od każdego ulokowanego tysiąca złotych odsetki wyniosą... ok. 8 groszy w skali roku ("na rękę", czyli po odjęciu podatku od zysków kapitałowych - bo i takie mizerne "zyski" są opodatkowane).

W ING Banku Śląskim standardowe lokaty w złotych są oprocentowane na 0,05 proc., w PKO BP czy BNP Paribas od 0,01 proc. do maksymalnie 0,1 proc., w mBanku na 0,1 - 0,2 proc. Na kontach oszczędnościowych standardowe oprocentowanie to też zwykle okolice najwyżej 0,2 - 0,4 proc. Podobnie niemal niewidzialne oprocentowanie czeka na klientów firmowych.

Ujemne oprocentowanie depozytów

Ba, nie da się wykluczyć, że niebawem któryś bank zacznie wręcz stosować ujemne stawki oprocentowania od bardzo dużych depozytów liczonych np. w setkach tysięcy czy milionach złotych (zwłaszcza od korporacji czy najbogatszych klientów indywidualnych). Takie oferty pojawiają się w niektórych krajach Europy, np. w Niemczech.

Na razie pojawiają się natomiast oferty, w których formalnie stawki oprocentowania kont oszczędnościowych są wciąż dodatnie, ale jednocześnie deponenci muszą liczyć się z opłatami. Na takim rachunku zaś po prostu się traci.

EnveloBank, czyli internetowa odnoga Banku Pocztowego, poinformował właśnie, że od 1 września wprowadza opłatę w wysokości 1,99 zł lub 2,99 zł za prowadzenie konta oszczędnościowego (niższa dla klientów, którzy mają rachunek osobisty w tym banku). Jednocześnie oprocentowanie konta oszczędnościowego spadnie do 0,01 proc. Oznacza to, że niemal wszyscy posiadacze konta oszczędnościowego będą na nim nie zyskiwać, ale tracić. Trzeba by mieć na rachunku niemal 300 tys. zł, aby miesięczne odsetki (0,01 proc. w skali roku) wystarczyły na pokrycie niższej opłaty 1,99 zł. 

Na opłatę za prowadzenie konta oszczędnościowego od kilku miesięcy mogą się natknąć także klienci PKO Banku Polskiego. Wynosi ona 1 zł. Tymczasem oprocentowanie rachunku od 1 lipca będzie wynosiło maksymalnie 0,20 proc. w skali roku (wysokość odsetek zależy od salda na koncie). Miesięcznie odsetki od kwoty niższej niż ok. 7,5 tys. zł nie wystarczą więc na pokrycie opłaty za prowadzenie konta.

Dłużej, bo już od kilku lat, opłatę za prowadzenie konta oszczędnościowego w złotych pobiera także bank Citi Handlowy. Wynosi ona od 10 do 15 zł w zależności od typu rachunku i wysokości miesięcznych wpływów klienta na rachunek osobisty (przy spełnieniu warunku możliwy brak opłaty).

Opłatę 30 zł miesięcznie za prowadzenie Indeksowanego Konta Oszczędnościowego pobiera także Toyota Bank. Opłata jest nakładana, jeśli klient w danym miesiącu wypłacił środki z rachunku. 

Za trzymanie oszczędności w niektórych bankach muszą czasem płacić także korporacje. Przykładowo - klienci ING Banku Śląskiego. Tu opłata roczna dotyczy wyłącznie naprawdę dużych spółek - wynosi 0,3 proc. sumy sald na rachunkach (nie tylko bieżących, lecz także na lokatach i kontach oszczędnościowych), gdy suma ta wynosi 20 mln zł lub więcej.

Zobacz wideo Czy bank może podnieść opłaty w sposób, którego nie zauważymy?