Zadłużenie Polski rośnie. Kościński mówi o "sztucznej barierze". Ekspert: Kurs na górę lodową

Z Ministerstwa Finansów coraz śmielej płyną sygnały, że konstytucyjny limit długu publicznego, ustalony na 60 proc., powinien być zniesiony albo podniesiony. Część ekonomistów wspiera ten postulat. Nie należy jednak do nich dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP, do niedawna dyrektor Departamentu Polityki Makroekonomicznej w Ministerstwie Finansów.
Jestem zwolennikiem tego, żeby nie robić sobie sztucznych barier, a to jest sztuczna bariera

- powiedział o zapisanym w Konstytucji RP maksymalnym poziomie długu publicznego minister finansów Tadeusz Kościński w rozmowie z Interia.pl. Dawał do zrozumienia, że warto na nowo zastanowić się nad zniesieniem albo zmianą poziomu limitu. 

W podobnym tonie wypowiadał się niedawno także wiceminister finansów Piotr Patkowski, stwierdzając, że dzisiejszy limit jest nieadekwatny do rzeczywistości i warto przemyśleć jego zmianę.

Limit długu łatwo omijać

Obecnie konstytucyjny limit zadłużenia wynosi 60 proc. PKB. - Kiedy dług przekroczy konstytucyjny limit, to automatycznie rząd staje przed Trybunałem Stanu - tłumaczył niedawno w rozmowie z Gazeta.pl dr Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym. Dodatkową konsekwencją jest konieczność ostrych cięć w budżecie.

Konstytucyjną zasadę w polskich warunkach łatwo jednak omijać, wypychając część wydatków poza budżet centralny. Świetnie pokazuje to casus antykryzysowej Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju czy Funduszu "anty-COVID" w Banku Gospodarstwa Krajowego. Formalnie nie obciążają one polskiego długu, dlatego według polskiej metodologii dług publiczny nawet nie zbliży się do granicy - według szacunków Ministerstwa Finansów na koniec 2020 r. ma wynieść 50,5 proc. PKB, a w przyszłym roku - 52,9 proc. PKB.

Ale już gdyby stosowano metodologię unijną, której nie da się tak obchodzić, Polska limit długu przekroczyłaby. W tym roku dług ma wynieść 62,2 proc. PKB, a w przyszłym 64,7 proc.

Czytaj też: Dług publiczny Polski wystrzelił. W 2021 r. może dojść do 1,5 biliona złotych

"Konstytucyjny limit albo kurs na górę lodową"

Nazwanie przez ministra finansów konstytucyjnego limitu zadłużenia "sztuczną barierą" to zwrot transatlantykiem w kierunku góry lodowej. Tę wypowiedź można skomentować słowami "maski opadły". Reguły fiskalne to niezmiernie ważne instytucje. Chronią one finanse publiczne przed rozdrapaniem przez polityków. Gdyby nie te zabezpieczenia, budżet zostałby ogołocony, a następnie zadłużony po uszy, byleby tylko zdobyć głosy wyborców. Nic dziwnego, że te "sztuczne bariery" politykom przeszkadzają

- pisze w swoich komentarzu do słów ministra finansów dr Sławomir Dudek, obecnie Główny Ekonomista Pracodawców RP, a do 2019 r. dyrektor Departamentu Polityki Makroekonomicznej w Ministerstwie Finansów.

Jeżeli zostałby nawet wyższy limit w konstytucji, to dla ministra będzie to dalej "sztuczny" twór, bo publicznie podważa w ogóle istnienie tego limitu. Czyli gdy rząd dojdzie do ściany i wyda ostatni budżetowy grosz, to albo znowu zacznie się omijanie reguł, albo nastąpi kolejna zmiana limitu. Działając w ten sposób, trafiamy na równię pochyłą. Przyjdzie kolejny kryzys i skończymy z długiem 120 proc. Następne załamanie koniunktury i będzie 140 proc. Gdyby Grecja miała limit konstytucyjny, na pewno nie popadłaby w takie problemy fiskalne

- komentuje dr Dudek.

Zobacz wideo Ogromny deficyt budżetowy. „To skończy się wzrostem podatków”

A może limit długu należy jednak podnieść?

Wśród ekonomistów w Polsce ruszył spór, co z konstytucyjnym limitem zrobić. Część z nich - jak dr Dudek - broni go mocno. Inni przekonują jednak, że powinien być on podniesiony. Argumenty za tym przedstawiał niedawno w rozmowie z Gazeta.pl dr Sawulski.

Powinniśmy podnieść nasz konstytucyjny limit długu do co najmniej 80 proc. PKB. Żeby mieć zapas na wypadki nadzwyczajne. I uznać, że ten dług, z jakim wyjdziemy z kryzysu - czyli okolice 60 proc. PKB - to nasza nowa normalność. Tyle po prostu będzie. Wokół tego powinniśmy prowadzić politykę fiskalną. Jednocześnie musimy skończyć z kuglowaniem, trzeba przyjąć w polskim prawie unijną definicję długu, przestać upychać wydatki po różnych funduszach. To by pozwoliło na większą przejrzystość finansów państwa

- mówił dr Sawulski. Dodawał, że narzucanie sobie zasad oszczędności [tzw. austerity] w sytuacji wychodzenia z kryzysu i kosztownych wyzwań w postaci m.in. koniecznej transformacji energetycznej Polski nie byłoby wskazane.

Podnoszony jest też argument, że restrykcyjny limit 60 proc. PKB był wprowadzany do Konstytucji pod koniec XX wieku, gdy Polska musiała mocno walczyć o wiarygodność w oczach rynków finansowych. Dziś jest w innej sytuacji i dług nieco powyżej 60 proc. nie wpłynąłby na ocenę naszej wiarygodności.

Czytaj więcej: Długi jak za Gierka? "Tusk wymyślił, że da się omijać limit. PiS to udoskonalił"

Więcej o: