Dług publiczny Polski wystrzelił. W 2021 r. może dojść do 1,5 biliona złotych

Deficyt sektora rządowego i samorządowego (tzw. general government) ma w 2020 r. wynieść 12 proc. PKB. W 2021 r. ma do być 6 proc. PKB. Oznacza to, że w ciągu tych dwóch lat dług publiczny Polski może wzrosnąć o blisko 500 mld zł.

Już gdy rząd nowelizował tegoroczny budżet, planując deficyt na 109,3 mld zł oraz gdy przyjmował projekt budżetu na 2021 r. z deficytem 82,3 mld zł, przypominaliśmy, że ta łączna kwota ponad 190 mld zł dziury w centralnej kasie państwa zdecydowanie nie daje pełnego obrazu skali uderzenia koronakryzysu w polskie finanse publiczne. Wszak poza budżet "wypchnięto" m.in. planowane nawet na sumę ok. 212 mld zł wydatki Polskiego Funduszu Rozwoju (Tarcza Finansowa) oraz Banku Gospodarstwa Krajowego (fundusz COVID-19).

W czwartek wiceminister finansów Piotr Patkowski stwierdził, że "ze względu na włączenie Tarczy Finansowej PFR do wyniku sektora rządowego i samorządowego (tzw. general government) deficyt w tym ujęciu wzrośnie w tym roku do 12 proc. PKB". Była to de facto formalność - trudno było zakładać, że program, którego finansowanie jest gwarantowane przez Skarb Państwa, miałoby nie zostać uwzględnione w deficycie całego sektora publicznego.

Na 2021 r. deficyt sektora finansów publicznych zaplanowano na kolejnych 6 proc. PKB. Dodatkowo wicedyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów Marek Szczerbak poinformował, że "według definicji unijnej, na koniec tego roku dług sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniesie 62,2 proc. PKB, a w przyszłym 64,7 proc.".

Dług publiczny wzrośnie do 1,5 biliona złotych?

Co oznaczają w praktyce te wszystkie liczby? 2019 rok zakończyliśmy z długiem sektora instytucji rządowych i samorządowych na poziomie 1 mld 45 mln zł. Wynosił on 46 proc. PKB. Teraz w dwa lata - według prognoz rządowych - podskoczy do blisko 65 proc. PKB. Opierając się na założeniach makroekonomicznych rządu (dotyczących PKB i inflacji) oznacza to wzrost długu publicznego w Polsce o niemal 500 mld zł. Tym samym przekroczyłby on granicę 1,5 biliona złotych.

W przybliżeniu można przyjąć, że taka jest (na razie) skala uderzenia koronawirusa w finanse Polski - zarówno po stronie dochodów, jak i zwiększonych wydatków. Chociaż oczywiście można wyłącznie gdybać, jak wyglądałby dług publiczny bez epidemii koronawirusa.

Warto przy tym przypomnieć, że polska metodologia liczenia długu publicznego różni się od europejskiej. Według niej dług publiczny w 2020 r. wyniesie 50,5 proc. PKB, a w przyszłym roku - 52,9 proc. PKB. Będzie więc znacznie niższy od tego wyliczonego według metodologii europejskiej, m.in. z powodu nieuwzględniania w nim Tarczy PFR i funduszu COVID-19. I - dla rządu - to dobrze, gdyż w innym wypadku przekroczony zostałby konstytucyjny limit 60-procentowego zadłużenia. To niosłoby za sobą poważne konsekwencje w postaci m.in. obowiązku przedstawieniu ustawy budżetowej niezakładającej jakiegokolwiek deficytu.

Dług dla przyszłych pokoleń

Z jednej strony, ekonomiści zwracają uwagę, że wzrost długu publicznego jest nieunikniony w sytuacji konieczności ratowania i ponownego napędzania gospodarki (choć oczywiście zawsze dyskusyjna jest tempo tego zadłużania się). Bez dodatkowych pieniędzy mogłoby skończyć się m.in. bardzo wyraźnym wzrostem bezrobocia, którego na razie udało się Polsce uniknąć. Rosnący dług publiczny nie jest też żadnym ewenementem w skali Europy czy świata. 

Niektóre kraje zadłużają się nawet na powyżej 100 proc. PKB. Polska na szczęście na tle większości krajów rozwiniętych ma jeden z niższych poziomów zadłużenia

- mówił niedawno w rozmowie z Gazeta.pl Paweł Borys, prezes PFR.

Zobacz wideo Borys: Finanse publiczne są w dobrej kondycji

Z drugiej - nikt nie ma wątpliwości, że dynamiczne zadłużanie się niesie za sobą poważne konsekwencje.

To jest dług, który potencjalnie zostawimy nowym pokoleniom. W kontekście wyzwań demograficznych pamiętajmy, że młodych ludzi jest mniej. Nie możemy ich zostawić z poważnym kłopotem w postaci dużego zadłużenia, które będą musieli nieść na swoich barkach

- mówił Borys.

Koszty obsługi długu wygenerowanego podczas pandemii będą ponoszone przez lata

- nie mają wątpliwości ekonomiści banku Pekao. 

W kolejnych latach zapowiadana jest już konsolidacja sektora finansów publicznych, co oznacza poszukiwania przez rząd dodatkowych oszczędności lub wpływów budżetowych. Otwarte pozostaje oczywiście także pytanie o koszty (re)finansowania tego zadłużenia w przyszłości.