Akcyza na samochody w górę? Polska może być złomowiskiem. Nadchodzi zakaz rejestracji aut spalinowych

Jadwiga Emilewicz wywołała prawdziwą burzę, oznajmiając, że rząd rozważa wzrost akcyzy na samochody importowane. Ministra rozwoju powiedziała wprost: chodzi o to, by starszych aut nie opłacało się przywozić. Koledzy z partii i rządu ostro protestują, ale rzeczywistość jest nieubłagana: Europa odchodzi od aut spalinowych. To może sprawić, że Polska stanie się ich złomowiskiem.

Jadwiga Emilewicz, ministra rozwoju, wicepremierka, poinformowała, że wkrótce sprowadzanie używanych samochodów z zagranicy może być nieopłacalne. Rząd ponownie przygląda się swojemu pomysłowi sprzed kilku lat. - Rozważamy powrót do regulacji, która podnosi akcyzę na samochody używane - stwierdziła. Wyjaśniła też, że rząd chciałby odpowiednią regulację "opracować stosunkowo szybko".

Sprzeczne sygnały z obozu władzy. Część koalicyjnych polityków przeciwna podnoszeniu opłat

Słowa Emilewicz spotkały się z natychmiastową reakcją przedstawicieli obozu władzy. Paweł Szefernaker, wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji sprawę skomentował krótko: To bardzo zły pomysł.

Wcześniej polityk napisał na Twitterze, że coraz więcej Polaków stać na nowe auto "dzięki rządom PiS". - Jestem przekonany, że lepsza sytuacja finansowa Polaków będzie napędzać sprzedaż nowych aut, jednocześnie nie będzie podnoszony podatek dla tych, których na zakupy w salonie samochodowym nie stać - dodał.

Emilewicz spotkała krytyka nawet na forum własnej partii. Michał Wypij, polityk Porozumienia, wiceprzewodniczący klubu PiS, goszcząc w Radiu Plus, był kategoryczny. - Nie ma dzisiaj takiej możliwości i akcyza nie powinna być podniesiona - stwierdził.

Wyjaśnił też, dlaczego podnoszeniu akcyzy się sprzeciwia. - Musimy twardo stąpać po ziemi i oceniać rzeczywistość taką, jaką jest. Marzeniem byłoby to, żeby wszystkich było stać na nowoczesne, niskoemisyjne samochody, ale dzisiaj nie ma takich możliwości - stwierdził.

Polska może być złomowiskiem Europy. Wiele krajów planuje zakazać "benzyniaków"

Eksperci od lat podkreślają, że samochody, które jeżdżą po polskich drogach, są stare. Ich wiek wynosi statystycznie ok. 15 lat. Możliwe jednak, że ten współczynnik ulegnie pogorszeniu - Europa może bowiem wypychać starsze samochody do Polski.

Wiele europejskich krajów planuje bowiem w ogóle zakazania rejestracji nowych pojazdów z silnikiem spalinowym. Najprędzej, jak donosi Obserwator Finansowy, przepisy wprowadzą Holandia i Norwegia - już w roku 2025. Pięć lat później do zakazu przystąpią Niemcy wraz z Danią, Irlandią Islandią i Szwecją. W roku 2032 podobne prawo chce wprowadzić Szkocja, a w 2040 Francja i Wielka Brytania.

Według danych IBRM Samar po Polski w zeszłym roku przywieziono z zagranicy ponad milion samochodów. 860 tys. stanowiły pojazdy osobowe, reszta to pojazdy dostawcze. Średni wiek importowanych pojazdów wyniósł aż 12 lat.

Największym źródłem pojazdów w Polsce są oczywiście Niemcy - od zachodnich sąsiadów pochodziło aż 540 tys. samochodów. Sporo, bo 90 tys. pojazdów pochodziło z Francji, 65 tys. z maleńkiej Belgii. Pozostałe kraje są źródłem aut na poziomie 20-35 tys. szt.

Rząd już raz z pomysłu się wycofał

W 2016 roku Mateusz Morawiecki, sprawujący wówczas funkcję ministra finansów, przymierzał się do wprowadzenia nowych opłat akcyzowych na importowane auta. Pomysł regulacji narodził się w Senacie, który chciał, by przy nakładaniu podatku akcyzowego obowiązywał podział uwzględniający wiek i pojemność silnika. Szybko się jednak okazało, że na przepisach najwięcej zyskaliby nabywcy samochodów luksusowych - mogliby zaoszczędzić nawet kilkaset tysięcy złotych.

Czytaj też: Zmiany w homologacji samochodów. Od 1 września bardziej rygorystyczne reguły

Przepisy próbowano też zmienić w roku 2018. Ostatecznie wszystko zostało po staremu. Czy i tym razem będzie tak samo? Możliwe, że słowa Emilewicz to swego rodzaju "balon próbny". Tak można rozumieć wypowiedź wicepremierki dotyczącą wypłaty 500 Plus pod postacią bonów. Najpierw to zasugerowała, by - po fali krytyki ze strony opinii publicznej - szybko się z własnych słów wytłumaczyć.