Były premier Leszek Miller był gościem środowego poranka w radiu TOK FM. Polityk odniósł się do trwającego kryzysu w Zjednoczonej Prawicy oraz potencjalnego odwołania Zbigniewa Ziobry. Miller wspominał, że "kiedyś za pomyłkę w oświadczeniu majątkowym minister odchodził z rządu, a dziś można mylić się wielokrotnie".
Były premier przywołał okoliczności upadku rządu Jerzego Buzka w 2001 r. Według niego "rząd upadał, bo miał 88 miliardów deficytu i to się wtedy wydawało straszne".
Dziś ten deficyt wynosi ponad 300 miliardów, a samopoczucie władzy jest świetnie
Przez te lata PiS wychował sobie elektorat, który na wszystkie takie patologie autorstwa władzy jest niewrażliwy
– dodaje Leszek Miller.
Według Millera można wydać 70 milionów na wybory, których nie było oraz "dziesiątki miliardów" na zakup maseczek i respiratorów, a na obywatelach nie robi to większego wrażenia".
Gwoli uściślenia, w tym roku według projektu ustawy budżetowej, deficyt w kasie centralnej państwa ma wynieść ok. 109 mld zł. Wiele wydatków, m.in. związanych ze wsparciem gospodarki w koronakryzysie, zostało wypchniętych poza budżet państwa, wskutek czego łącznie dług publiczny może wzrosnąć w tym roku o ok. 260 mld zł. W przyszłym roku deficyt w kasie państwa ma sięgnąć ok. 82 mld zł, a łącznie dług publiczny może przekroczyć 1,5 mld zł - czyli może być o blisko pół biliona złotych wyższy niż w 2019 r.
Były premier odniósł się również do trwającego kryzysu w koalicji rządzącej oraz reakcji Koalicji Obywatelskiej, która zapowiedziała złożenie wotum nieufności wobec Zbigniewa Ziobry. Według niego "nawet jeżeli Zbigniew Ziobro się teraz ukorzy to po to, aby coś zyskać za pięć czy siedem lat".
- W kontekście tego wniosku łatwo zauważyć, że nawet jeśli Jarosław Kaczyński chciałby odwołać Zbigniewa Ziobrę, to nigdy nie zrobi tego na wniosek opozycji. Takie działanie tylko umacnia Ziobrę, a mam nadzieję, że nie o to chodziło Platformie Obywatelskiej – dodaje.
Były premier podkreśla, że opozycja powinna złożyć wniosek o konstruktywne wotum nieufności w momencie, gdy Wojewódzki Sąd Administracyjny orzekł, że premier Morawiecki złamał prawo wydając decyzję o zleceniu Poczcie Polskiej organizacji wyborów korespondencyjnych w maju. Miller zaznaczył, że wniosek nie doprowadziłby do odwołania szefa rządu, ale zwróciłby uwagę opinii publicznej.
- Nie pamiętam, żeby sąd jakiegoś kraju orzekł, że urzędujący premier działa nielegalnie (...). W każdym normalnym kraju premier w takiej sytuacji ustąpiłby natychmiast lub zostałby do tego zmuszony albo przez opozycję, albo przez opinię publiczną, albo przez media.