Koronawirus atakuje w Polsce, ale wokół naszych granic także zaciska się pętla [WYKRES DNIA]

Ostatnie dni i tygodnie to nie tylko bardzo dynamiczny wzrost liczby nowych zakażeń koronawirusem w Polsce, lecz także w wielu innych krajach Europy. Jeszcze większego "szoku" niż Polska doznaje m.in. Słowacja, która miała epidemię - jak się wydawało - pod kontrolą zdecydowanie bardziej niż Polska. Dziś Słowacy i Czesi mają u siebie stan wyjątkowy. Na Ukrainie, w Czechach i w obwodzie kaliningradzkim padają rekordy zakażeń. Przed znacznym wzrostem liczby chorych ostrzega kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Czwartek był kolejnym dniem w ostatnich tygodniach, gdy w Polsce pobity został dobowy rekord nowych zakażeń - 1967. Przekroczenie granicy dwóch tys. wydaje się wyłącznie kwestią (niedługiego) czasu. Minister zdrowia Adam Niedzielski mówi o "eskalacji pandemii w Polsce". 

Jednocześnie - co jest zdecydowanie gorszą informacją niż wyłącznie pędząca do góry liczba zakażeń - szybko rośnie liczba zajętych łóżek w szpitalach i respiratorów. Obecnie hospitalizowanych jest 2560 osób, jeszcze tydzień temu było ich o ok. 600 mniej. Bardzo szybko przybywa też zajętych respiratorów - jest ich już 159, o ok. 70 więcej niż przed tygodniem. Od maja nie mieliśmy też tak wielu śmierci osób zakażonych.

Alarmującymi informacjami można wręcz żonglować. Lekarze z różnych zakątków Polski alarmują o braku wolnych miejsc dla zakażonych. Ministerstwo Zdrowia musi powiększać bazę dostępnych łóżek. Od soboty 3 października w Polsce 17 powiatów będzie strefami czerwonymi, a 34 żółtymi. Łącznie ok. sześć mln Polaków będzie więc m.in. musiało zakrywać ust i nosa także na wolnej przestrzeni. Dla porównania, jeszcze trzy tygodnie temu na liście czerwonych stref nie było żadnego powiatu, na liście stref żółtych - trzy.

Szacowany m.in. na podstawie liczby aktywnych przypadków tzw. współczynnik reprodukcji wirusa wynosi w Polsce już ponad półtora. To oznacza, że, przeciętnie rzecz biorąc, dwie chore osoby zakażają trzy kolejne. Epidemia rozwija się więc szybko.

Czytaj też: Prawie 2 tys. zakażeń w Polsce. Prof. Simon: Nie mamy gdzie kłaść pacjentów. Nie mam wolnych łóżek

W Europie blisko dwa razy więcej zakażeń niż w kwietniu

W całej Europie dobowy przyrost nowych zakażeń dobija do 60 tys. (to średnia wartość z ostatnich siedmiu dni). Dla porównania - na początku kwietnia, gdy Europa notowała najwięcej zachorowań, ta liczba dochodziła maksymalnie do 35 tys. Śmierci jest oczywiście znacznie mniej niż wtedy - wówczas było ich po trzy-cztery tysiące dziennie, dziś ok. 600. Ale to niemalże dwukrotnie więcej niż jeszcze miesiąc temu.

Średnia 7-dniowa liczba nowych zakażeń w Europie:

embed

Nawet kraje, z którymi pandemia obeszła się dotychczas raczej łagodnie (co wzmagało teorię o braku pandemii), dziś - gdy dyscyplina społeczna "siadła", a władze nie podjęły tak szybkich i radykalnych kroków jak w marcu - przeżywają szok. 

Dobrym przykładem jest Słowacja. Jeśli w Polsce mówiono do niedawna, że "epidemia jest pod kontrolą", to właściwie trudno znaleźć słowa dla liczb u naszych południowych sąsiadów. Od połowy maja do końcówki lipca w tym ok. 5,5-milionowym kraju nie wykazano żadnej śmierci osoby zakażonej. Od maja do połowy czerwca rzadko kiedy dobowa liczba nowych przypadków była dwucyfrowa. Bywały dni bez nowych zakażeń. Aż do początku września liczba nowych zakażeń w przeliczeniu na milion mieszkańców była w Polsce od dwóch do nawet kilkudziesięciu razy wyższa niż na Słowacji. 

Dziś sytuacja zmieniła się diametralnie. O ile w Polsce mamy obecnie ok. 37 zakażeń dziennie na milion mieszkańców, o tyle na Słowacji - aż 75. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Czechach, gdzie w ostatnich dniach dobowo wykrywa się średnio po 170-200 przypadków na milion mieszkańców. 

W Słowacji 1 października rozpoczął się 45-dniowy stan wyjątkowy. W tym czasie państwo "może ograniczyć podstawowe prawa i wolności obywatelskie w niezbędnym zakresie i na czas niezbędny". W Czechach stan wyjątkowy rozpocznie się 5 października i ma potrwać miesiąc. Wprowadzono, na razie na 14 dni, daleko idące ograniczenia m.in. w liczebności zgromadzeń. W szpitalach zaczyna brakować miejsc dla chorych, a "dzięki" wprowadzeniu stanu wyjątkowego można do nich skierować do pracy m.in. studentów medycyny lub sanitariuszy i lekarzy wojskowych.

To ze strony naszych południowych sąsiadów najmocniej zaciska się koronawirusowa "pętla" wokół Polski. Ale rekord zakażeń padają także na Ukrainie i na Litwie, a także w obwodzie kaliningradzkim.

embed

Stosunkowo najlepiej w przeliczeniu na milion mieszkańców w gronie sąsiadów Polski wypadają Niemcy. Ale i tu sytuacja jest napięta - Instytut im. Roberta Kocha wskazuje na rosnący współczynnik reprodukcji wirusa, liczba notowanych przypadków jest najwyższa od kwietnia, a Angela Merkel ostrzega, że niedługo Niemcy będą miały "taką samą liczbę zakażeń jak Francja" (tu liczba nowych chorych na milion mieszkańców jest podobna jak w Czechach). Jednocześnie kanclerz Niemiec zastrzega, że najistotniejsza jest gospodarka, ponieważ Europy nie stać na kolejny Fundusz Odbudowy.

14-dniowa średnia liczba nowych zakażeń w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców:

embed
Zobacz wideo "Liczba osób zakażonych w Polsce na dobę może być czterokrotnie większa"