Roman Giertych miał reprezentować przed Sądem Okręgowym w Warszawie Leszka Czarneckiego, znanego bankiera. Sprawa dotyczy kwestii aresztu, o który wystąpiła prokuratura pod koniec września.
Do posiedzenia jednak nie doszło. Sąd przełożył je na 16 listopada. O sprawie informował Bartek Godusławski, autor Business Insidera.
Bezpośrednim powodem decyzji sądu była nieobecność obrońców bankiera. Roman Giertych został bowiem zatrzymany w czwartek przez CBA. Jacek Dubois, drugi reprezentant Czarneckiego, jest z kolei na kwarantannie - informuje "Gazeta Wyborcza".
Szczegółów dotyczących posiedzenia nie znamy, ponieważ nie było ono jawne. O tym, że do sądu trafił wniosek w sprawie aresztowania Leszka Czarneckiego, mówił Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości.
- Zdaniem prokuratury mając świadomość bezprawnych działań, nie dopełniając obowiązku rzetelności i uczciwości, doprowadził do narażenia na szkodę wielkich rozmiarów bardzo wielu klientów Idea Banku. Kwota zawarta w zarzucie dotyczy 130 mln zł. - wyjaśniał podczas spotkania z dziennikarzami.
- Jeśli sąd te zarzuty przyjmie, zostanie wydany list gończy. Wszystkie osoby zaangażowane w proceder przestępczy będą pociągnięte do odpowiedzialności karne - stwierdził minister sprawiedliwości.
Na słowa Ziobry zareagował Roman Giertych, zwracając się bezpośrednio do ministra. - Jako obrońca Leszka Czarneckiego informuję Pana, że zarzuty, które są mu stawiane, są w moim przekonaniu tak groteskowe, że jasny jest motyw ich postawienia - napisał Roman Giertych w liście do Zbigniewa Ziobry i dodał, że jest to próba rewanżu - stwierdził pod koniec września.