Bałagan w danych Ministerstwa Zdrowia? Ekspert: Są w momencie przenoszenia pomiędzy systemami

Michał Rogalski, jeden z głównych twórców niezależnej bazy dotyczącej epidemii koronawirusa w Polsce ogłosił na Twitterze, że nie jest już w stanie pracować nad danymi w dotychczasowy sposób. "Teraz już na pewno nikt żadnych nieprawidłowości nie znajdzie, bo wszystkie stacje sanitarne przestały podawać szczegółowe dane powiatowe. Po 225 dniach codziennego zbierania ich w arkuszu, od dziś jesteśmy zmuszeni przerwać naszą pracę" - napisał na Twitterze.
dr Paweł Grzesiowski
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Wyborcza.pl

Kontrowersji wokół danych o liczbie zarażonych koronawirusem jest więcej. - We wtorek w danych podanych przez resort zdrowia pojawiła się informacja, że "w globalnej liczbie zakażeń uwzględnione jest 22,4 tys. niezaraportowanych przypadków, o których wczoraj informował GIS". - To, co dzisiaj obserwujemy to kompletne niszczenie wiarygodności tych danych, jeżeli jeszcze jakaś pozostała - podkreślił Michał Rogalski. 

Czytaj także: Cykl Michała Rogalskiego pt. "Epidemia w liczbach" na Gazeta.pl

Czy możemy mówić o nieprawidłowościach? W rozmowie z next.gazeta.pl ocenił to dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej.

- Obecny bałagan w danych wynika z tego, że stacje epidemiologiczne są w trakcie przechodzenia pomiędzy systemami. Stary jest wyłączany, a nowy jeszcze nie wszędzie działa - w wielu miejscach odbywają się szkolenia, zakupy sprzętu.

EWP to system, w którym już dzisiaj znajdują się dane o pacjentach zarażonych koronawirusem, ale nie mogą być one publikowane. Zawierają bowiem dane osobowe - imię, nazwisko i PESEL. - Takich danych nie można ujawniać. Dlatego do tej pory na podstawie EWP były tworzone inne rejestry, które raportowano tworząc arkusze kalkulacyjne albo na papierze - stwierdza Grzesiowski. 

Zobacz wideo Koniec z "America First"? Mapa globalnych wyzwań Bidena. "Nie ma powrotu do tego, co było przed Trumpem" [OKO NA ŚWIAT]

"System jest słaby tam, gdzie jego najsłabsze ogniwo"

Ekspert wyjaśnia też, że umieszczanie danych wymaga weryfikacji, którą przeprowadzić musi pracownik stacji epidemiologiczno-sanitarnej.

- Unowocześniony system EWP będzie narzędziem doskonalszym, chociaż przyznam się, że mam obawy, czy wszędzie będzie funkcjonował bez zakłóceń. Wymaga bowiem sprzętu komputerowego, a o ten w wielu lokalnych stacjach po prostu trudno. A system jest słaby tam, gdzie jego najsłabsze ogniwo.

Dr Grzesiowski wyjaśnił też, że nowy sposób monitorowania danych o zakażonych powinien zacząć działać szybko. - Nie mamy tygodni na wdrożenia - wyjaśnił. 

Więcej o: