Kontrowersji wokół danych o liczbie zarażonych koronawirusem jest więcej. - We wtorek w danych podanych przez resort zdrowia pojawiła się informacja, że "w globalnej liczbie zakażeń uwzględnione jest 22,4 tys. niezaraportowanych przypadków, o których wczoraj informował GIS". - To, co dzisiaj obserwujemy to kompletne niszczenie wiarygodności tych danych, jeżeli jeszcze jakaś pozostała - podkreślił Michał Rogalski.
Czytaj także: Cykl Michała Rogalskiego pt. "Epidemia w liczbach" na Gazeta.pl.
Czy możemy mówić o nieprawidłowościach? W rozmowie z next.gazeta.pl ocenił to dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej.
- Obecny bałagan w danych wynika z tego, że stacje epidemiologiczne są w trakcie przechodzenia pomiędzy systemami. Stary jest wyłączany, a nowy jeszcze nie wszędzie działa - w wielu miejscach odbywają się szkolenia, zakupy sprzętu.
EWP to system, w którym już dzisiaj znajdują się dane o pacjentach zarażonych koronawirusem, ale nie mogą być one publikowane. Zawierają bowiem dane osobowe - imię, nazwisko i PESEL. - Takich danych nie można ujawniać. Dlatego do tej pory na podstawie EWP były tworzone inne rejestry, które raportowano tworząc arkusze kalkulacyjne albo na papierze - stwierdza Grzesiowski.
Ekspert wyjaśnia też, że umieszczanie danych wymaga weryfikacji, którą przeprowadzić musi pracownik stacji epidemiologiczno-sanitarnej.
- Unowocześniony system EWP będzie narzędziem doskonalszym, chociaż przyznam się, że mam obawy, czy wszędzie będzie funkcjonował bez zakłóceń. Wymaga bowiem sprzętu komputerowego, a o ten w wielu lokalnych stacjach po prostu trudno. A system jest słaby tam, gdzie jego najsłabsze ogniwo.
Dr Grzesiowski wyjaśnił też, że nowy sposób monitorowania danych o zakażonych powinien zacząć działać szybko. - Nie mamy tygodni na wdrożenia - wyjaśnił.