NBP znów celowo osłabia złotego? Ekspert: Słowną interwencję wsparto siłową

Łukasz Kijek
Złoty wyraźnie słabnie w ostatnich dniach 2020 roku, a analitycy dopatrują się w tym celowego działania Narodowego Banku Polskiego, albo Banku Gospodarstwa Krajowego. - Obawiam się, że takie działanie w końcu roku to jedynie przykrywka dla zwiększenia zysku NBP, co zwiększy w przyszłym roku wpłaty banku do budżetu państwa - uważa analityk Piotr Kuczyński. Wtorkowa interwencja, jeśli do niej rzeczywiście doszło, bo ani NBP, ani BGK nie informują o takich działaniach oficjalnie, następuje zaledwie 11 dni po osłabieniu złotego, z jakim mieliśmy do czynienia tuż przed świętami.

Złoty w końcówce roku przeżywa duże wahania, co wzbudza zdziwienie i dyskusję wśród wielu analityków rynkowych. We wtorek tuż przed godziną 13 jedno euro na rynkach finansowych kosztowało 4,5572 zł, czyli aż o 6,4 grosze więcej niż o godzinie ósmej rano tego samego dnia. Do złotego znacząco umocnił się także frank szwajcarski 4,1916 zł (+5,3 gr) i dolar 3,7196 zł (+3,9 gr). Podobną sytuację mieliśmy 18 grudnia. Komentatorzy w takim osłabieniu naszej waluty dopatrują się po raz kolejny celowego działania NBP lub BGK. Jaki sens miałyby mieć takie interwencje na koniec roku? Zapytaliśmy o to analityka Piotra Kuczyńskiego.

Czytaj też: Narodowy Bank Polski sztucznie osłabił złotego? Analityk: Taki ruch byłby "skandalem"

Notowania euro do złotegoNotowania euro do złotego Stooq.pl

Łukasz Kijek: Co dzieje się na rynku walutowym? Czy mamy do czynienia z interwencją Narodowego Banku Polskiego i celowym osłabianiem złotego?

Piotr Kuczyński: Najpewniej dzisiaj rzeczywiście znowu (tak jak 18.12) interweniował NBP albo BGK. Nic, co działo się na rynkach lub w ich okolicy takiego ruchu kursów nie uzasadniało. Rzeczywiście takie działanie ma na celu wyłącznie osłabienie naszej waluty. Nie ma innego powodu.

Jeśli tak, to jaki jest sens takich działań? Czy chodzi o przygotowanie solidnego zastrzyku gotówki do budżetu państwa w 2021, co zawsze jest mile widziane w MF?

Wtedy, kiedy NBP interweniował w tym roku po raz pierwszy, czyli 18 grudnia (i dziesięć lat po poprzedniej interwencji) nie byłem pewien, po co to robi. W każdym komunikacie po posiedzeniach RPP znajdował się ostatnio passus mówiący o braku dostosowania złotego (czytaj osłabienia), które pomogłoby gospodarce. Złoty nie reagował, więc słowną interwencję wsparto siłową. Obawiam się jednak, że takie działanie w końcu roku to jedynie przykrywka dla zwiększenia wartości rezerw walutowych NBP, czyli zysku banku, co zwiększy w przyszłym roku wpłaty banku do budżetu państwa.

Jak takie działanie, jeśli rzeczywiście chodzi o ratowanie budżetu, wpisuje się w mandat NBP?

Mandatu takiego NBP zdecydowanie nie ma. Ma w mandacie dbałość o właściwy poziom inflacji, a osłabiania złotego prowadzi do zwiększenia inflacji – oczywiście tylko wtedy, jeśli bank będzie ciągle interweniował, a nie była to jedynie akcja na koniec roku dla zwiększenia wyceny rezerw.

Jak wygląda to z perspektywy eksportu i eksporterów? Czy tu też chodzi o mechanizm sztucznego wzmacniania gospodarki?

Oczywiście konkurencyjność gospodarki rośnie ze słabszym złotym, bo eksporterzy mogą taniej (w walutach) sprzedawać swoje produkty dostając tyle samo w złotych. Tyle tylko, że to jest też broń obosieczna, bo drożeje import, a część eksporterów też importuje podzespoły do swojej produkcji.  

Jakie mogą być skutki uboczne osłabiania złotego przez NBP?

Jeśli NBP będzie konsekwentny i będzie interweniował również w 2021 roku to nieco zwiększy PKB oraz inflację, a zadłużeni w walutach będą więcej spłacali. Jeśli była to tylko akcja na koniec roku, to w 2021 o niej zapomnimy, a złoty będzie się umacniał. 

Zobacz wideo Kto zapłaci za dziurę w budżecie? „Będzie szukanie wroga”