Media bez wyboru. O co chodzi w akcji i z nowym podatkiem? Morawiecki: "uderzy w koncerny". Ale zapłacą wszyscy

Kto wedle rządu zapłaci nowy podatek od reklam? "Firmy bardzo zamożne, które stać, żeby w sposób solidarny podzielić się przychodami" - twierdzi rzecznik rządu. A premier Mateusz Morawiecki pokazuje palcem Google, Facebooka, Amazon. To tylko część prawdy. Podatek zapłacą też polskie media, stacje telewizyjne, radiowe, tygodniki. Podobne działania na Węgrzech sprawiły, że 80 proc. mediów jest już "pod butem rządu".

Premier Mateusz Morawiecki na wtorkowej konferencji prasowej poświęconej sytuacji gospodarczej w kraju odniósł się do planów wprowadzenia nowego podatku, który uderzyć ma w media. 

To z tego powodu większość portali internetowych, telewizji informacyjnych i stacji radiowych w środę przeprowadziła akcję protestacyjną. Również na stronach Gazeta.pl, zamiast codziennych treści czytelnicy mogli znaleźć komunikat o tym, czym może zakończyć się wprowadzenie pomysłu rządu - "mediami bez wyboru". "Możesz też stracić możliwość korzystania z innych mediów i źródeł informacji" - pisaliśmy w naszym apelu do Czytelników. 

Prezes Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki.Właściciel TVN24 o daninie: Ograniczenie pluralizmu i wolności słowa

Morawiecki: Nowy podatek uderzy w globalne firmy. Zapłacą wszyscy - telewizja, radio, prasa

Danina solidarnościowa, jak nowy podatek nazywa rząd, zdaniem premiera uderzyć ma głównie w duże, globalne firmy. Szef rządu wskazał palcem kilka takich podmiotów - Apple, Google, Facebook, Amazon. "Ile one podatków płacą w Rzeczypospolitej, we Francji, albo w Niemczech. Warto takie ćwiczenie wykonać, bo okaże się, że bardzo niewiele. One korzystają z rajów podatkowych" - stwierdził szef rządu. 

W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik rządu Piotr Müller. - To są firmy, które przekraczają odpowiednio wysoki próg dochodów, czyli firmy bardzo zamożne, które stać, żeby w sposób solidarny podzielić się przychodami. [...] Ten podatek jest rozłożony na największych graczy, którzy osiągają bardzo wysokie przychody z działalności medialnej - stwierdził na antenie TVP. 

To część prawdy. Reklama internetowa ma być opodatkowana, jeśli firma spełni dwa warunki - na rynku globalnym musi osiągnąć przychody z reklamy na poziomie 750 mln euro, a na Polskim więcej niż 5 mln euro. Ale projekt ustawy, który rząd przedstawił, wymienia inne typy mediów. W stacjach telewizyjnych, rozgłośniach radiowych, kinach oraz na nośnikach zewnętrznych, podatek ma wynieść od 7,5 do 10 proc. Niższa ze stawek obowiązywać ma dla firm osiągających przychody do 50 mln zł. 

Jest jeszcze i drugi warunek - dla reklam, które, zdaniem ustawodawcy, przynoszą niekorzystne skutki społeczne, podatek ma wynieść 10 proc. dla firm osiągających przychód do 50 mln zł. Większe firmy od tego typu reklam zapłacą 15 proc. podatku. 

Reklama w prasie uderza mocniej w większych graczy. Osiągający wpływy z reklamy do 30 mln zł, ale powyżej 15 mln zł, zapłacą 2 proc. Firmy przekraczające próg będą musiały odprowadzić 6 proc.

Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki.PiS zapowiada "nowy ład". To z jego powodu Morawiecki miał zniknąć z mediów

Premier używa słowa "danina". Ale to kolejny podatek

Obóz rządzący w odniesieniu do projektu nie używa słowa podatek. "Inne kraje UE wprowadziły tę daninę, ponieważ mamy taką sytuację, że bardzo często cyfrowi giganci, duże firmy, unikają opodatkowania" - argumentuje rzecznik rządu. 

Tyle że "danina" jest w istocie czystej krwi podatkiem, czyli "obowiązkowym świadczeniem pieniężnym". 

Mały wpływ do budżetu, duży cios dla mediów. Branża już na minusie

Rząd przewiduje, że nowy podatek przyniesie budżetowi 800 mln zł rocznie. Argumentuje, że część tych środków trafi do NFZ. Tyle tylko, że budżet Narodowego Funduszu Zdrowia na leczenie to w 2021 roku 103 mld zł. Wpływy z nowego "haraczu" - tak o pomyśle rządu piszą media - dałyby niespełna pół procenta wpływów Funduszu (do Funduszu trafić ma połowa kwoty pozyskanej z podatku). 

Tymczasem przychody jednego z dużych, konkurencyjnych portali za rok 2019 wyniósł nieco ponad 500 mln zł. Cała branża medialna i rozrywkowa (łącznie!) w Polsce wygenerowała w 2020 roku przychody na poziomie 9,7 mld dol. - twierdzi w swojej analizie PwC. Dodatkowo w porównaniu z poprzednim rokiem przychody te spadły o 5,4 proc.

Dostęp do informacji zagrożony.  Na Węgrzech 80 proc. firm medialnych podporządkowanych rządowi

Uderzenie podatkiem w media tylko z pozoru może przynieść takie same skutki dla wszystkich. Państwo, jak dowodzi przykład TVP, ma bowiem potężne narzędzia, by media wspierać. W przypadku mediów publicznych są to dotacje - ponad 2 mld zł rocznie. W przypadku innych mediów istotne mogą okazać się budżety reklamowe spółek skarbu państwa. 

Nie ma zresztą znaczenia, jakich środków użyje rząd, by jedne media wspierać, a inne tłamsić. Liczy się efekt, którym może być odcięcie dostępu do informacji. Dowodem na to jest sytuacja na Węgrzech.

"Deklarowanym celem polityki medialnej rządu było zapewnienie równowagi rynkowej przez wzmocnienie mediów prawicowych, wobec znaczącej, w jego ocenie, przewagi mediów lewicowo-liberalnych" - pisze w swojej analizie Polski Instytut Spraw Międzynarodowych. "Ta polityka skutkowała jednak podporządkowaniem dużej części rynku medialnego interesom partii rządzącej. Według szacunków instytutu Mérték Médiamonitor z 2019 r. w segmencie mediów o profilu informacyjnym na firmy związane z rządem i media publiczne jednoznacznie emitujące przekaz rządowy przypada 77,8 proc. (w tym 64 proc. to media prywatne) udziału w całkowitych dochodach z rynku.