W czwartek o godz. 11.00 premier Mateusz Morawiecki poinformuje Polaków o nowych obostrzeniach związanych z epidemią COVID-19. Jaka będzie ich skala? Czy restrykcje obejmą zakaz przemieszczania się, zamknięcia większości sklepów czy godzinę policyjną? Media spekulują w sprawie poszczególnych wariantów, pojawił się jednak głos, który może świadczyć o tym, że obostrzeń w najcięższej postaci jednak nie będzie.
Zdaniem analityków z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Uniwersytetu Warszawskiego (ICM UW), który zajmuje się tworzeniem prognoz dotyczących rozwoju epidemii, "wprowadzenie twardego lockdownu niewiele już da". " W rządzie pojawiło się przekonanie, że na taki krok może być już za późno" - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".
Szczyt zachorowań, który ma nastąpić w pierwszych dniach kwietnia, może być już nie do uniknięcia. Nie oznacza to jednak, że restrykcji nie będzie wcale. Eksperci ICM UW wyliczyli bowiem, że gdyby znieść obostrzenia potencjalna liczba śmiertelnych ofiar wirusa w pierwszym półroczu 2021 r. mogłaby sięgnąć 155 tysięcy. Ograniczenia mają szansę zmniejszyć ten tragiczny wynik o ok. 30 tysięcy.
W kwestii rozwoju pandemii wypowiedział się też w Programie 1 Polskiego Radia prof. Jacek Wysocki z Rady Medycznej przy Premierze. - Niepokoi nas wysoki wskaźnik zgonów w Polsce. Osoby starsze próbują się chronić, ale wielu ludzi straciło lęk przed COVID-em, oswoili się z nim - stwierdził. - Boimy się, że w przyszłym tygodniu liczba dziennych zakażeń osiągnie 40 tysięcy. To byłby dramat dla służby zdrowia. Brakuje personelu - dodał.
Liczba nowych zakażeń w środę niemal osiągnęła poziom 30 tysięcy. Według nieoficjalnych informacji RMF FM w czwartek nowych przypadków ma być więcej - ok. 34 tysięcy.