RMF FM: Kontrowersje wokół sprzedawców prądu. Mieli nie informować o opłatach. "Musiałam kłamać"

RMF opisuje kulisy akcji sprzedażowej, w której udział brali przedstawiciele handlowi jednej z firm oferującej prąd w imieniu spółki Energa-Obrót. Zewnętrzna firma, która ich zatrudniała, miała szkolić akwizytorki tak, by ukrywały dodatkowe opłaty, które zwiększały rachunki. Klienci z kolei - jak wynika z reportażu - byli zapewniani, że nowy aneks pozwoli zagwarantować stałe koszty energii i opłat.

Prąd w ciągu ostatniego roku mocno zdrożał, średnio o 9,5 proc. Związane to jest z wprowadzeniem opłaty mocowej, czy zmianami w handlu prawami do emisji dwutlenku węgla. Do tego dochodzi transformacja energetyczna, której koszty będą odczuwalne dla konsumentów przez co najmniej kilkanaście następnych lat. Okazuje się jednak, że rachunki za energię w przypadku niektórych klientów mogły zwiększyć się w wyniku, ich zdaniem, oszustwa. 

Zobacz wideo Rekordowe ceny prądu, a to nie koniec. „Czekają nas kolejne podwyżki”

Niejasności wokół przedstawicieli handlowych sprzedających prąd

RMF FM opublikował w czwartek reportaż Kuby Kaługi na temat akwizytorów sprzedających prąd w imieniu "tak zwanego zewnętrznego partnera biznesowego", reprezentującego firmę Energa-Obrót - pracownicy do tego celu byli zatrudniani i szkoleni przez zewnętrzną firmę. Przedstawicielki handlowe z Pomorza, Warmii i Mazur oraz z Mazowsza opowiedziały reporterowi rozgłośni radiowej o kulisach pracy. - Mój spokój burzyło to, że musiałam kłamać. Po prostu. Oszukiwać - mówi jedna z nich.

Kaługa zamieścił także wypowiedzi osób, które czują się poszkodowane. To głównie seniorzy, informują akwizytorki, bo młodsi ludzie zazwyczaj przedłużają umowy samodzielnie przez internet. 

Sprzedawcy i sprzedawczynie oferowały stałą cenę za kilowatogodzinę prądu na 3 lata. To miało zapobiec wzrostowi rachunków za energię. Okazało się jednak, że nowa umowa zmieniała ofertę na z G11 na G11K. Ta druga zawierała dodatkową opłatę handlową 27,99 zł miesięcznie. Opłata ta była przypisana do licznika. Jedna z poszkodowanych, jak się okazało, miała w domu aż sześć liczników, toteż rachunki z prąd byłby większe o 300 zł co dwa miesiące. Umowę na szczęście udało się rozwiązać. 

Minister energii w rządzie PiS Krzysztof Tchórzewski z gospodarska wizytą w Elektrowni Ostrołęka. Podpisuje kontrakt na budowę nowego bloku węglowego. 12 lipca 2018Poseł PiS: Podwyżki cen prądu nie są dokuczliwe, bo coraz więcej zarabiamy

Rozwiązanie umowy było możliwe, gdy zadzwoniło się na infolinię w terminie 14 dni od jej podpisania. Akwizytorki utrzymują, że nie były informowane o opłacie na szkoleniu, bądź instruowano je, by ukrywać informację na ten temat. Tego nie mogły robić osoby pracujące na infolinii, czy w salonie. 

Wyrzuty sumienia i interwencja w Energa-Obrót 

Zarobki dzięki takiemu procederowi były bardzo dobre. Jedna z kobiet przyznała, że przez mniej więcej dwa miesiące zarobiła około 20 tys. złotych. Po kilku tygodniach pracy część akwizytorek sama odeszła z pracy, przyznając, że zmusiły je do tego wyrzuty sumienia. 

Pani Monika zgłosiła sprawę 11 marca Rzecznikowi Klienta firmy Energa-Obrót.

Powiedział mi, że od dawna ostrzegał, że to tykająca bomba, że kiedyś ktoś świadomy pójdzie do mediów i bomba wybuchnie, że on był przeciwny działaniom partnerów biznesowych co do aneksów, ale nikt go nie słuchał

- relacjonuje pani Monika.

Rachunki za prąd wzrosną. Zapłacimy prawie o 700 złotych więcejRachunki za prąd wzrosną. Zapłacimy prawie 700 złotych więcej

Energa-Obrót wszczęła w tej sprawie postępowanie wyjaśniające, by ustalić, czy rzeczywiście doszło do nieprawidłowości. Nie wiadomo jednak, czy firma będzie się kontaktować z klientami, którzy podpisali umowy z przedstawicielami firmy stosującej kontrowersyjne praktyki. RMF FM informuje, że będzie to zależne od wyników postępowania. 

Klienci, do których dotarł dziennikarz radia, zgłaszali też zastrzeżenia dotyczące odwiedzin przedstawicieli handlowych w trakcie pandemii. Wątpliwości ma budzić także ochrona danych osobowych. W celu weryfikacji adresów dane miały być wysyłane w komunikatorze na grupie, gdzie znajdowało się nawet 20 osób. W odpowiedzi przychodził screen z systemu komputerowego, na którym widoczne były wszelkie dane osobowe klienta. Imię, nazwisko, PESEL, adres, numer telefonu, często adres e-mail. Dane te miały być dostępne dla wszystkich uczestników konwersacji, nawet po ich rezygnacji z pracy. 

- Spółka nie wyklucza podjęcia kroków prawnych zgodnie z treścią zawartych z partnerami umów, jeśli nieprawidłowości znajdą potwierdzenie w wynikach postępowania. Do partnerów skierowane też zostały konkretne polecenia dotyczące sposobu przetwarzania danych, spółka zaleciła też ograniczenie wykorzystania niektórych powszechnie dostępnych komunikatorów - popwiedział Krzysztof Kopeć, dyrektor Biura Prasowego Grupy Energa, cytowany przez portal RMF.