Polski złoty znów traci na wartości, co odzwierciedlają kursy walut. Osłabł zarówno wobec dolara, za którego trzeba płacić w momencie pisania tego tekstu 3,92 zł jak i franka szwajcarskiego, który podskoczył do 4,27 zł. Frankowiczów ten rekordowy odczyt z pewnością nie ucieszy. Dlaczego na rynku walutowym znów zrobiło się nieciekawie?
Autorski komentarz w tej sprawie opracował dla Gazeta.pl Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl. Jego zdaniem przez rynki przelewa się kolejna fala obaw o odporność i trwałość wzrostu gospodarczego. Podsyca ją zaniepokojenie sytuacją epidemiczną.
- W takich momentach kapitał omija szerokim łukiem waluty ryzykowne, w tym przedstawicieli koszyka gospodarek wschodzących, ale także np. waluty skandynawskie. Dodatkowym źródłem tarapatów złotego jest rosnące przekonanie, że - pomimo narastających zagrożeń - amerykańska Rezerwa Federalna lada moment zdecyduje się na ograniczanie skali wsparcia dla gospodarki i zacznie wygaszać skup aktywów, będący filarem kryzysowej polityki. Innymi słowy: już za kilka tygodni amerykański bank centralny zacznie zmniejszać zastrzyki płynności i liczbę dolarów wlewanych co miesiąc w system finansowy - wyjaśnił ekspert.
Jego zdaniem taki krok został praktycznie przesądzony przez ostatnie informacje z rynku pracy. Tempo odbudowy zatrudnienia po pandemii jest najszybsze od roku, do odzyskania brakuje mniej niż sześć z utraconych ponad dwudziestu dwóch milionów etatów. Dla dolara nie ma w tej chwili poważnej alternatywy: pandemiczne obawy osłabiają perspektywy innych walut (np. w ostatniej chwili nowozelandzcy bankierzy centralni porzucili plany podwyżki stóp), każą inwestorom szukać bezpiecznych przystani, a amerykańskiej walucie dodatkowo sprzyja polityka pieniężna. Takiego wsparcia pozbawiony jest złoty.
Bartosz Sawicki podkreśla, że inne waluty naszego regionu znoszą ostatnie przetasowania znacznie lepiej. - Forint jest najdroższy od roku, korona czeska w ubiegłym tygodniu kosztowała najwięcej od przeszło dekady.
Zdaniem eksperta Cinkciarz.pl, relatywna słabość złotego to przede wszystkim pokłosie niechęci NBP do podwyżek stóp procentowych. - Nad innymi walutami regionu banki centralne rozpostarły parasol ochronny, śmiało i ostro podnosząc stopy - wyjaśnia.
Sytuację, która będzie miała wkrótce miejsce w USA, eksperci określają jako "tapering". - Z protokołu lipcowego posiedzenia Rezerwy Federalnej rynek wyłuskał przede wszystkim przekonanie większości decydentów, że postęp postpandemicznej odbudowy gospodarki będzie wystarczający, by w tym roku zacząć ograniczać monetarną kroplówkę - wyjaśnia analityk.
Jego zdaniem nie jest to żadne novum. - Uważamy, że los programu skupu aktywów jest od dawna przesądzony, a taki ruch jest bardzo dobrze przetrawiony przez rynek. W 2013 roku tzw. "tapering" był szokiem dla rynków wschodzących. Teraz sytuacja jest zgoła odmienna. Tak długo jak Fed nie zacznie przygotowywać się do podwyżek stóp w horyzoncie roku, potencjał amerykańskiej waluty powinien być ograniczony. To, że inwestorzy reagują na ostatnie informacje, dowodzi tylko, jak mocny jest w tej chwili sentyment wobec dolara.
W opinii eksperta Cinkciarz.pl, kurs EUR/PLN w lipcu ustanowił lokalne szczyty i z czasem powinien dryfować na niższe poziomy. Kurs euro wyhamuje prawdopodobnie przed 4,60 zł. Prognozy zakładają, że za unijną walutę na koniec kwartału płacić będziemy około 4,50 zł. Dolar w tej chwili jest bardzo mocno rozpędzony, ale jego notowania nie powinny zbliżyć się do 4 zł. Wręcz odwrotnie: zamierzenia Fed są bardzo dobrze przetrawione i wycenione: trudno będzie sprostać oczekiwaniom.
- W szerszym ujęciu trudno będzie uzasadnić jednoczesny strach przed zagrożeniami dla koniunktury i zamierzeniami Fed. Są to motywy przewodnie notowań, które się wykluczają. Jeśli związane z pandemią obawy będą się materializować, to normalizacja polityki będzie odraczana i przebiegnie wolniej - wyjaśnia Sawicki.
Podkreśla, że jeśli letnie niepokoje zaczną gasnąć, to pomimo normalizacji polityki pieniężnej w USA, inwestorzy cieplej pomyślą o innych walutach. - Mowa tu m.in. o złotym, który ma za sobą silny wzrost gospodarczy i będzie korzystał na powolnym, ale nieuniknionym zwrocie RPP w kierunku podwyżek stóp - wyjaśnia ekspert.