Złoty znowu dostaje po głowie. Ekspert: Kapitał omija szerokim łukiem waluty ryzykowne

Amerykański Bank Centralny ogłosił, że wkrótce będzie wspierał gospodarkę w mniejszym stopniu. To jeden z powodów osłabienia polskiej waluty. Złoty traci jednak z innych powodów - wśród nich Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl, wymienia decyzję NBP. Stopy procentowe w Polsce wciąż pozostają bowiem na niskim poziomie.
Zdjęcie ilustracyjne
fot. pixabay.com

Polski złoty znów traci na wartości, co odzwierciedlają kursy walut. Osłabł zarówno wobec dolara, za którego trzeba płacić w momencie pisania tego tekstu 3,92 zł jak i franka szwajcarskiego, który podskoczył do 4,27 zł. Frankowiczów ten rekordowy odczyt z pewnością nie ucieszy. Dlaczego na rynku walutowym znów zrobiło się nieciekawie?

Zobacz wideo Mieszkańcy eurolandu zwykle lubią swoją walutę. Polska na euro jeszcze trochę poczeka

Kursy walut nie po myśli Polski. Ekspert: Winne decyzje USA i pandemia

Autorski komentarz w tej sprawie opracował dla Gazeta.pl Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl. Jego zdaniem przez rynki przelewa się kolejna fala obaw o odporność i trwałość wzrostu gospodarczego. Podsyca ją zaniepokojenie sytuacją epidemiczną.

- W takich momentach kapitał omija szerokim łukiem waluty ryzykowne, w tym przedstawicieli koszyka gospodarek wschodzących, ale także np. waluty skandynawskie. Dodatkowym źródłem tarapatów złotego jest rosnące przekonanie, że - pomimo narastających zagrożeń - amerykańska Rezerwa Federalna lada moment zdecyduje się na ograniczanie skali wsparcia dla gospodarki i zacznie wygaszać skup aktywów, będący filarem kryzysowej polityki. Innymi słowy: już za kilka tygodni amerykański bank centralny zacznie zmniejszać zastrzyki płynności i liczbę dolarów wlewanych co miesiąc w system finansowy - wyjaśnił ekspert. 

Jego zdaniem taki krok został praktycznie przesądzony przez ostatnie informacje z rynku pracy. Tempo odbudowy zatrudnienia po pandemii jest najszybsze od roku, do odzyskania brakuje mniej niż sześć z utraconych ponad dwudziestu dwóch milionów etatów. Dla dolara nie ma w tej chwili poważnej alternatywy: pandemiczne obawy osłabiają perspektywy innych walut (np. w ostatniej chwili nowozelandzcy bankierzy centralni porzucili plany podwyżki stóp), każą inwestorom szukać bezpiecznych przystani, a amerykańskiej walucie dodatkowo sprzyja polityka pieniężna. Takiego wsparcia pozbawiony jest złoty.

Analityk: Złoty radzi sobie gorzej niż inne waluty regionu. NBP utrzymuje stopy procentowe

Bartosz Sawicki podkreśla, że inne waluty naszego regionu znoszą ostatnie przetasowania znacznie lepiej. - Forint jest najdroższy od roku, korona czeska w ubiegłym tygodniu kosztowała najwięcej od przeszło dekady.

Zdaniem eksperta Cinkciarz.pl, relatywna słabość złotego to przede wszystkim pokłosie niechęci NBP do podwyżek stóp procentowych. - Nad innymi walutami regionu banki centralne rozpostarły parasol ochronny, śmiało i ostro podnosząc stopy - wyjaśnia. 

Sytuację, która będzie miała wkrótce miejsce w USA, eksperci określają jako "tapering". - Z protokołu lipcowego posiedzenia Rezerwy Federalnej rynek wyłuskał przede wszystkim przekonanie większości decydentów, że postęp postpandemicznej odbudowy gospodarki będzie wystarczający, by w tym roku zacząć ograniczać monetarną kroplówkę - wyjaśnia analityk.

Jego zdaniem nie jest to żadne novum. - Uważamy, że los programu skupu aktywów jest od dawna przesądzony, a taki ruch jest bardzo dobrze przetrawiony przez rynek. W 2013 roku tzw. "tapering" był szokiem dla rynków wschodzących. Teraz sytuacja jest zgoła odmienna. Tak długo jak Fed nie zacznie przygotowywać się do podwyżek stóp w horyzoncie roku, potencjał amerykańskiej waluty powinien być ograniczony. To, że inwestorzy reagują na ostatnie informacje, dowodzi tylko, jak mocny jest w tej chwili sentyment wobec dolara.

Ekspert: Są szanse, że inwestorzy znów zaczną myśleć ciepło o złotym

W opinii eksperta Cinkciarz.pl, kurs EUR/PLN w lipcu ustanowił lokalne szczyty i z czasem powinien dryfować na niższe poziomy. Kurs euro wyhamuje prawdopodobnie przed 4,60 zł. Prognozy zakładają, że za unijną walutę na koniec kwartału płacić będziemy około 4,50 zł. Dolar w tej chwili jest bardzo mocno rozpędzony, ale jego notowania nie powinny zbliżyć się do 4 zł. Wręcz odwrotnie: zamierzenia Fed są bardzo dobrze przetrawione i wycenione: trudno będzie sprostać oczekiwaniom.

- W szerszym ujęciu trudno będzie uzasadnić jednoczesny strach przed zagrożeniami dla koniunktury i zamierzeniami Fed. Są to motywy przewodnie notowań, które się wykluczają. Jeśli związane z pandemią obawy będą się materializować, to normalizacja polityki będzie odraczana i przebiegnie wolniej - wyjaśnia Sawicki.

Podkreśla, że jeśli letnie niepokoje zaczną gasnąć, to pomimo normalizacji polityki pieniężnej w USA, inwestorzy cieplej pomyślą o innych walutach. - Mowa tu m.in. o złotym, który ma za sobą silny wzrost gospodarczy i będzie korzystał na powolnym, ale nieuniknionym zwrocie RPP w kierunku podwyżek stóp - wyjaśnia ekspert. 

Więcej o: