Inflacja w Polsce. "Starsi ode mnie doskonale pamiętają lata 80. To nie może się powtórzyć"

Mikołaj Fidziński
- W Polsce mamy do czynienia z wysoką i niestety rosnącą inflacją. Może nas sporo kosztować, by zbić ją do niskiego poziomu. - mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Jakub Karnowski ze Szkoły Głównej Handlowej. - Mam 47 lat. Ci, którzy są ode mnie starsi, doskonale pamiętają lata 80. i co się działo z ich oszczędnościami. To nie może się powtórzyć - przestrzega Karnowski.
Zobacz wideo Belka: Inflacja zadomowi się u nas na stałe. Ryzyko się zwiększa

Mikołaj Fidziński, Gazeta.pl: "Opowiada głupoty o inflacji. U mnie wyleciałby z egzaminu z ekonomii na pierwszym roku studiów w SGH" - pisał Pan ostatnio na Twitterze o wiceministrze funduszy i polityki regionalnej Waldemarze Budzie po wysłuchaniu rozmowy z nim w radiu TOK FM. Buda mówił m.in., że inflacja jest "nieodzownym elementem sytuacji, w której mamy taki wzrost gospodarczy, jak dziś w Polsce". Tłumaczył też, że "zasadnicze jest to, czy wynagrodzenie obywatela wzrasta adekwatnie do innych procesów gospodarczych, czyli w tym przypadku do wzrostu cen".

Dr Jakub Karnowski, ekonomista, Szkoła Główna Handlowa: Twierdzenie, że inflacja jest nieodzownym elementem wzrostu gospodarczego jest nieprawdziwe i niebezpieczne. To niejedyna głupota, którą powiedział w tym wywiadzie, ale skupmy się na tym.

Zasadnicza jest kwestia skali inflacji. W Polsce za realizację polityki pieniężnej odpowiada Rada Polityki Pieniężnej. Cel inflacyjny przyjęty przez RPP to 2,5 proc. z możliwym odchyleniem o 1 pp. Rolą RPP jest takie kierowanie polityką pieniężną, aby inflacja znajdowała się w tym przedziale. Zgodnie z teorią celu inflacyjnego, utrzymanie poziomu wzrostu cen blisko ustalonego celu 2,5 proc. jest optymalne dla utrzymania maksymalnego wzrostu gospodarczego w dłuższym terminie.

Inflacja 5 proc., którą mamy w tej chwili, jest historycznie bardzo wysoka. Ostatni raz mieliśmy taki poziom inflacji dziesięć lat temu przez moment, a trwale dwadzieścia lat temu - w 2001 r., gdy Leszek Balcerowicz został prezesem NBP. Przez sześć lat - do 2007 roku - ówczesna RPP obniżyła inflację z poziomu dwucyfrowego do ok. 1-2 proc. Mamy też w Polsce inflację bardzo wysoką w porównaniu z innymi krajami : drugą - po Estonii, a w poprzednich miesiącach Węgrzech - najwyższą w UE.

W Polsce mamy więc do czynienia z wysoką i niestety rosnącą inflacją. Może nas sporo kosztować, by zbić ją do niskiego poziomu. Poziom obecny lub wyższy jest groźny głównie dla uboższej części społeczeństwa, która ma niewielkie oszczędności. Inflacja na poziomie 5 proc. przy stopach procentowych zbliżonych do zera powoduje, że jedna dwudziesta naszych oszczędności co roku wyparowuje. Poza tym najsilniej rosną ceny dóbr, które stanowią dużą część koszyka osób mniej zamożnych - np. żywność czy energia. Taka sytuacja sprzyja też narastaniu innych problemów w gospodarce, np. tworzeniu się bańki w sektorze nieruchomości.

.Inflacja w Polsce najwyższa od dekady. Co drożeje? Właściwie wszystko

Wejdę w buty prezesa NBP Adama Glapińskiego. Od miesięcy tłumaczy on, że na podwyższoną inflację główny wpływ mają czynniki, na które z kolei on i RPP nie ma wpływu. Mówię tu o szokach podażowych czy cenach administrowanych - dużym wzroście m.in. cen paliw, energii, wywozu śmieci itd. Glapiński przekonuje, że gdyby tych czynników nie było, inflacja byłaby w celu. 

Prof. Glapiński jako prezes NBP i przewodniczący RPP ma jedno ważne zadanie - utrzymanie stabilnego poziomu cen. Takie stwierdzenia jak jego niedawne, że inflacja nie ma negatywnego wpływu na zasobność portfeli Polaków, uważam za próbę wykręcenia się z odpowiedzialności za najważniejsze zadanie, jakie ma.

Stanowisko Rady Polityki Pieniężnej, a także twierdzenia wypowiadane przez jej przewodniczącego, mają ogromny wpływ na oczekiwania inflacyjne. Takie słowa, że nie inflacja nie ma negatywnego wpływu na portfele Polaków, powodują, że oczekiwanie inflacyjne rosną i wskutek tego rośnie rzeczywista inflacja. Glapiński daje sygnał: właściwie nie ma problemu, czy inflacja będzie wynosić 5, czy 10 proc., bo damy sobie radę, ponieważ rząd będzie podnosić wynagrodzenia. To są bardzo niebezpieczne stwierdzenia, które będą miały negatywne skutki w nieco tylko dłuższym horyzoncie.

Prof. Glapiński myli się, mówiąc, że nie ma wpływu na poziom cen. Ma wpływ na oczekiwania inflacyjne Polaków. 

O tym, że najważniejsze, żeby wynagrodzenia rosły szybciej niż ceny, mówił nie tylko prezes Glapiński czy wiceminister Buda, ale też pod koniec lipca premier Mateusz Morawiecki. Wyjaśniał wtedy, że gdy pensje rosną szybciej niż inflacja, to możemy kupić więcej cukru czy par obuwia. Abstrahując od tego, że pewnie takie postawienie sprawy nie do końca przypadnie do gustu np. budżetówce, której płace mają zostać zamrożone, czy milionom osób, które nie dostało w ostatnim roku podwyżki wyższej niż 5 proc. - rozumiem, że takie zdania są też, według pana, niebezpieczne z punktu widzenia nakręcania spirali cenowo-płacowej.

Zdecydowanie. Gdy zobaczyłem, że minister Buda urodził się w 1982 r. i jest prawnikiem, pomyślałem sobie, że w trakcie edukacji mógł nie spotkać się z terminem spirali inflacyjno-płacowej, ani nie pamięta tego co działo się pod koniec lat 80., z epicentrum w 1989 roku.

Lata 80. - szczególnie ich końcówka, przed planem Balcerowicza, który wystartował 1 stycznia 1990 r. - to jest okres narastania modelowej spirali płacowo-cenowej. Wynagrodzenia gonią ceny, robotnicy domagają się podniesienia płac o współczynnik inflacji. To do niczego nie prowadzi, oprócz hiperinflacji. To jest polityka "byle do wyborów", "po nas choćby potop". Tak było w Polsce w czasach Gierka, tak było w czasach Jaruzelskiego pod koniec PRL-u.

Dodajmy do tego gigantyczną dziś skalę zadłużania się państwa. Jak mówił prezes NIK, przyrost zadłużenia w zeszłym roku był dziesięć razy wyższy niż w "przeciętnym" roku. Dług ten jest dodatkowo zaciągany w sposób niekonwencjonalny, bo pomagają w tym takie instytucje jak BGK i PFR, które są częścią sektora finansów publicznych. A przede wszystkim - w mojej ocenie - NBP dokonał niezgodnego z konstytucją finansowania potrzeb pożyczkowych państwa poprzez zakup państwowych papierów dłużnych przy użyciu banków państwowych, które z kolei są obsadzone przez PiS-owskich nominatów.

Jeśli weźmiemy  pod uwagę, to mamy sytuację, w której słyszymy ze strony obozu PiS-owskiego, który jest teraz wszędzie (w rządzie, agendach rządowych, w banku centralnym, w RPP, w państwowych bankach komercyjnych i w licznych rządowych mediach), że nie ma znaczenia, że inflacja jest wysoka, a przyrost długu jest gigantyczny, bo "to wszystko służy rozwojowi, a tak naprawdę więcej zarabiacie". Gdy przyjrzymy się, kto więcej zarabia, to w ostatnim okresie wzrosły głównie wynagrodzenia ważnych polityków. Jak rozumiem, wiceministrowi wynagrodzenie przyrosło ostatnio o 40 proc. Więc być może oni tego nie odczuwają. Ale przeciętni ludzie, szczególnie ubożsi, to czują. A nawet jeśli w krótkim okresie może powstać złudzenie, że wzrost ich nominalnego wynagrodzenia jest wyższy niż inflacja, to w średnim okresie oni zapłacą za to podwójnie. 

Inflacja nieco w dół, ale wciąż wysoko.Inflacja 5 proc., będzie więcej. Co ze stopami? 'Nie ma co czekać'

Pańskie nazwisko przewijało się ostatnio w kontekście kandydatury Senatu na nowego członka Rady Polityki Pieniężnej. Są takie przymiarki?

Nikt mi czegoś takiego nie proponował. Jak rozumiem, w tej chwili nie ma tematu, bo RPP funkcjonuje w komplecie.

Tak, choć dwóm z trzech "senackich" członków RPP - Jerzemu Kropiwnickiemu i Eugeniuszowi Gatnarowi - kadencja kończy się na początku 2022 r., zaś trzeci z nich - Rafał Sura - jest przymierzany do Naczelnego Sądu Administracyjnego. 

Nikt nie składał mi żadnej propozycji. 

A gdyby miał pan radzić coś członkom RPP, to co by pan mówił? Zbijać inflację, podnosić stopy?

Prezes Glapiński miał inflację zbitą w momencie, gdy zaczynał pracę w NBP. Przyszedł w dość komfortowej sytuacji. To dotyczy także całej obecnej RPP. 

Radziłbym, aby nie dopuszczać do niekontrolowanego wzrostu inflacji i nie lekceważyć jej. Inflacja szkodzi Polakom, szczególnie tym mniej zamożnym. Koszty jej zbicia do celu inflacyjnego NBP mogą być bardzo duże. Inflacja dwa razy wyższa niż cel inflacyjny jest bardzo ryzykowna.

Mam 47 lat. Ci, którzy są ode mnie starsi, doskonale pamiętają lata 80. i co się działo z ich oszczędnościami. To nie może się powtórzyć. 

Prognozy ekonomistów mówią zwykle o inflacji w okolicach 5 proc. do końca roku, w ostatnim kwartale być może nawet więcej - 5,2 czy 5,5 proc. W kolejnych latach ma być nieco niższa, ale nadal na poziomie 3-4 proc., powyżej celu inflacyjnego. Jak pan to widzi?

W horyzoncie kilku miesięcy, według mnie, inflacja będzie rosnąć. Nie podejmuję się prognoz na dłuższy okres, najlepsze narzędzia do tego ma RPP. Korzystając z nich, powinna więc robić swoją robotę i trzymać inflację blisko celu inflacyjnego. To poziom, który sprzyja długoterminowemu rozwojowi gospodarczemu, nie tylko do najbliższych wyborów. To jest konstytucyjny obowiązek każdego z członków RPP.

Czy widzi pan na horyzoncie dodatkowe czynniki inflacjogenne lub takie, które mogą ją zbijać? Ekonomiści, z którymi rozmawiałem, wskazują, że presję inflacyjną mogą tworzyć m.in. impulsy fiskalne w postaci środków unijnych i obniżki podatków dla części społeczeństwa w ramach Polskiego Ładu.

Dla mnie Polski Ład to całkowicie niewiarygodny program polityczny. Przeanalizowałem Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju premiera Morawieckiego z 2017 r. Ona została zrealizowana w bardzo niewielkim stopniu. Polski Ład to dla mnie tutti frutti, mieszanina rozmaitych pomysłów. Część z nich jest sensowna, większość bezsensowna. Często to taki "micromanagement", typu "wybudujemy fabrykę tego i owego", co przecież nie jest rolą państwa. A najgorsze, że Polski Ład to podwyżka podatków dla większości Polaków, szczególnie przedsiębiorców.

Myślę, że nikt nie jest w stanie ocenić, w jaki sposób Polski Ład, jeśli wejdzie w życie, może wpłynąć na oczekiwania inflacyjne i inflację. On jest tak niespójny i zagmatwany, że trudno z niego cokolwiek wywnioskować. A wnioskując na podstawie SOR z 2017 r., gdy miała powstać Lux Torpeda, promy, polskie drony, żegluga śródlądowa - rząd pokazał, że nie przejmuje się realizacją własnych, szumnie zapowiadanych, planów. Może to i dobrze. 

Więcej o: