Protest ratowników medycznych. Ile zarabiają?

Ratownicy medyczni pracują na kontraktach lub etatach. Etatowcy, według informacji podanych przez Porozumienie Chirurgów SKALPEL, z wykształceniem średnim zarabiają w Polsce na etacie 3772 zł brutto.

Takie liczby przytacza w swoim tekście "Business Insider". Portal pisze także o sytuacji ratowników na kontraktach, czyli umowach cywilnoprawnych. Mają oni zarabiać ok. 40 zł za godzinę, na rękę ok. 3-3,5 tys. zł miesięcznie. 

- Na karetce pracuję na etacie i zarabiam 4800 zł brutto ze wszystkimi dodatkami. Na SOR-ze jestem zatrudniony na kontrakcie – stawka za godzinę pracy wynosi 45 zł brutto - mówił natomiast w rozmowie z weekend.gazeta.pl Bartłomiej Zimoch, prezes zarządu Stowarzyszenia Ratowników Medycznych Pomorza Zachodniego.

Zobacz wideo Heroiczna walka medyków. Psychiatra: To gigantyczny stres. Grozi im wypalenie

Protest ratowników 11 września w Warszawie

Minister zdrowia Adam Niedzielski przyznał w ubiegłym tygodniu, że nawet 25 proc. karetek w kraju nie ma obsady. Ratownicy medyczni prowadzą bowiem akcję protestacyjną, domagają się poprawy warunków pracy i wzrostu wynagrodzeń. 11 września w Warszawie ma natomiast odbyć się protest pracowników ochrony zdrowia.

- Ratownicy powiedzieli dosyć, bo pracują po 300-400 godzin w miesiącu. Chcemy pracować normalnie, w ramach jednego etatu. Jeśli ratownicy medyczni ograniczyliby swoją pracę tylko do jednego etatu, to system ratownictwa medycznego bardzo szybko stanie się całkiem niewydolny. Obecnie system opiera się na tym, że ratownicy wypracowują gigantyczne nadgodziny - wyjaśniał w rozmowie z next.gazeta.pl dr Jarosław Madowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych.

Policja - zdjęcie ilustracyjnePolicjanci zaczynają protestować. Będą dawać pouczenia zamiast mandatów

Jego zdaniem ignorowanie przez rząd i resort zdrowia zawodu ratownika medycznego, doprowadziło do ucieczki ludzi z tego zawodu. - Jeżeli ktoś, pracując w branży produkcyjnej, jest w stanie zarobić więcej, niż jeżdżąc w karetce, który ma wpływ na czyjeś życie, który musi ratować życie i zdrowie na deszczu i mrozie, narażać się na ataki, to taki system nie ma sensu. Ci ludzie wolą zatrudnić się w fabryce i nie brać na sobie takiej odpowiedzialności - stwierdził.

Więcej o: