Lekarz o liczbie zachorowań: Idziemy spodziewaną ścieżką. 5000 przypadków dziennie w październiku

Wszystko wskazuje, że pod koniec miesiąca będziemy odnotowywać 5000 przypadków COVID-19 dziennie - stwierdził w rozmowie z Gazeta.pl Bartosz Fiałek, lekarz, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Zobacz wideo Marcin Ociepa był gościem Porannej Rozmowy Gazeta.pl (14.10)

Epidemia koronawirusa przybiera na sile. W czwartek Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 3000 nowych przypadkach zakażenia. W porównaniu z ubiegłym tygodniem zdiagnozowanych zostało aż o 993 zakażenia więcej.

Lekarz: Modele matematyczne się niestety sprawdzają

Jak na te dane reagują eksperci? Bartosz Fiałek, lekarz, specjalista w dziedzinie reumatologii, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, otwarcie przyznaje, że sprawdza się scenariusz wynikający z modeli matematycznych. 

- Dzisiejsze dane Ministerstwa Zdrowia to zły prognostyk. Wszystko wskazuje na to, że pod koniec miesiąca będziemy odnotowywać 5000 przypadków COVID-19 dziennie. Polska idzie śladem innych krajów - stwierdził.

Lekarz podał też przyczyny wzrostu liczby chorych. - Powody tej sytuacji są oczywiste: mała liczba wyszczepionych osób i brak respektowania zasad, dystansu społecznego, dezynfekcji, wietrzenia pomieszczeń. A mamy tylko te dwie drogi, by pandemię ograniczać - dodał rozmówca next.gazeta.pl.

.Koronawirus w Polsce. Mamy prognozę. 'Pod koniec listopada 20-30 tys. przypadków'

Fiałek: Liczę na to, że szczepienia powstrzymają liczbę nadmiarowych zgonów

Zdaniem eksperta z kolejnymi wysokimi falami epidemii będziemy zmagać się tak długo, aż nie zaczniemy stosować się do zasad. - Jedyna nadzieja w tym, że ten niski, wynoszący 53 proc. wskaźnik szczepień mimo wszystko powstrzyma napływ ludzi do szpitali. Nie ma wątpliwości, że szczepienia w 90 proc. redukują ryzyko ciężkiego przebiegu infekcji i zgonu. 

Bartosz Fiałek przypomniał, że w zeszłym roku to właśnie olbrzymia fala chorych doprowadziła do faktycznego paraliżu systemu ochrony zdrowia. - System stał się skrajnie niewydolny, czego skutkiem był wzrost tzw. nadmiarowych zgonów. Miejmy nadzieję, że liczba chorych na COVID-19 nie wzrośnie na tyle, że nie będziemy w stanie pomagać pacjentom z innymi chorobami - podsumował ekspert. 

Nadmiarowe zgony w Polsce

Statystyki potwierdzają, że liczba zgonów w Polsce w roku 2020 była o jedną szóstą wyższa, niż średnia z poprzednich trzech lat. W całym kraju zmarło łącznie 478 658 osób. Szczegóły można zobaczyć na wykresach zamieszczonych w galerii pod zdjęciem głównym. 

Fala nadmiarowych śmierci rozlała się po całym kraju, choć najmocniej dotknęła ona południe Polski.

- Po pandemii zostaną olbrzymie szkody zdrowotne. I to nie tylko w postaci powikłań i konsekwencji COVID-19, czyli np. nowych zespołów chorobowych. Pamiętajmy, że są ludzie, którzy przez rok nie byli u lekarza, bo po prostu się bali, i ich stan zdrowia istotnie się pogorszył. To wszystko, in gremio, nazywamy długiem zdrowotnym - ocenił w połowie kwietnia w rozmowie z "Rzeczpospolitą" prof. Andrzej Fal, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie.

Od kilku tygodni obserwujemy skokowe wzrosty liczby nowych dobowych przypadków COVID-19Czwarta fala puka do naszych drzwi. Skokowe wzrosty liczby nowych zakażeń

Więcej o: