Prof. Tyll Krüger, Politechnika Wrocławska, kierownik grupy MOCOS modelującej przebieg epidemii w Polsce: Zasadniczo tak, natomiast ważna jest interpretacja tych wyników. Pokazaliśmy, co by było, gdybyśmy potrafili znacznie zwiększyć poziom testowania.
Uważam jednak, że należy patrzeć przede wszystkim na możliwości Polski od strony logistycznej. Gdybyśmy byli w stanie robić pół miliona testów dziennie, to wtedy byłoby możliwe zobaczyć nawet tych 150 tys. przypadków. Ale myślę, że to nie jest w zasięgu naszych możliwości. Sądzę, że zobaczymy maksymalnie 50-100 tys. wykrytych przypadków.
A to tylko to, co będzie widać w danych. Rzeczywista liczba zakażeń będzie oczywiście wielokrotnie wyższa niż tych oficjalnie potwierdzonych testem, obecnie to ok. pięć, sześć, może siedem razy więcej przypadków.
Dwadzieścia nie, ale dziesięć jest możliwe.
Nie wiemy, ile osób zakażonych omikronem ma tak skąpe objawy, że nawet nie przychodzi im do głowy, że się zakaziły. W przypadku wariantu delta bezobjawowo zakażenie przechodziło ok. 20-30 proc. zakażonych, ale badania z innych krajów nie są jednoznaczne. Wiele zależy od tego, jak są robione.
Myślę, że ta "ciemna liczba" niewykrytych przypadków może być nawet wyższa. Wiele będzie zależało od zachowania chorych. Jeśli ktoś będzie czuł się tylko przeziębiony i nie będzie miał problemów z oddychaniem, to zwykle – to dotyczy szczególnie młodych - nie będzie się testować i zgłaszać do lekarza. Nie będzie też izolowany, a jego domownicy skierowani na kwarantannę.
Szacujemy, że w następnych dwóch miesiącach ponad połowa populacji Polski może zakazić się omikronem. To dużo.
Tak.
W USA liczba chorych w szpitalach jest już wyższa niż w szczytach poprzednich fal. Z drugiej strony, w grupie hospitalizowanych nie ma już tak dużo osób, które potrzebują intensywnej terapii, wsparcia respiratora, itd.
Z danych z USA i Anglii wynika też, że spada długość pobytu w szpitalach, nawet o połowę. Średnia długość pobytu w szpitalu przy wariancie delta wynosiła 10-11 dni, przy omikronie to ok. 4-5 dni. To oczywiście ma wpływ na liczbę jednocześnie zajętych łóżek.
Dlatego nawet przy bardzo dużej liczbie zakażonych w krótkim czasie, może okazać się, że liczba osób hospitalizowanych będzie na poziomie ze szczytu ostatniej fali, między 20 a 30 tys. [podczas czwartej fali najwięcej zajętych łóżek - ok. 24,5 tys. - było w połowie grudnia - red.].
Myślę więc, że mniej osób będzie chorowało tak ciężko, że będzie potrzebowało pobytu w szpitalu, a i hospitalizacje będą krótsze.
Sytuacja nie powinna być dramatycznie cięższa dla szpitali niż podczas czwartej fali. Ale ona też już wyrządziła Polsce wiele szkód. Mieliśmy bardzo wysoką liczbę zgonów, byliśmy na jednym z najwyższych miejsc na świecie przez kilka tygodni.
Nie, to odkrycie tego nie wyjaśnia. Mieliśmy w czwartej fali w relacji do populacji ok. 2-2,5 razy więcej zgonów niż np. Niemcy, ale też ok. 2,5-3 razy więcej zakażonych. Pięć punktów procentowych różnicy w populacji z wykrytym genem może tłumaczyć tylko pięć proc. z dwukrotnie wyższej frakcji zgonów w populacji.
Ta różnica wynika z tego, że mieliśmy tak dużo osób zakażonych, tak wysoką czwartą falę, która w innych krajach była hamowana, a w Polsce rozwijała się żywiołowo. Według naszych szacunków, w czwartej fali zakaziło się ok. 20 proc. populacji Polski.
Za późno na jakąś formę lockdownu nie jest, ale nie widzę politycznej woli do wprowadzania silnych restrykcji. To może się zmienić, gdy sytuacja w szpitalach będzie rozwijała się gorzej niż mówiłem. A to jest możliwe, jest tu wiele niepewności.
Polska ma niezbyt wysoki poziom zaszczepienia, ale nie wiemy dokładnie, ile osób w grupie niezaszczepionych zakaziło się wcześniej i ma jakąś odporność przeciw ciężkiemu przebiegowi choroby. Szacujemy, że ok. 4-6 mln Polaków w ogóle nie ma odporności przeciw koronawirusowi, tj. nie są zaszczepieni i nigdy nie byli wcześniej zakażeni. Ale to też są wyliczenia teoretyczne, bo nie mamy aktualnych badań, które np. na podstawie poziomu przeciwciał wyjaśniałyby, jak w grupie osób niezaszczepionych wygląda sytuacja. W tej grupie najczęściej będą występować ciężkie przebiegi COVID-19.
Ale scenariuszy rozwoju epidemii jest naprawdę dużo. Dane z poszczególnych krajów różnią się, np. badania z Danii pokazują, że ochrona osób zaszczepionych i ozdrowieńców przed śmiercią i hospitalizacją nie jest tak wysoka, jak widać w danych z Anglii czy USA. Od tego będą też zależeć ewentualne restrykcje.
Każdy, kto jeszcze nie zaszczepił się trzecią dawką, powinien to zrobić. Nie jest jeszcze za późno. Ona bardzo pomaga - nie tylko zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu choroby, ale także w ogóle zakażenia się. Osoby zaszczepione trzecią dawką są najmocniej chronione przed wariantem omikron.
Po drugie - przepisy o obowiązku noszenia maseczek np. w sklepach czy centrach handlowych są na razie tylko na papierze, nie są kontrolowane. Ja od dawna rekomenduję noszenie maseczek FFP2, które są obowiązkowe w wielu krajach europejskich. U nas ludzie myślą, że maseczki nie są potrzebne. A tymczasem porządne ich noszenie nigdy nie było tak potrzebne jak teraz, podczas fali omikronu.
Po trzecie - trochę mogłoby też dać ograniczenie liczby osób, które mogą jednocześnie przebywać np. w sklepie. To są trzy "miękkie" możliwości. One nie sprawią, że w ogóle nie będzie fali omikronowej, ale hamowałyby jednak tempo jej rozwoju tak, aby szczyt był niższy i trochę bardziej płaski.
Nie chodzi tylko o samą liczbę osób hospitalizowanych, ale także o to, aby zachorowało jak najmniej personelu medycznego, który nie mógłby pracować. Braki medyków w połączeniu z wysoką liczbą pacjentów w szpitalach to byłaby sytuacja krytyczna.
Gdybym miał coś rekomendować od strony epidemiologicznej, to mogłoby pomóc np. zamknięcie centrów handlowych, choćby na krótki czas, np. na dwa-trzy tygodnie. Omikron jest bowiem bardziej zaraźliwy i wystarczy tylko krótki kontakt z zakażoną osobą, aby również się zakazić. Ale, jak już mówiłem, w tym momencie nie widzę politycznej chęci, aby takie restrykcje wprowadzać.
Rzeczywiście, w wielu krajach osoby zaszczepione i ozdrowieńcy (którzy mają na to oficjalny dokument) mają więcej wolności. Taki system sprawia, że więcej osób się szczepi.
Trochę szkoda, że Polska nigdy nie wprowadziła paszportów covidowych. Widać, że w krajach, które je implementowały, dynamika fali omikronu jest wolniejsza.
To zależy od kilku czynników, ale prognozujemy go na około połowę lutego. Natomiast warto powiedzieć, że ta fala nie będzie ciągnęła się jak czwarta fala związana z wariantem delta.
Tak. To widać już w Anglii czy Nowym Jorku, gdzie liczby już mocno spadają. Fala omikronowa jest trochę jak ściana - idzie bardzo szybko do góry, ale potem też szybko spada.
Bo zaraźliwość jest tak wysoka. W efekcie może się zdarzyć, że wariant omikron w ogóle wygaśnie - tak czasami dzieje się w przypadku chorób, które tak szybko się rozprzestrzeniają. Odporność osób, które teraz się zakażą omikronem, będzie się trzymała przynajmniej kilka miesięcy.
Nie. Nie wiemy, jaka jest odporność po zakażeniu omikronem. Jeśli jest słaba, to jesienią możemy mieć kolejną falę, nawet delta może wrócić. Ale to czyste spekulacje, bo nie ma na ten temat na razie żadnych danych.