Władimir Putin swoim poniedziałkowym orędziem uderzył w nastroje rynkowe. Spadają notowania na rynkach akcji, pod presją jest złoty. Po tym, jak na tereny samozwańczych, separatystycznych republik na wschodzie Ukrainy wjechały rosyjskie czołgi - już oficjalnie, jak zapowiadał prezydent Rosji "w celu zapewnienia pokoju" - utrzymują się obawy, że Kreml może przekroczyć kolejną czerwoną linię.
Więcej wiadomości z gospodarki na stronie głównej Gazeta.pl>>>
Jak na razie działania Rosji uderzają w samą rosyjską giełdę. W poniedziałek notowania spadły tam najsilniej od ostatniego kryzysu finansowego w 2008 roku. Indeks RTS stracił 13,21 proc., a MOEX 10,5 proc. We wtorek dzień na rosyjskich rynkach znów zaczął się od solidnej, już panicznej wręcz przeceny, na poziomie 7-8 proc. Po kilkudziesięciu minutach handlu spadki nieco wyhamowały, ale przed 10:00 znów zrobiło się bardziej nerwowo - dolarowy indeks RTS tracił blisko 7 proc., a MOEX ponad 5,5 proc.
Na europejskich giełdach po mocno spadkowej wczorajszej sesji dziś (we wtorek 22 lutego) rano przecena jest już mniejsza, poniżej 1 proc., a na przykład polski indeks największych spółek, WIG20, około 10:00 był nawet na niewielkim plusie.
Rosyjskie aktywa doświadczają uderzenia nie tylko na giełdzie w Moskwie, lecz także w Londynie. Handlowane tam spółki we wtorek solidnie tracą. Rano Evraz (producent stali, w blisko 30 proc. należący do Romana Abramowicza) tracił prawie 4 proc., notowany w FTSE 100 Rosnieft spadał przez chwilę o nawet 7 proc., Łukoil o 8, a VTB Bank o ponad 9 proc.
Pod presją jest też rynek walutowy. Złoty, jak to często bywa w momentach wzrostu globalnego niepokoju, słabnie - choć warto pamiętać, że polskiej walucie nie pomaga także napięcie na linii Warszawa - Bruksela. Niemniej w czasach zwiększonej niepewności inwestycyjnej i obaw o wybuch konfliktu na pełną skalę, złoty (podobnie jak waluty rynków wschodzących ogółem) jest aktywem postrzeganym jako relatywnie bardziej ryzykowne. Inwestorzy odpływają więc ze swoimi pieniędzmi w kierunku bezpieczniejszych opcji. Od mniej więcej połowy lutego notowania złotego pokazują kierunek na osłabianie - drożeje zarówno dolar, jak i euro, którego kurs w czasie wczorajszego wystąpienia Władimira Putina przekroczył znów poziom 4,54 zł.
Znacznie gorzej wygląda jednak sytuacja rubla. Jego notowania w parze z dolarem amerykańskim były najniższe od 15 miesięcy, choć jest to także blisko rekordów słabości. Za dolara trzeba płacić na rynku już 80 rubli. Najwyższym poziomem - w czasie kryzysu pandemicznego - było 82,80. Szansa na jego przekroczenie jest teraz bardzo realna.
Słaby rubel będzie najpewniej zasilać rosyjską inflację, która w styczniu przyspieszyła do 8,73 proc. i jest najwyższa od pięciu lat. Rosnące ceny obniżają poziom życia mieszkańców i są poważnym problemem dla Kremla.
Rosną także giełdowe ceny złota - aktywa, które jest postrzegane jako tzw. bezpieczna przystań inwestycyjna. Uncja na giełdzie wyceniana jest na ponad 1900 dolarów. Drożeje również srebro.
W górę idą ceny surowców. Ropa naftowa niestrudzenie maszeruje w kierunku 100 dolarów za baryłkę. Ropa typu Brent (europejska, będąca na naszym kontynencie punktem odniesienia) drożeje we wtorek po 10:00 rano o 3,5 proc., przebijając poziom 96 dolarów. Amerykańska WTI notowana jest po ponad 94 dolary, drożejąc o około 4,8 proc.
Notowania ropy Brent we wtorek rano doszły do poziomu 98,87 dolarów - najwyższego od siedmiu lat, od września 2014 roku i utrzymują się w tych okolicach. Droga ropa może sprawić, że inflacja utrzyma się blisko rekordowo wysokich (w niektórych państwach) poziomów. Mocno drożeje też na przykład nikiel - Rosja jest jego drugim największym producentem na świecie.
O tym, co dzieje się teraz w Ukrainie, co robi Rosja i jak odpowiada Zachód, przeczytać można w poniższych tekstach:
Zapraszamy też do śledzenia naszej relacji na żywo z wydarzeń: Kryzys rosyjsko-ukraiński. Putin przemówił do narodu i rozkazał wojsku rozpoczęcie operacji w Donbasie.