Stopy procentowe osiągnęły poziom niebezpieczny dla kieszeni niektórych Polaków. Raty za kredyty mieszkaniowe wzrosły bowiem nawet dwukrotnie. Wszystko przez WIBOR, wskaźnik, który jest bezpośrednio powiązany z wysokością stóp.
Rząd przygotował koło ratunkowe, które pozwoli złapać oddech tym, którzy kupili mieszkanie dla spełnienia własnych potrzeb - żyją w nim sami. O spłacaniu należności będzie można zapomnieć na dekady, możemy bowiem pominąć aż osiem rat. Trafią na koniec harmonogramu spłat.
Co dla przeciętnego Polaka oznacza ustawa rządu? Łukasz Kijek spytał o to w programie "Studio Biznes". Bartosz Turek z HRE Investments wyjaśnił, że, że kredytobiorcy mają powody do zadowolenia. - Z punktu widzenia osób, które będą mogły skorzystać z tych wakacji kredytowych, czy w ogóle z tego pakietu dla kredytobiorców, to jest to rozwiązanie dobre, ale z punktu widzenia banków bez wątpienia nie, bo ono będzie kosztowało naprawdę grube miliardy złotych - stwierdził.
Wyjaśnił, że łącznie przez osiem miesięcy płacić nie musimy. - Ma to wyglądać tak, że jeszcze w bieżącym roku, w kwartale trzecim i czwartym będziemy mogli nie zapłacić dwóch rat kwartalnie, w przyszłym roku po jednej racie kwartalnie będziemy mogli nie zapłacić i co do zasady, to wszystko ma być zupełnie bezkosztowe, darmowe - stwierdził.
Gość "Studia Biznes" wyjaśnił też, czym różni się rozwiązanie rządu od standardowych wakacji kredytowych, które oferują banki. - To wygląda to tak, że albo nie płacimy całej raty, albo części raty, ale jeżeli na przykład nie płacimy odsetek, to te odsetki są nam doliczane do kapitału I później, podejmując już normalną spłatę, mamy wyższą ratę. Tak się bank zabezpiecza tak przy tych wakacjach kredytowych.
Czy prezent od rządu nie okaże się czasem niedźwiedzią przysługą? Czy banki na osoby, które sięgnęły po nowy instrument, będą patrzeć bardziej podejrzliwie? Zapraszamy do obejrzenia krótkiego nagrania.
Więcej o gospodarce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl