Rząd Borisa Johnsona chce złamać ustawę brexitową. KE grozi pozwem. "Duże zaniepokojenie"

Komisja Europejska krytykuje Wielką Brytanię i odrzuca możliwość renegocjacji umowy brexitowej. To reakcja na projekt brytyjskiej ustawy przewidującej wprowadzenie zmian w zapisach dotyczących tzw. protokołu irlandzkiego. Chodzi o granicę między brytyjską Irlandią Północną a unijną Republiką Irlandii.
Zobacz wideo Zanim Boris Johnson zajął się polityką, wymyślał fake newsy

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Marosz Szefczovicz podkreślił, że "renegocjacja protokołu jest nierealistyczna". - To spowoduje niepewność prawną dla ludzi i biznesu w Irlandii Północnej - podkreślił, dodając, że nie ma alternatywy dla wypracowanego porozumienia zapisanego w umowie brexitowej. - Po niezliczonych godzinach intensywnych, szczegółowych negocjacji, było to jedyne rozwiązanie - stwierdził.

Wiceszef KE powiedział też, że jednostronne działania szkodzą wzajemnemu zaufaniu. Podkreślił, że Unia Europejska chce mieć dobre i stabilne relacje z Wielką Brytanią, ale muszą się one opierać na pełnym poszanowaniu prawnie wiążących, wzajemnych zobowiązań. Zapowiedział kontynuację postępowania o naruszenie unijnego prawa przeciwko Wielkiej Brytanii, które może się zakończyć pozwem w Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Z dużym zaniepokojeniem odnotowujemy dzisiejszą decyzję rządu Wielkiej Brytanii o przedłożeniu przepisów niestosujących podstawowych elementów Protokołu. Jednostronne działania szkodzą wzajemnemu zaufaniu

- zaznaczył.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

SiewierodonieckNieoficjalnie: Putin wysyła policjantów do Donbasu

"Europa powinna wspólnie stawiać czoła Rosji. Zamiast tego musimy reagować na złamanie prawa"

Tymczasem Londyn cały czas zapewnia, że chce porozumienia z Unią, ale zastrzega, że musi reagować na problemy w regionie już teraz. - Unia odmówiła zmian w protokole, co spowodowało kłopoty z handlem, podatkami i nie tylko - stwierdziła szefowa brytyjskiej dyplomacji, Liz Truss. - To nie jest wielka sprawa. Protokół stwarza niepotrzebne bariery dla handlu między regionem i resztą Królestwa. Możemy to naprawić - przekonuje z kolei premier Boris Johnson.

Ale Dublin widzi to inaczej. - Europa powinna wspólnie stawiać czoła Rosji. Zamiast tego musimy reagować na złamanie prawa. Bo nie można tego opisać w inny sposób - zadeklarował Simon Coveney, szef irlandzkiej dyplomacji.

Londyn chciałby między innymi "zielonego kanału" - braku kontroli dla towarów, które po dotarciu do Irlandii Północnej nie trafiają potem do republiki, czyli na rynek unijny, a także usunięcia roli Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Miałby go zastąpić niezależny arbitraż.

Emmanuel MacronNieoficjalnie: Emmanuel Macron pojedzie do Kijowa już w najbliższą środę

Johnson nazywa protokół "sukcesem"

Ostrożne zadowolenie deklaruje północnoirlandzka DUP - największa partia unionistyczna. Według lidera Jeffrey'a Donaldsona jest to szansa na ochronę wrażliwości tych mieszkańców regionu, którzy chcą utrzymać związki z Londynem. "Nielegalne działanie" i naruszenie Porozumienia Wielkopiątkowego - tak to, co robi brytyjski rząd, postrzega jednak Michelle O'Neill, wiceszefowa Sinn Feinn, ugrupowania z drugiej strony barykady, które chce końca panowania Brytyjczyków w regionie.

- Sondaże pokazują, że protokół popiera większość mieszkańców Irlandii Północnej. Nie popierają za to brexitu - przypominała w rozmowie z Polskim Radiem Lisa Whitten, badaczka z Queen's University w Belfaście. Według badań protokół popiera ok. 52 proc. badanych, sprzeciwia mu się ok. 41 proc. Ale "nie" jego zapisom mówi większość unionistów, a istotą skomplikowanego systemu politycznego w regionie jest to, by żadna z dwóch głównych grup nie czuła się pokrzywdzona.

To rząd Borisa Johnsona wynegocjował protokół i nazywał go sukcesem. Jednak, według niego, Unia zbyt rygorystycznie interpretuje jego postanowienia. Zmiany podobają się twardym brexitowcom w jego partii. Ale, jak pisze "Financial Times", część umiarkowanych polityków prawicy przekonuje, że pomysł jest "zaprzeczeniem konserwatywnych wartości" i złamaniem prawa. Pozycja Borisa Johnsona jest osłabiona po tzw. partygate. Musi on balansować między obozami w swej partii. Projekt ustawy może więc ulec zmianom w parlamencie. Prawdopodobnie minie wiele miesięcy, nim stanie się prawem.

Więcej o: