Dane o sprzedaży detalicznej i budowlance za lipiec można byłoby nazwać rozczarowującymi, gdyby nie to, że w gruncie rzeczy ekonomiści nie mieli co do nich zbyt wielkich oczekiwań. Konsensus prognoz wskazywał roczny wzrost sprzedaży detalicznej o 2,3 proc., więc podane przez GUS słabiutkie 2 proc. w gruncie rzeczy wpisują się w scenariusze analityków.
Już bardziej niezgodny z oczekiwaniami jest 4,2-procentowy odczyt dynamiki budowlanki - konsensus prognoz wskazywał "aż" na 6,1 proc.
Wzrost sprzedaży detalicznej w cenach stałych o 2 proc. w lipcu w ujęciu rok do roku to najgorszy odczyt od lutego 2021 r. Wówczas jednak, wskutek pandemicznych restrykcji, konsumenci nie mogli dokonywać wielu zakupów. Teraz ograniczenia dotyczą raczej ich portfeli i nastrojów konsumenckich (jak niedawno pisaliśmy - bardzo słabiutkich).
Co warto podkreślić - w ujęciu cen bieżących sprzedaż detaliczna rok do roku skoczyła w górę aż o 18,4 proc. Oznacza to, że w lipcu Polacy wydali na zakupy aż o ponad 18 proc. więcej niż przed rokiem. Gdy jednak odejmie się efekt inflacji, to okaże się, że kupili tylko o 2 proc. więcej niż przed rokiem (to jest właśnie ujęcie sprzedaży detalicznej w cenach stałych). Słowem - Polacy wydają w sklepach dużo więcej niż przed rokiem, a kupują prawie tyle samo.
W lipcu br. największy wzrost sprzedaży detalicznej (w cenach stałych) w porównaniu z lipcem 2021 r. odnotowano w sklepach odzieżowych i obuwniczych (o 13,3 proc.), kosmetycznych (10,2 proc.) czy hipermarketach (10,5 proc.). Najgłębszy spadek sprzedaży odnotowały podmioty handlujące pojazdami samochodowymi, motocyklami i częściami do nich (o 15,1 proc.). O 5,3 proc. spadła sprzedaż (w cenach stałych) w sklepach meblowych i ze sprzętem RTV/AGD, a o prawie 14 proc. sprzedaż paliw.
Podobnie jak przed miesiącem rośnie jedynie sprzedaż podstawowych towarów (żywność, kosmetyki, odzież)
- zauważają ekonomiści z PKO Banku Polskiego.
Konsumenci zaciskają pasa, wzrost sprzedaży detalicznej gwałtownie hamuje
- komentuje Sebastian Sajnóg z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Przewiduje, że słabe wyniki sprzedaży detalicznej utrzymają się przez kolejne miesiące m.in. ze względu na realny spadek wynagrodzeń wielu Polaków oraz złe nastroje konsumenckie. Z drugiej strony, spowolnienie wydatków konsumenckich ograniczają bieżące wydatki migrantów.
Gospodarka dalej zwalnia po rozczarowującym drugim kwartale
- piszą ekonomiści z banku BNP Paribas.
Optymizmu nie widać także w ocenach danych z budowlanki.
Miało zwalniać - zwalnia. Trajektoria gospodarki jest zgodna z oczekiwaniami: spadkowa
- piszą o najnowszych danych o sprzedaży detalicznej i produkcji budowlano-montażowej ekonomiści z mBanku i dodają w kwestii tej drugiej statystyki:
Dołki jeszcze daleko przed nami, bo fundamentów pod poprawę sytuacji brak
Z kolei ekonomiści z ING Banku Śląskiego w danych z budowlanki widzą potwierdzenie tezy o próbach przyspieszania przez deweloperów oddawania inwestycji w obawie przed dalszymi wzrostami cen wykonawstwa oraz spadkami cen nieruchomości mieszkaniowych.
W połączeniu z załamaniem popytu na kredyt hipoteczny (według BIK o niemal 70 proc. rok do roku w lipcu) będzie to wywierać presję na ceny mieszkań. Kolejny słaby miesiąc kategorii związanych z inwestycjami infrastrukturalnymi sugeruje natomiast, że m.in. rosnące koszty i brak środków z KPO utrudniają prowadzenie nowych projektów, czy kończenie inwestycji już rozpoczętych
- wskazują w swoim komentarzu.