Inflacja tym razem zaskoczyła... nie zaskakując. Co widać w danych? "Baza" w centrum uwagi

Inflacja w październiku nie przebiła poziomu 18 proc. W zasadzie odczyt, który podał w poniedziałek Główny Urząd Statystyczny, jest zgodny z oczekiwaniami analityków i ekonomistów. I to właśnie może zaskakiwać, jeśli przypomnimy sobie, że ten wskaźnik ostatnio często lubi przebijać prognozy w górę. A co można wyczytać z publikacji GUS?
Zobacz wideo Prof. Wojciechowski: Kilka lat może utrzymać się dwucyfrowa inflacja

We wrześniu było 17,2 proc., w październiku jest 17,9 proc. rok do roku. To wyraźny wzrost (o 0,7 punktu procentowego), choć już nie tak mocny jak we wrześniu (kiedy mieliśmy przyspieszenie z 16,1 do 17,2 proc., czyli o ponad 1 punkt procentowy). Kluczowe jest jedno: inflacja wciąż rośnie, trudno tu mówić o uspokojeniu i równie trudno zobaczyć płaskowyż, o którym jeszcze niedawno mówił prezes NBP Adam Glapiński. Silny ruch w górę widać także w ujęciu miesiąc do miesiąca - tutaj wskaźnik wyniósł 1,8 proc. 

Inflacja w górę, ciągną ją ceny żywności

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński w Warszawie podczas konferencjiSą nowe dane o inflacji w Polsce. Szkoda gadać...

Co wpłynęło na tak dynamiczny wzrost? Przede wszystkim żywność, która zdrożała o 2,7 proc. miesiąc do miesiąca (m/m) i o 21,9 proc. rok do roku (r/r). Nieco mniejszy wpływ miały ceny nośników energii (+2 proc. m/m i +41,7 proc. r/r) i paliw (+4,1 proc. m/m i +19,5 proc. r/r). To na razie wszystko, co podaje GUS. Kolejny, pełny już odczyt październikowej inflacji poznamy za dwa tygodnie (niewykluczone, że pojawi się wtedy rewizja głównego wskaźnika w górę - to też się już w tym roku zdarzało).

Baza wciąż silna. Ekonomiści: inflacja bazowa zapewne ponad 11 proc. 

Także dopiero za około dwa tygodnie dowiemy się, jak kształtowała się inflacja bazowa, czyli miernik inflacji po wyłączeniu cen żywności i energii (najbardziej zmiennych). Analitycy i ekonomiści są jednak w stanie już teraz ją oszacować. I te szacunki wskazują, że przekroczyła 11 proc. rok do roku. We wrześniu inflacja bazowa wyniosła 10,7 proc. i był to pierwszy w historii publikowania takich danych (od 2001 r.) poziom dwucyfrowy. W październiku mieliśmy go jeszcze przebić - tak zakładają eksperci. Ekonomiści mBanku piszą o 11-11,1 proc., ING i Pekao o około 11,2 proc., Polski Instytut Ekonomiczny o 11,3 proc.

Dlaczego to takie ważne? Wysoka i rosnąca inflacja bazowa (a taką właśnie mamy) pokazuje, że silny wzrost cen zadomowił się w gospodarce i trudniej będzie go zbijać. Inflacja rozlała się szeroko, i na różne towary, i na usługi. Widać tutaj też, że przedsiębiorcy z różnych branż przerzucają własne wyższe koszty na odbiorców, czyli na końcu na konsumentów. Zwraca na to uwagę ekonomista Ignacy Morawski, podkreślając, że "na razie prognozy dotyczące odwrócenia wzrostu inflacji opierają się wyłącznie na efektach wysokiej bazy z marca", a to w tej sytuacji nie ma znaczenia. 

Z drugiej strony eksperci mBanku piszą, że bardzo wyżej może już nie być i inflacja po lutym przyszłego roku powinna zacząć spadać. 

No i teraz pytanie - jak z tym walczyć? Jest droga monetarna, czyli działania NBP i RPP. Rada Polityki Pieniężnej zapauzowała w październiku i wiele wskazywało na to, że chciałaby zakończyć cykl podwyżek stóp procentowych. Listopadowa decyzja zapadanie w przyszłą środę. Według ekonomistów ING, mimo wszystko Rada stopy podniesie, choć symbolicznie, bo o 25 punktów bazowych (czyli główna wzrosłaby do 7 proc.). Taka niewielka podwyżka jest też możliwa według ekspertów PKO BP. "W naszej ocenie mocny wzrost inflacji bazowej może być argumentem za podwyżką stóp o 25pb, chociaż nie można wykluczyć ich stabilizacji" - napisali w komentarzu do dzisiejszych danych GUS. 

Jest też oczywiście jeszcze droga fiskalna - czyli działania rządu. Tutaj pojawiają się głosy, że w czasie gdy RPP próbuje gasić pożar, rząd, ogłaszając kolejne programy dopłat i różnych dodatków, podsyca płomień. Trudno tutaj dyskutować z potrzebą pomocy dla obywateli, kiedy ceny energii czy opału drastycznie rosną - taką pomoc ogłaszają zresztą też inne państwa. Ale te pakiety to niejedyne dodatkowe transfery oferowane w ostatnim czasie przez PiS.

Być może to się skończy w przyszłym roku, choćby dlatego, że Polska, jeśli chce pożyczać pieniądze z rynku na wydatki (a chce), musi teraz za nie płacić znacznie więcej niż kiedyś - bo spadły ceny i jednocześnie wzrosły rentowności polskich obligacji skarbowych. - To, że walka z kryzysem i nowe wydatki są teraz dużo droższe niż kiedyś, będzie hamować jeśli nie apetyt, bo on może być wciąż duży, ale decyzje rządu, tego i pewnie kolejnego, dotyczące nowych, dodatkowych programów. Pewnych wydatków nie obniżymy, bo się do nich zobowiązaliśmy, takich jak zamrożenie cen prądu. Natomiast wydaje mi się, że decydenci będą bardziej ostrożni w proponowaniu nowych - mówił w rozmowie z Next.gazeta.pl Karol Pogorzelski, ekonomista w Banku Pekao (cały wywiad pod poniższym linkiem). 

Warszawa.Warszawa jak Budapeszt i Ankara? "Węgry i Turcja pokazują ryzyka"

A więcej na temat znaczenia inflacji bazowej Mikołaj Fidziński pisał w poniższym tekście:

Adam GlapińskiInflacja bazowa jeszcze wystrzeliła. Już jest dwucyfrowa. Są nowe dane

Więcej o: