Jaja drożeją na potęgę. Ekspert: Będziemy obserwowali wysokie wzrosty cen. Aż do czerwca

- Za chwilę obserwowali będziemy raczej wysokie wzrosty cen, bo polskim producentom bardziej będzie opłacało się wyeksportować jajka. Szacujemy, że wzrosty cen będą trwały do maja-czerwca 2023 r. Czyli do momentu, w którym pojawią się nowe odchowane stada produkcyjne - tak w rozmowie z Gazeta.pl rosnące ceny jaj tłumaczy Przewodniczący Komisji Zarządzającej Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego Paweł Podstawka.

Ceny jaj rosną nie tylko w Polsce, lecz także na świecie. W ubiegłym roku ich cena w Polsce wzrosła o blisko 30 proc., ale nie brakuje krajów, gdzie są droższe o 50-60 proc. Za granicą zdarza się też, że jednego z podstawowych towarów brakuje na półkach.

Skąd te wzrosty? Czy możemy liczyć na spadek cen? W analizie dla Gazeta.pl wyjaśnia to Przewodniczący Komisji Zarządzającej Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego Paweł Podstawka.

Zobacz wideo Paweł Zalewski gościem Porannej Rozmowy Gazeta.pl (24.01)

Ceny jaj nie spadną. "Czekają nas wzrosty"

Pierwsza zła wiadomość? Kryzys w branży trwa na dobre. - Światowy rynek jaj obecnie charakteryzuje się bardzo dużą bezwładnością. Obserwujemy stale zmniejszającą się podaż jaj w stosunku do popytu. Wpływ na to ma kilka nakładających się czynników, które - połączone ze sobą - powodują efekt skali - mówi ekspert. 

Za chwilę obserwowali będziemy raczej wysokie wzrosty cen, bo polskim producentom bardziej będzie opłacało się wyeksportować jajka niż walczyć z nieuczciwymi praktykami polskiego przemysłu. Szacujemy, że wzrosty cen będą trwały do maja-czerwca 2023 r. Czyli do momentu, w którym pojawią się nowe odchowane stada produkcyjne. Do tego czasu musimy być gotowi na znaczne podwyżki cen

- tłumaczy. 

Dlaczego jaja drożeją? Ptasia grypa, drogie pasze i nie tylko. Od USA po Japonię i Polskę

Ekspert wyjaśnia też kilka przyczyn wzrostu cen jaj. - Pierwszą z nich jest grypa ptaków HPAI, która dziesiątkuje stada na całym świecie. Japonia, będąca piątym producentem jaj, zmuszona została do uśmiercenia 11 mln szt. drobiu, co spowodowało, że tamtejsza inspekcja weterynaryjna wydała komunikat o wzrostach i tak już wysokich cen jaj. Zawirowania na rynku pasz i brak jej dostępności wywołały kolejne redukcje w stadach drobiu na rynku azjatyckim - tłumaczy. 

- W Ameryce Południowej grypa ptaków pustoszy produkcję w takich krajach jak Chile, Kolumbia, Ekwador, Peru. Oczy całego świata patrzą na Brazylię, która jest światowym liderem. Na ten moment kraj ten nie potwierdził występowania grypy ptaków, ale patrząc na rozwój sytuacji, jest to raczej pytanie "kiedy", a nie "czy" - wyjaśnia Paweł Podstawka. 

- Ogromny wzrost cen jaj obserwujemy również w USA, gdzie padają kolejne rekordy cenowe. Średnia cena za 1 sztukę jajka wynosi, przy obecnym kursie dolara, 2,66 zł. Wzrosty są na tyle duże, że pojawią się konsumenckie zawiadomienia do urzędów na największych producentów. Nie mają one jednak większego znaczenia, ponieważ popyt znacząco przewyższa podaż - mówi. 

Jak wyjaśnia, w Europie sytuacja nie wygląda lepiej. - Na przykład w Szwajcarii za 1 jajko trzeba zapłacić 2,40 zł, na Słowacji 1,96 zł - wylicza. 

Ptasia grypa w Polsce na szczęście nie była w minionym sezonie powszechnym problemem. - Polska, lider produkcji drobiarskiej w Europie, po doświadczeniach lat ubiegłych, gdzie grypa ptaków dziesiątkowała stada, odrobiła lekcję. Obecnie obserwujemy ogniska tej choroby, ale potrafimy kontrolować jej przebieg dzięki wdrożonym procedurom bezpieczeństwa.

Jaja drożeją, bo chcemy rezygnacji z chowu klatkowego

Paweł Podstawka wskazał też na inną przyczynę drożenia jaj. - Drugim czynnikiem jest sposób chowu kur. Presja klientów na rezygnację  z chowu klatkowego na bardziej przyjazny - według nich - chów wolnowybiegowy lub ściółkowy powoduje drastyczny wzrost czynników chorobotwórczych, a tym samym dziesiątkowanie stad przez choroby wirusowe. To zarówno HPAI, jak i choroby, które w klatkach występowały zdecydowanie rzadziej, tj. Salmonella czy też E. Coli - tłumaczy.

- Sieci handlowe, które pod presją organizacji prozwierzęcych bezrefleksyjnie, lecz systematycznie wycofywały jajka klatkowe, obecnie są w trudnej sytuacji. Stoją przed faktem niemalże całkowitego braku jaj z wolnego wybiegu, gdyż żaden hodowca nie zaryzykuje wypuszczenia stada w obawie przed zarażeniem - tłumaczy.

Jak wyjaśnia ekspert, produkcja jaj ściółkowych drastycznie spadła ze względu na występujące choroby, a transformacja na ten typ chowu z klatkowego to bardzo często lata. - Efekty już widać. Światowe media donoszą o wykupywaniu tańszych jaj w sklepach, czy nawet wydzielaniu określonej liczby opakowań jaj na jednego klienta w marketach na terenie Niemiec, Wielkiej Brytanii czy USA - tłumaczy. 

Jaja (zdjęcie ilustracyjne)Jaja towarem deficytowym w wielu krajach. Ceny wzrosły nawet o 60 proc.

Jaja drożeją, bo produkcja staje się nieopłacalna

Trzeci czynnik wpływający na cenę jest równie istotny. - To nieopłacalność produkcji w okresie od maja do sierpnia 2022 r. I konieczność wybicia stad przez producentów. Wówczas niekontrolowany napływ jaj z Ukrainy spowodował całkowity brak opłacalności produkcji. Ilość sprowadzonych jaj była tak duża, że oferowane naszym producentom ceny za jajko wahały się w granicach 0,17 zł do 0,25 zł za sztukę, co nie wystarczało nawet na pokrycie kosztów karmy - tłumaczy ekspert rynku drobiarskiego. 

Jak przyznaje, wielu hodowców zdecydowało się na likwidację hodowli. - Niewielu wstawiło nowe stada, przez co na polskim rynku jaj zwyczajnie brakuje. Na dodatek zmniejszył się import z Ukrainy. Pod koniec 2022 r. działania wojenne na Ukrainie, w tym braki w dostawach prądu i problemy pracowników z dostępem do ferm na terenach objętych działaniami wojennymi, spowodowały śmierć  blisko 4,4 mln szt. kur. Tym samym dziura podażowa na polskim rynku nie może być zasypana dotychczasowymi wschodnimi kontaktami - wylicza. 

Przeciwnicy chowu klatkowego: Życie w hodowli klatkowej to dla niosek koszmar

Otwarte Klatki, organizacja, która walczy o prawa zwierząt, zachęca, by rezygnować z jaj pochodzących z chowu klatkowego. Jak wylicza, powołując się na dane GUS, przeciętny Polak zjada rocznie średnio 150 jaj. 

"Życie w hodowli klatkowej to dla niosek prawdziwy koszmar. Niewielka ilość ściółki szybko się zużywa, a ogromny ścisk nie pozwala kurom swobodnie się poruszać. Przeważnie nie są w stanie nawet rozprostować skrzydeł. Ponieważ nie mogą realizować podstawowych potrzeb, dochodzi między nimi do wydziobywania piór i aktów kanibalizmu. Nigdy nie widzą słońca ani trawy, a całe życie spędzają w zamknięciu, stresie i bólu. Umierają z wycieńczenia po mniej więcej 1,5 roku" - twierdzi organizacja w swoim komunikacie. 

Więcej informacji gospodarczych na stronie głównej Gazeta.pl

Jaja (zdjęcie ilustracyjne)Jaja mogą podrożeć o kilkadziesiąt procent. Jest duży problem z kurami

Więcej o: