Świadectwo energetyczne to hasło, z którym większość właścicieli nieruchomości do tej pory raczej się nie zetknęła. Ci, którzy mają mieszkania, powinni jednak zwrócić uwagę na przepisy, które już od kwietnia 2023 roku wprowadzają nowy obowiązek. Nie jest on jednak, wbrew wielu medialnym doniesieniom, szczególnie dotkliwy.
Szczegóły w rozmowie z Gazeta.pl wyjaśnia Maciej Surówka, prezes zarządu Stowarzyszenia Certyfikatorów i Audytorów Energetycznych
- Przepisy, które wchodzą w życie, to kolejna próba dostosowania polskiego prawodawstwa do dyrektyw unijnych z 2010 i 2018 roku. Polska w zasadzie nie dostosowała tych przepisów w 100 proc. Szczególnie względem drugiej dyrektywy poziom niedopasowania jest spory i nawet najnowsza zmiana przepisów wiele nie wnosi - mówi ekspert.
Czy każdy potrzebuje świadectwa? Nie. Chociaż w mediach jest mnóstwo informacji na ten temat, często nieprawdziwych. Na tej podstawie niektórzy sądzą, że po 28 kwietnia, kiedy w życie wejdzie najnowsza ustawa, wszyscy muszą mieć certyfikaty ze świadectwem charakterystyki energetycznej. Nie. Przepisy wskazują, kiedy jest to konieczne
- podkreśla Maciej Surówka.
Wyjaśnia też sytuacje, w których dokument mieć trzeba. - Jeżeli prowadzony jest proces budowy, to dla potrzeb odbioru budynku do użytkowania będzie potrzebne takie świadectwo dla całego budynku po 28 kwietnia. W zasadzie dotychczas też powinno być dostarczane, ale teraz jest to mocniej zapisane w prawie. W budynkach istniejących świadectwo charakterystyki energetycznej musimy przedstawić w momencie sprzedaży lub wynajmu - dodaje.
Jeżeli słyszę, że spółdzielnie mieszkaniowe szukają specjalistów, którzy stworzą dla wszystkich budynków świadectwa, to zastanawiam się, po co. W tym momencie nie jest to celowe. Podobnie jak opracowanie świadectw dla wszystkich mieszkań. Niektóre wspólnoty zbierają już nawet na ten poczet opłaty. W jakim celu ktoś, kto chce je wykonać? Przecież nie wszyscy będą chcieli je sprzedać lub wynająć
- zastanawia się ekspert.
Część osób próbuje zdążyć ze świadectwami przed 28 kwietnia. To też jest absurdalne. Wkrótce w życie wejdzie kolejna nowelizacja, która zmieni pewne parametry. Lepiej poczekać i zlecić wykonanie tego świadectwa po 28 kwietnia
- dodaje.
Maciej Surówka, prezes zarządu Stowarzyszenia Certyfikatorów i Audytorów Energetycznych, zwraca też uwagę, że po 28 kwietnia, jak wynika z dyrektywy z 2010 roku, jeżeli jest sporządzone świadectwo charakterystyki energetycznej, będzie trzeba w reklamach i ogłoszeniach podawać parametry energetyczne.
- Ustawodawca poszedł dużo szerzej. Zamiast podawania tylko tzw. energii pierwotnej, np. sprzedam dwupokojowe mieszkanie w bloku, a EP (energia pierwotna) wynosi 90 kWh/m2, trzeba będzie jeszcze podawać energię użytkową i końcową. To jest dużo szersza informacja, ale nie wiem, czy przydatna. Jak te ogłoszenia będą wyglądać? Wystarczy zajrzeć do serwisu niemieckiego lub francuskiego, tam te przepisy już wprowadzono - mówi.
W jaki sposób zabrać się za wyrobienie certyfikatu? - Właściciel mieszkania może zwrócić się do administracji budynku w sprawie certyfikatu. Spółdzielnia, wspólnota, może go udostępnić, a jeśli go nie posiada, udostępnić dokumentację. Wspólnota nie musi jednak płacić za certyfikat dla każdego mieszkania w bloku - wyjaśnia rozmówca Gazeta.pl.
Ekspert wyjaśnił też, od czego zależy cena świadectwa energetycznego. - Na koszt wpływa kwestia dokumentacji. Czy jest aktualna dokumentacja architektoniczno-budowlana, rzut kondygnacji, przekroje, opis konstrukcji. W blokach raczej problemów z tym nie ma. W przypadku domów kłopoty się zdarzają - mówi.
Ekspert zwraca też uwagę na oferty tanich certyfikatów wykonywanych zdalnie. - Istotne jest to, by certyfikatów nie robić wirtualnie. Są w sieci takie oferty, które polegają na wypełnieniu ankiety. Osoba wykonująca certyfikat powinna przyjechać, dokonać pomiarów i wtedy sporządzić obliczenia - wyjaśnia Maciej Surówka.
Koszty w przypadku lokali mieszkalnych to w granicach od 400 do 600 zł za certyfikat. W przypadku domów ceny zaczynają się o ok. 700 zł i dochodzą do 1500 zł. Zależą od wielkości domu, stopnia skomplikowania konstrukcji etc. Rolę odgrywają też koszty dojazdu, bo czasami bywają istotne
- wylicza.
Jak wyjaśnia, najwięcej niespodzianek może czekać właścicieli starszych domów. - Wiele osób w przypadku domów nie posiada dokumentacji, bo dom był rozbudowywany na przestrzeni dekad. Wtedy sama inwentaryzacja, pomierzenie budynku dla potrzeb certyfikatu, wpływa na cenę. Zwracam też uwagę, że świadectwo energetyczne jest wydrukiem z rejestru. Zdarzają się tu jednak nieprawidłowości a notariusze - z tego, co wiem - obecnie nie mają możliwości weryfikowania prawdziwości tego dokumentu - wyjaśnia szef Stowarzyszenia Certyfikatorów i Audytorów Energetycznych.
Więcej informacji gospodarczych na stronie głównej Gazeta.pl