Łódź podwodna Titan wraz z pięcioosobową załogą zaginęła w minioną niedzielę (18 czerwca) w pobliżu kanadyjskiej wyspy Nowa Fundlandia. Łączność z załogą utracono około dwóch godziny po zanurzeniu. Celem wyprawy było nurkowanie w pobliżu wraku Titanica. Wciąż trwają poszukiwania batyskafu. Tymczasem zagraniczne media zaczęły przypominać dawną wypowiedź założyciela firmy OceanGate, który narzekał na "zrozumiałe, ale nielogiczne" regulacje podmorskie.
W wywiadzie udzielonym w 2019 r. "Smithsonian Magazine" zapewniał, że "branża jest nieprzyzwoicie bezpieczna, ponieważ obowiązują w niej wszystkie te przepisy". Jednocześnie dodał, że branża "także nie wprowadziła innowacji ani nie rozwinęła się, ponieważ istnieją wszystkie te przepisy". - Od ponad 35 lat nikt nie został ranny w tej branży - mówił Stockton Rush z OceanGate.
Cztery lata temu założyciel firmy, która zbudowała batyskaf Titan, narzekał, że rząd USA bardziej interesuje się eksploracją kosmosu, niż badaniem oceanów. Wyliczał, że Stany Zjednoczone przekazywały wówczas ok. 10,5 mld dolarów rocznie agencji NASA, podczas gdy NOAA (Narodowa Agencja Oceanów i Atmosfery) otrzymywała mniej niż 50 mln dolarów.
Wcześniej - w 2018 roku - David Lochridge, dyrektor ds. bezpieczeństwa w OceanGate ostrzegał, że konstrukcja Titana budzi wątpliwości. Mówił, że prototyp jednostki nie został dostatecznie przetestowany i w jego ocenie nie było pewne, czy batyskaf wytrzyma zanurzenie na tak dużą głębokość - wrak Titanica leży na głębokości około 3800 m. Lochridge złożył w tej sprawie oficjalny raport - mowa w nim o ryzyku powstania małych pęknięć w powłoce wykonanej z kevlaru. W trakcie wielu cykli zanurzania i wynurzania się konstrukcja jest bowiem narażona na zmiany ciśnienia. Lochridge twierdził, że w skrajnym przypadku jednostce grozi implozja. Ostrzegał też, że ewentualna katastrofa może nastąpić błyskawicznie - dosłownie w ciągu milisekund.
Jednak firma OceanGate nie tylko nie posłuchała własnego dyrektora ds. bezpieczeństwa, ale też zwolniła go. OceanGate zapewniała, że testy są "niemożliwe do przeprowadzenia". Firma wyjaśniła też, że stan batyskafu będzie na bieżąco monitorowany m.in. "z wykorzystaniem techniki akustycznej". Zagraniczne media zwracają uwagę, że OceanGate kilka lat temu otrzymała również oficjalne pismo od ekspertów ze stowarzyszenia Marine Technology Society (MTS). Już na etapie budowy Titana przestrzegali przed zbyt pochopnym podejściem do kwestii bezpieczeństwa. Byli sceptyczni wobec planów używania jednostki do eksploracji dna oceanu. Media podkreślają, że adresatem pisma - najwyraźniej zignorowanego - był Stockton Rush, szef OceanGate, jeden z pasażerów feralnego rejsu.
Czarny scenariusz może, niestety, okazać się prawdą. Nurek z OSPP Harpun, kmdr por. rez. Robert Polewski w rozmowie z Gazeta.pl stwierdził, że w zaginionej łodzi podwodnej Titan doszło prawdopodobnie do rozszczelnienia kadłuba.
Jeśli taki kadłub, chociaż odrobinę straci szczelność, to ciśnienie w środku wyrówna się z tym na zewnątrz. Przy tych ciśnieniach, na głębokości 1,500 metrów nie ma najmniejszych szans, żeby bezpiecznie wrócić
- stwierdził.
- W takim momencie nie prowadzi się więc już akcji ratowniczej, a akcję poszukiwawczo wydobywczą, bo wiadomo, że nikt w takiej jednostce nie przeżył. A gdy nie ma łączności, poszukiwanie jest bardzo utrudnione - podsumował nurek.
Losy Titana pozostają nieznane. Jeśli do rozszczelnienia nie doszło, czasu na uratowanie pasażerów jednostki pozostało niewiele. Zapasy tlenu skończą się bowiem najpóźniej w czwartek przed południem polskiego czasu.