Do wyjątkowo nieprzyjemnej sytuacji z popularnym przewoźnikiem doszło na wakacyjnym wyjeździe. Będąc na Kostaryce Dominique zdecydowała się na skorzystanie z usług Ubera, odrzucając lokalne taksówki, które miały być - jej zdaniem - mniej bezpieczne i wygodne. Rzeczywistość okazała się jednak zgoła inna.
Kobieta odbyła krótką jazdę, której koszt powinien wynieść 43 funty. Problem pojawił się jednak przy płatności w aplikacji. Zamiast należnej kwoty, z konta klientki za jednym razem zniknęło aż 23 tys. funtów. Zaskoczona Dominique niezwłocznie skontaktowała się ze swoim bankiem. W odpowiedzi na opisany problem usłyszała jednak, że placówka nie ponosi odpowiedzialności za incydent. Konsultant stwierdził również, że to właśnie ona ponosi winę w zaistniałej sytuacji. Próbując uzyskać pomoc kobieta zwróciła się także do Ubera. Firma twierdziła jednak, że problem został spowodowany przez bank.
Nietypowym problemem Dominique podzieliła się na TikToku. - Wszystko, co udało mi się od nich uzyskać, to to, że była to wina mojego banku i że musiałem sprawdzić w moim banku, dlaczego nie przeliczyli lub nie obciążyli mnie odpowiednią walutą. Mój bank i Uber w zasadzie obwiniali się nawzajem - relacjonowała.
Naliczenie nadprogramowej opłaty spowodowało ujemne saldo na karcie debetowej kobiety. Z tego powodu nie mogła wypłacić z niej żadnych pieniędzy, więc musiała zrezygnować z kontynuowania wakacyjnego wyjazdu. Problem udało się rozwiązać dopiero po czterech dniach, co potwierdził rzecznik Ubera.