Określenie "recesja konsumencka" może brzmieć groźnie, ale jest używane przez ekonomistów m.in. PKO Banku Polskiego. Oznacza, że klienci w sklepach w Polsce kupują mniej niż przed rokiem - a jest to o tyle wyjątkowe, że długoletnie trendy zdecydowanie wskazują, że zwykle kupujemy coraz więcej.
Wciąż trwającą recesję konsumencką potwierdzają najnowsze, piątkowe dane GUS. Wynika z nich, że w czerwcu sprzedaż detaliczna w cenach stałych spadła o 4,7 proc. rok do roku. Oznacza to, że w sklepach w Polsce (nie tylko spożywczych, ale też np. stacjach paliw, księgarniach, kioskach, sklepach meblowych, RTV/AGD itd.) kupiliśmy o tyle mniej niż rok temu - w czerwcu 2022 r.
Z danych GUS wynika, że sprzedaż spadła rok do roku w każdej z analizowanych grup (poza farmaceutykami i kosmetykami, gdzie pozostała bez zmian). Najmocniejsze tąpnięcie zanotowała kategoria "prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach" (o 16,6 proc.) oraz "meble, RTV, AGD" (o 14,4 proc.).
Żeby było "ciekawiej" - na te mniejsze zakupy wydaliśmy więcej pieniędzy niż przed rokiem. Konkretnie - o 2,1 proc. więcej. O tym mówi dynamika sprzedaży detalicznej w ujęciu cen bieżących. Czyli - płacimy więcej, a wynosimy ze sklepu mniej.
Prognozy ekonomiczne sugerują, że w kolejnych miesiącach powoli sytuacja powinna się poprawiać. Dlaczego? Ot, choćby dlatego, że spada inflacja, a tempo wzrostu wynagrodzeń już je dogoniło (przynajmniej przeciętnie rzecz biorąc w sektorze przedsiębiorstw). Jednocześnie sukcesywnie poprawiają się nastroje konsumenckie, badane przez GUS.
Konsument wraca z dalekiej podróży, ale się nie spieszy
- komentują ekonomiści banku Pekao zauważając, że na danych odsezonowanych (tj. po "odsianiu" czynników powtarzających się sezonowo) trwa "klepanie dna".
Nadal obserwujemy spadki rok do roku, ale jak spojrzymy na dane miesięczne po wyrównaniu sezonowym to od kilku miesięcy widzimy już zatrzymanie trendu spadkowego. Najgorsze w sprzedaży detalicznej jest więc już najprawdopodobniej za nami. Wynagrodzenia zaczynają stopniowo rosnąć realnie, a kredyt 2 proc. powinien na nowo "obudzić" kategorie sprzedaży związane z rynkiem mieszkaniowym
- dodaje Mikołaj Raczyński, dyrektor zarządzający platformy Portu.
Tak jak napisałem, co do zasady sprzedaż detaliczna w Polsce zwykle rosła w ujęciu rok do roku. Czasem spadała w pandemii, gdy część sklepów była zamknięta albo obłożona restrykcjami. Jednak przed lockdownami ostatni raz sprzedaż detaliczna spadała... w 2013 r. Kryzys inflacyjny to zmienił - zaczęliśmy nieco mniej kupować zapewne m.in. dlatego, że zwyczajnie nie mieliśmy już tyle pieniędzy (lub z powodu niepewności jutra nie mieliśmy ochoty na wydatki inne niż naprawdę pierwszej potrzeby).
Ekonomiści sugerują, że spadek sprzedaży detalicznej rok do roku może być spowodowany nie tylko zmianą naszych nastrojów i możliwości finansowych, ale też efektem bazy. Chodzi o efekt wyjazdów Ukraińców z Polski. Rok temu swoimi zakupami podbijali oni polskie statystyki sprzedaży detalicznej, teraz już nie.