Ceny paliw w Polsce przed wyborami były stosunkowo niskie w porównaniu do rosnącej ceny ropy. Eksperci uważali, że przyczyną było to, że Orlen zaniżał je w hurcie poniżej rynkowej ceny. Taki stan rzeczy miał się skończyć po wyborach. Wydaje się, że - niestety - analitycy się nie pomylili.
W środę 18 października Orlen podniósł ceny w hurcie. Za metr sześcienny PB95 trzeba zapłacić 4778 zł, czyli 24 zł więcej niż jeszcze we wtorek. To pierwszy tak duży wzrost od 12 sierpnia. Orlen w odpowiedzi na wpisy zwracające na to uwagę na X (dawniej Twitter) informuje, że przekłada się to na 2 grosze na litrze. "To różnica, która nie przekłada się na ceny detaliczne dla naszych klientów" - informuje spółka.
Robert Tomaszewski, dziennikarz Polityka Insight, przypomniał przy okazji podwyżek słowa Daniela Obajtka z 9 października dla PAP. - Biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku, pragnę poinformować, że w najbliższych tygodniach nie przewidujemy wzrostu cen na stacjach paliw - mówił wówczas Daniel Obajtek. "Ale o rafineriach nie mówił. A drugi z najbliższych tygodni zaraz się kończy, więc dociągną pewnie z tym 5,99 u siebie do jego końca" - odpisał Tomaszewskiemu dziennikarz Rafał Hirsch.
Dzień przed benzyną w hurcie podrożał diesel, który we wtorek 17 października podskoczył do 4779 zł za metr sześcienny. Była to pierwsza aktualizacja cen po niedzielnych wyborach. Poprzednie, opublikowane w sobotę 14 października, wskazywały na cenę o 21 zł niższą - 4758 zł/m3. To największy jednorazowy skok hurtowej ceny diesla od półtora miesiąca. Diesel symbolicznie drożał w hurcie w Orlenie już w pierwszej połowie października, ale był to łączny wzrost raptem o około jeden grosz na litrze. W środę 18 sierpnia diesel utrzymał tę samą cenę 4779 zł za m3.
Ceny Orlenu w hurcie (oraz oczywiście na stacjach paliw) były w centrum uwagi przed wyborami. Eksperci zauważali wówczas, że są zaniżone względem europejskich o przynajmniej około 1-1,50 zł. Wiązano to oczywiście z przedwyborczą grą koncernu kierowanego przez Daniela Obajtka. Jednocześnie analitycy szacowali, że w perspektywie kilku tygodni po wyborach ceny paliw muszą zostać urealnione.
Oczywiście ostateczna "właściwa" cena paliw (szczególnie diesla, bo tu musimy wspomagać się jego importem) będzie zależała od kursu złotego, ceny ropy i ceny produktów gotowych na europejskich rynkach, niemniej mówiło się nawet o ponad 1 zł podwyżki stopniowo rozłożonej w czasie. Orlen z kolei zapewniał, że "nagłego wzrostu cen nie będzie".