Polska jako jedyny obok Węgier kraj nie otrzymała jeszcze pieniędzy z Funduszu Odbudowy UE. Nasz Krajowy Plan Odbudowy wymagał wielu poprawek i w grudniu 2021 roku minął termin na otrzymanie zaliczek od Unii. Nasz KPO zatwierdzono bowiem dopiero w czerwcu 2022 roku. W ciągu półtora roku od ogłoszenia kamieni milowych, których spełnienie miało nam zagwarantować wypłatę środków z KPO, odchodzący rząd PiS jeszcze ich nie zrealizował. Polska może jednak otrzymać pierwsze 24 mld zł z KPO i to z pominięciem kamieni milowych - dowiedziało się OKO.press.
O tym, że Polska może liczyć na pierwsze środki z KPO, Donald Tusk miał według dziennikarzy portalu dowiedział się od Ursuli von der Leyen na spotkaniu w środę 25 października. 24 mld zł miałoby trafić do Polski z nowego rozdziału KPO, tzw. REPowerEU. Komisja Europejska jakiś czas temu dopuściła rewizję Planów Odbudowy i w jej ramach Polska ubiega się o dodatkowe 25,75 mld euro. 20 proc. tej kwoty może trafić w formie zaliczki do Polski, jeśli Komisja Europejska, a następnie Rada UE zatwierdzi do końca 2023 roku zrewidowany KPO. Polska może otrzymać więc 24 mld zł, ale choć nie jest wymagana do tego realizacja kamieni milowych, to rząd musi poprawić KPO.
Oko.Press dotarło do dokumentu, z którego wynika, że Komisja Europejska ma zastrzeżenie do takich rzeczy, jak:
Co gorsza, najwięcej zarzutów dotyczy rozdziału REPowerEU, z którego możemy otrzymać zaliczki. Zdaniem KE "plan jest za mało ambitny", a w konsekwencji nie pozwala zrealizować jego celów, czyli przyspieszenia odejścia od paliw kopalnych i szybszego wdrożenia energii odnawialnej. Proponowane reformy nie są poparte kamieniami milowymi, ich opisy są zbyt ogólne, a wartość wnioskowanych środków w wielu miejscach nie jest wystarczająco uzasadniona.
Nowy rząd będzie miał sporo pracy i niewiele czasu na poprawki. Całość jeszcze bardziej się opóźni, jeśli Andrzej Duda od razu nie powierzy misji tworzenia rządu obecnej opozycji, a zacznie od PiS, które uzyskało najwyższy wynik w wyborach, ale nie ma sejmowej większości. To oznaczałoby, że Polskę może ominąć kolejna tura zaliczek. Dotychczasowa opozycja dostała więc do ręki argumenty, które mogą przekonać prezydenta, by nie zwlekał i to im od razu powierzył misję tworzenia rządu.