Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka poinformował, że otrzymał raport ze zdania do użytku kolejnego bloku w elektrowni atomowej pod Ostrowcem. Jednocześnie wschodni sąsiad Polski domaga się odszkodowania od Rosatomu, który budował obiekt oddany z opóźnieniem - podaje agencja informacyjna BieŁTA.
- Opóźnienia w budowie elektrowni atomowej leżały po stronie rosyjskiej. Oczywiście zgodnie z zapisami kontraktu podnieśliśmy kwestię rekompensaty. Nie ma potrzeby tego ukrywać. Temat został poruszony, ale nie osiągnęliśmy porozumienia w wyznaczonej dacie - powiedział Łukaszenka.
Prezydent Białorusi poinformował, że zaproponowano im zniżki na paliwo nuklearne, tak by cena była równej tej, którą płacą w kraju Rosjanie. Ponadto rekompensatą ma być wydłużenie okresu gwarancji do pięciu lat. Łukaszenka stwierdził, że chce teraz dowiedzieć się, czy takie rozwiązanie jest satysfakcjonujące dla Białorusi. - Wydaje mi się, że nie powinniśmy żądać zbyt dużo. Mimo wszystko produkujemy wystarczającą ilość energii. Jednakże umowa to umowa - powiedział prezydent Białorusi.
Prace nad elektrownią w Ostrowcu rozpoczęto w 2013 roku, a za jej budowę odpowiadała rosyjska, państwowa firma Rosatom. Podczas budowy dochodziło w przeszłości do wielu incydentów. Oficjalnie elektrownia miała uniezależnić Białoruś od dostaw gazu z Rosji. Budowa zakładu kosztowała 10 miliardów dolarów i została sfinansowana za pieniądze pożyczone od Moskwy.
Otwarcie elektrowni odbyło się w 2020 roku. Kolejny blok uruchomiono w 2022 roku, a podłączono do sieci w maju tego roku. Oficjalnie prace prowadził Rosatom, ale jak pisze "Rzeczpospolita", wiele z nich zlecano podwykonawcom, którzy często nie mieli nic wspólnego z branżą atomową. Podczas budowy elektrowni w Ostrowcu zginęło co najmniej pięć osób. Korpus reaktora spadł z wysokości 7 metrów i dopiero po ujawnieniu tego faktu, Rosatom wymienił reaktor. Na budowie dochodziło do pożarów i protestów, związanych z kilkumiesięcznymi opóźnieniami w płatnościach.